Chodzi o ogłoszony w tym tygodniu przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) i Kancelarię Prezesa Rady Ministrów „Rządowy Fundusz Polski Ład: Program Inwestycji Strategicznych” z astronomicznym budżetem wynoszącym ponad 100 mld zł (finansowanym z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19). To dwukrotność tego, co samorządy rocznie inwestują w Polsce. Nie jest jednak jasne, w jakim czasie pieniądze miałyby być wydane. Premier Morawiecki sugerował okres trzyletni, ale BGK mówi nam o „programie wieloletnim”, którego realizacja jest zaplanowana „w długiej perspektywie”.
Tak czy inaczej kwota jest niebagatelna, dlatego lokalne władze już interesują się nowym funduszem. Jeszcze w czerwcu ruszy pilotaż, w ramach którego każdy zainteresowany samorząd będzie mógł złożyć maksymalnie trzy wnioski o dofinansowanie. Potem będą kolejne nabory. – To, ile środków zostanie przeznaczonych na konkretną edycję, będzie zależało od liczby wniosków złożonych w pierwszej edycji pilotażowej programu i obszarów inwestycyjnych, które będą obejmowały – informuje nas BGK.
Pieniądze będzie można przeznaczyć na cele wybrane z 35 obszarów gospodarki, choć w pierwszym naborze priorytetami będą m.in. inwestycje w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną, modernizację źródeł ciepła na zeroemisyjne czy gospodarowanie odpadami.
Środki z Programu Inwestycji Strategicznych pokryją do 95 proc. kosztów realizowanej inwestycji. – Nie ma górnego limitu kwotowego wysokości dofinansowania, jest limit procentowy, tzn. samorząd musi posiadać co najmniej 5 proc. udziału własnego w postaci środków własnych – podaje BGK.
Te zapowiedzi budzą obawy niektórych włodarzy. – Pytanie, czy gros pieniędzy nie zgarną duże miasta, których inwestycje mają największy rozmach. Nawet w ramach pierwszego naboru w Rządowym Funduszu Inwestycji Lokalnych (RFIL), gdy pieniądze dzielono algorytmem, w przypadku dużych miast nałożono limit 93,5 mln zł – zwraca uwagę jeden z samorządowców. Z kolei prezydenta Ciechanowa Krzysztofa Kosińskiego (PSL) niepokoi, że wnioski inwestycyjne analizować ma „komisja przy KPRM”. – Jeśli wnioski znów miałaby oceniać komisja przy premierze, złożona z działaczy jedynej słusznej partii, a tak było przy RFIL, to można mieć wątpliwości co do transparentności i uczciwości nowego mechanizmu – ocenia. Urzędnicy z Lublina natomiast zwracają uwagę na brak szczegółowych zasad udziału w programie. Wątpliwości na temat funduszu mają być rozwiewane w kolejnych dniach. W piątek z inicjatywy wiceszefa MSWiA Pawła Szefernakera odbędzie się w tej sprawie spotkanie z samorządowcami.
Mimo to lokalne władze nie zamierzają rezygnować z szansy na otrzymanie zastrzyku gotówki. Potrzeby inwestycyjne są zbyt duże. – Szacujemy, że jest ok. 1,5 tys. gmin, w których nadwyżka operacyjna w budżecie wynosi praktycznie zero. 50 proc. publicznych dróg gminnych ma postać nieutwardzoną. Infrastruktura ściekowa pokrywa ok. 40 proc. terenów w kraju. W dalszym ciągu 17 proc. gospodarstw domowych nie ma dostępu do wody zdatnej do picia. Brakuje przedszkoli i żłobków. W wielu gminach nie ma dostępu do internetu, a 33 proc. miejscowości w Polsce jest wykluczone z dostępu do transportu publicznego – wylicza Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP.
Niektórzy już planują, jakie inwestycje zgłoszą. – Chcielibyśmy rozszerzyć system inteligentnych pojemników na odpady na wszystkie osiedla. Do tego nowe lokalne drogi i ścieżki rowerowe, miastu przydałby się także nowy żłobek – zapowiada prezydent Kosiński.
Z kolei władze Białegostoku spróbują w ramach nowego funduszu zdobyć pieniądze na zagospodarowanie bulwarów nad rzeką Białą czy poprawę efektywności energetycznej obiektów użyteczności publicznej. Kraków stawia m.in. na nowe linie tramwajowe, rewitalizację terenów zielonych, rozbudowę szpitali oraz domów pomocy społecznej czy rozwój odnawialnych źródeł energii. Warszawa z kolei wspomina o dokończeniu drugiej i budowie trzeciej linii metra wraz z zakupem taboru.
Leszek Świętalski zwraca uwagę, że wybudowanie czegoś to tylko połowa sukcesu. – Potem te inwestycje trzeba utrzymać, szczególnie że inwestycje publiczne raczej nie generują zysków, tylko koszty. A do tego potrzebujemy dochodów własnych, których rząd stopniowo nas pozbawia na rzecz znaczonego pieniądza – mówi Świętalski.
Jakie nowy fundusz może przynieść efekty dla gospodarki? Jak podkreśla główny ekonomista Credit Agricole Jakub Borowski, samorządy wydają pieniądze według rytmu kampanijnego, więc apogeum wydatków można się spodziewać w 2023 r., gdy kończy się kadencja. – Można pogratulować sprytu rządzącym, chcą rozhulać inwestycje, by samorządy miały z czego strzelać w roku wyborczym. Inwestycje z funduszu mogą podnieść PKB o 0,5 proc. już w przyszłym roku, ale pod warunkiem, że będą to nowe pomysły, które nie będą wypierały innych planów inwestycyjnych – podkreśla ekonomista.
Nowe inwestycje mogą podnieść PKB o 0,5 proc. już w przyszłym roku