Dane o zgonach z urzędów stanu cywilnego pokazują, że w ciągu 28 tygodni tego roku zmarło 285 tys. osób, podczas gdy w porównywalnym okresie ubiegłego roku było to 224 tys. Tak duży wzrost – o ponad 60 tys. – jest efektem uderzenia koronawirusa w pierwszej połowie tego roku.
Największą różnicę widać w apogeum fali, czyli na przełomie marca i kwietnia, kiedy umierało ponad 13 tys. osób tygodniowo (ta statystyka zawiera wszystkie zgony), czyli o ponad 5 tys. więcej niż rok wcześniej. W tym okresie dziennie odnotowywano ponad 700 śmierci tylko z powodu koronawirusa. Jeszcze lepiej widać te zmiany w danych miesięcznych, które pokazał w piątek GUS. W kwietniu zmarło ponad 20 tys. osób więcej niż rok wcześniej, a marcu ponad 15 tys.
– Nie ulega wątpliwości, że od ubiegłej jesieni mieliśmy dwa ciężkie okresy. Najgorsze były: listopad, w którym umarło dwa razy więcej osób, oraz kwiecień, kiedy było 60 proc. więcej zgonów. To w sumie ponad 100 tys. nadmiarowych zgonów w ciągu ośmiu miesięcy – zauważa Adam Czerwiński z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), autor raportu o nadmiarowych zgonach. W końcówce marca i na początku kwietnia dzienna liczba zachorowań na COVID-19 przekraczała nawet 35 tys. przypadków dziennie. Powtórzyły się wówczas obrazki znane z jesieni – kolejki karetek przed szpitalnymi oddziałami ratunkowymi i przeładowana służba zdrowia, choć m.in. dzięki szpitalom tymczasowym ochrona zdrowia była w stanie uruchomić znacznie więcej miejsc dla chorych niż jesienią.
Reklama
Przy okazji widać też pewną prawidłowość. O ile w zeszłym roku zgony z powodu COVID-19 stanowiły połowę nadmiarowych śmierci, to w tym roku jest to już 75 proc. Od początku tego roku oficjalnie z powodu koronawirusa zmarło 46 tys. osób, podczas gdy w zeszłym roku było to 29 tys. Wytłumaczenia są dwa. – Albo w zeszłym roku więcej było zgonów związanych z brakiem dostępu do ochrony zdrowia i przeładowaniem systemu, albo znacznie polepszył się system wykrywania COVID-19 – podkreśla Czerwiński.
Ten dylemat, jeśli chodzi o wyjaśnianie liczby zgonów, było widać już w odniesieniu do zeszłego roku. W DGP opisywaliśmy raporty PIE i resortu zdrowia dotyczące nadmiarowych zgonów w 2020 r. O ile z analizy PIE wynikało, że spora część śmierci to efekt przeciążenia ochrony zdrowia, to diagnoza ministerstwa była odmienna. Rządowi analitycy szacowali, że co najmniej 70 proc. nadmiarowych zgonów było spowodowanych zarażeniem COVID-19. Różnice w statystykach tłumaczyli zaś błędami i kłopotami w diagnozowaniu koronawirusa u zmarłych. Argumentem za tą tezą miał być dość podobny profil wiekowy zmarłych, u których nie stwierdzono COVID-19, i tych, u których go wykryto.

