Tym razem poszło o Urszulę Kuczyńską, asystentkę społeczną posła Macieja Koniecznego, którą posądzono o internertową nienawiść i pogardę do przynajmniej trzech grup: osób trans płciowych, niebinarnych i pracujących seksualnie. Delegacja, która wkrótce po wybuchu afery w sieci odwiedziła biuro posła Lewicy Razem, przekonywała, że Kuczyńska jest współwinna samobójstw młodych osób w Polsce i dokłada się do nagonki na osoby LGBT+ w stopniu większym niż TVP i Zbigniew Ziobro. Nazwano ją „oprawcą” mniejszości i winną przemocy wobec słabszych. Konieczny przekonywał bezskutecznie, że chodzi wyłącznie o wpisy w sieci, drugorzędne wobec tematu energetyki, w której doradza mu Kuczyńska.
Zanim ktokolwiek z zewnątrz zdążył na dobre połapać się, o co chodzi w sporze, wrocławskie kierownictwo Razem składało samokrytykę. Konieczny wił się w tłumaczeniach, dlaczego nie chce z marszu zwolnić swojej doradczyni. Ostatecznie z Kuczyńską pożegnano się.