"Jest sprawą oczywistą, że wyborcy bardzo nie lubią, kiedy się daje pieniądze politykom, szczególnie parlamentarzystom, a jednocześnie bardzo lubią, jeśli się pieniądze politykom zabiera" – powiedział Komorowski w środę rozmowie z portalem Onet.

"Trzy lata temu skorzystał z tego mechanizmu Jarosław Kaczyński. Mimo że narozrabiali i poza systemem brali pieniądze ministrowie pani Szydło, to ukarał parlamentarzystów i samorządowców, bo to się ludziom podoba" – dodał. Zwrócił uwagę, że obecnie ten mechanizm wykorzystuje opozycja.

Według Komorowskiego trzeba znaleźć kompromis między społecznymi oczekiwaniami a potrzebami państwa i zbliżyć poziom wynagrodzeń w Polsce do standardów europejskich. Zwrócił uwagę, że wynagrodzenia ministrów w Polsce są w porównaniu z innymi państwami europejskimi niskie, wielu podwładnych ministrów zarabia o wiele więcej niż ich szefowie.

"W Polsce politycy zarabiają relatywnie mało, a ludzie narzekają na jakość ich pracy" – dodał. "To nie jest dobry moment, ale nie ma nigdy dobrych momentów na podwyżki dla polityków. Politycy, którzy wprowadzają te rozwiązania, powinni postarać się o przedstawienie jakiejś motywacji i zobowiązanie, że ich praca będzie przyzwoita" – powiedział. Odnosząc się do wynagrodzeń byłych prezydentów zauważył, że "prezydenci są zwierzchnikami sił zbrojnych, warto więc zadbać, by emerytura prezydenta nie była niższa niż emerytura pułkownika w Wojsku Polskim czy w policji".

Powrót Donalda Tuska do krajowej polityki określił jako "okoliczność niesłychanie korzystną dla Platformy Obywatelskiej", co widać po wzroście jej notowań. "Kwestia dla mnie najistotniejsza z punktu widzenia przyszłości Polski to to, czy uda się odebrać choć część głosów Prawu i Sprawiedliwości" – zaznaczył. Dodał, że PO wzmocniła pozycję kosztem Ruchu 2050 i Lewicy, "ale nic nie uszczknęła PiS".

Za istotne uznał "stworzenie mechanizmów, które by pozwoliły na zbudowanie alternatywy dla mocno sfrustrowanych i zniechęconych" wyborców PiS – tej części jego elektoratu, "która już ma kompletnie dość tego radykalizmu i fundamentalizmu". Według byłego prezydenta taką alternatywą mogłaby być "Platforma, która by wróciła do swoich korzeni konserwatywno-liberalnych"; PSL, Koalicja Obywatelska, a także "Szymon Hołownia, jeśli zdecyduje się na większą wyrazistość centroprawicową".

Pytany, czy on sam odegra rolę w polityce przed wyborami, zadeklarował, że dostrzega ją we wspieraniu opozycji, ale nie we własnym udziale. "Ja już się nie kwalifikuję do żadnej polityki partyjnej, bo w 2010 roku serio, nie na niby powiedziałem, że rezygnuję z członkostwa w partii. Staram się konsekwentnie wspomagać środowiska opozycji demokratycznej ze szczególnym uwzględnieniem PO, z którą czuję ogromne pokrewieństwo i wspólnotę drogi" – powiedział. Dodał, że wspiera także PSL i KO jako "narzędzie polityczne mające szansę na uszczknięcie dwóch, może trzech procent rozczarowanych do PiS wyborców centroprawicowych".

"Jeśli trzeba będzie, to mogę się angażować bardziej. Ale nie przewiduję uczestnictwa w żadnej polityce partyjnej ani osobistego angażowania się w stylu wyborczym, aczkolwiek nigdy nie należy mówić nigdy" – zastrzegł.