Reklama
Gdyby trend z pierwszego półrocza się utrzymał, to roczna liczba zgonów byłaby katastrofalnie wysoka. Jeśli nie, i tak będzie bardzo wysoka, zbliżona do zeszłego roku. Ostatnie tygodnie pokazują symptomy poprawy – liczba zgonów spadała do poziomu z zeszłego roku i oscylowała wokół 7,5 tys. tygodniowo.
Dalszy scenariusz zależy od rozwoju epidemii: czy przyjdzie czwarta fala i na ile będzie śmiertelna. W zeszłym tygodniu liczba zakażeń ponownie zaczęła rosnąć. W piątek było 108 zachorowań, ale najbardziej niepokojąca jest dynamika. Resort zdrowia obserwuje 20-proc. przyrost nowych przypadków. Systematycznie rośnie także udział wariantu Delta w ogólnej liczbie przypadków koronawirusa. Obecnie to ok. 47 proc., w połowie sierpnia może być to już 70 proc.
Doświadczenia innych krajów pokazują, że im większy procent zaszczepionych i odporność populacyjna, tym mniej zgonów nawet przy porównywalnej liczbie zachorowań. Tymczasem w Polsce, o czym pisaliśmy w DGP, zainteresowanie szczepieniami maleje. Według danych przekazanych przez szefa KPRM Michała Dworczyka 56 proc. dorosłych Polaków to „osoby zaszczepione co najmniej jedną dawką bądź zarejestrowane na szczepienie”.
– Jeśli nie będzie czwartej fali, to spodziewałbym się, że w drugim półroczu będzie mniej zgonów niż dwa lata temu w porównywalnym okresie. COVID-19 spowodował czasowe przesunięcie zgonów. Z tego powodu umierały najczęściej osoby w podeszłym wieku i schorowane, które inaczej żyłyby jeszcze kilka, kilkanaście miesięcy – mówi demograf prof. Piotr Szukalski (rozmowa z naukowcem na sąsiedniej stronie). Choć zastrzega, że poza ewentualną zniżką liczby zgonów wynikającą ze zmiany kalendarza będzie jednocześnie więcej zgonów związanych ze zbyt późną diagnostyką. Ta sytuacja przełoży się na statystyki. Jeśli epidemia nie będzie tak śmiertelna w skutkach, to w kolejnych latach wskaźniki śmiertelności się polepszą, a średnie dalsze trwanie życia wydłuży, bo bazą porównawczą będą lata 2020 i 2021.

Pieniądze za kłucie

Rząd przygotował pakiet zachęt finansowych dla POZ-ów. Skala dofinansowania będzie zależała od odsetka zaszczepionych podopiecznych danej przychodni powyżej 12. roku życia. Najbardziej premiowane będą sukcesy w szczepieniu pacjentów powyżej 55. roku życia. Liczyć się będzie także tempo przyrostu liczby zaszczepionych.
Punkt wyjścia to stan na połowę lipca. Premie dla POZ-ów będą dwie: cząstkowa i całościowa (roczna). Premia cząstkowa będzie wypłacana w dwóch transzach: po 30 września za szczepienia zrealizowane do końca tego miesiąca oraz po 31 grudnia – za resztę półrocza. – Przy postępie szczepień powyżej 5 proc. w pierwszym okresie (2,5 miesiąca), w zależności od struktury wiekowej, będzie to 2,5–3 tys. zł, nie licząc dodatku, który wynika z uzyskania odpowiedniego poziomu wyszczepialności – zapowiedział w piątek szef NFZ Filip Nowak.
Według niego poradnia POZ z 85-proc. wyszczepialnością, która ma pod opieką 2 tys. pacjentów, może liczyć na koniec roku na nagrodę w wysokości 10 tys. zł. Premia całościowa (jednorazowa) zostanie wypłacona do 15 stycznia 2022 r. Jej wysokość będzie uzależniona od przekroczenia progu wyszczepialności wśród pacjentów danej poradni. Aby w ogóle ją otrzymać, odsetek zaszczepionych w placówce musi wynosić co najmniej 60 proc., kolejne progi to 65, 70, 75 i 80 proc.
Rząd nie zdecydował się na wprowadzenie obowiązku obdzwaniania niezaszczepionych pacjentów przez lekarzy.
Do połowy lipca tego roku zmarło ponad 60 tys. osób więcej niż w porównywalnym okresie rok wcześniej – wynika z danych urzędów stanu cywilnego. Wiosenna fala pandemii w Polsce okazała się równie śmiertelna co jesienna. – To najwięcej w skali UE, jeśli chodzi o nadmiarową umieralność. Jesienią można się spodziewać kolejnej fali, choć nie aż tak śmiertelnej – podkreśla Adam Czerwiński z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Liczba zgonów po wakacjach będzie zależała przede wszystkim od stopnia wyszczepienia społeczeństwa i odporności populacyjnej. A z tym na razie nie jest najlepiej. Dlatego rząd przygotował premie finansowe dla lekarzy rodzinnych, by zachęcali pacjentów do kłucia się. W najbardziej optymistycznym wariancie jesienna liczba zgonów może być nawet niższa niż w przedcovidowym 2019 r. Tak uważa demograf Piotr Szukalski, argumentując, że epidemia przyspieszyła umieralność. – Dlatego w kolejnych latach należy oczekiwać sztucznego polepszenia wskaźników śmiertelności i długości życia, bo bazą do porównań będą lata 2020 i 2021 – podkreśla demograf.