Reklama
Dla Polski przewidziano 3,8 mld euro na wsparcie regionów pogórniczych w ramach Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji (FST), ale do puli dostępnych środków dorzucono jeszcze 560 mln euro z polityki spójności. To razem 4,4 mld euro do wydania w ciągu najbliższych siedmiu lat. Kwota ta nie zależy od liczby regionów zakwalifikowanych do funduszu.
Jak informuje nas Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, polski rząd chciałby objąć wsparciem sześć regionów, natomiast Komisja Europejska do tej pory stała na stanowisku, że FST powinno być wdrażane w trzech województwach: śląskim, dolnośląskim i wielkopolskim. – Stanowisko KE w sprawie pozostałych trzech regionów będzie uzależnione od działań w kierunku gospodarki neutralnej dla klimatu. Województwa lubelskie, łódzkie i małopolskie pracują nad swoimi terytorialnymi planami sprawiedliwej transformacji – informuje resort i podkreśla, że regiony te mogą od początku roku korzystać ze wsparcia ekspertów wyłonionych w przetargu przez MFiPR.
Dokooptowanie kolejnych regionów wywołuje sprzeciw tych, które były wskazywane od początku. Także związki zawodowe ze Śląska postulowały w swoim projekcie tzw. umowy społecznej z rządem dotyczącej wygaszania kopalń, aby aż 70 proc. puli dla Polski z FST trafiło na Śląsk. Aby tak się stało, uprawnionych do tych środków musiałby być nie więcej niż trzy województwa. Na ostatnim posiedzeniu sejmowej komisji ds. energii wiceminister aktywów państwowych oraz pełnomocnik rządu ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa węglowego Artur Soboń zapewnił, że niezależnie od tego, czy to będą trzy czy sześć regionów, to w każdym tym wariancie województwo śląskie będzie największym beneficjentem FST i dostanie co najmniej 2 mld euro. – To będzie albo 50, albo 70 proc. całej puli dla województwa śląskiego – dodał.
Rozszerzenie liczby województw nie podoba się Markowi Woźniakowi, marszałkowi województwa wielkopolskiego. – To, że sześć regionów będzie korzystało z Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, jest jednak zaskoczeniem. My od trzech lat rozmawiamy w Brukseli na ten temat i przez większość tego czasu odbywało się to w gronie trzech regionów – podkreśla. W jego ocenie rozpraszanie pieniędzy nie jest sensowne, a zrównywanie wszystkich sześciu regionów to strategiczny błąd. – Na Lubelszczyźnie deklarują odejście od węgla w 2050 r., a więc za 30 lat, a my zamierzamy to zrobić w 2030 r. Ludzie, którzy w związku z tym mogą stracić pracę, zaczynają się już u nas rozglądać i myśleć o innej przyszłości. To są dwa różne światy – zauważa.
Za większą liczbą uprawnionych do wsparcia FST zdaje się opowiadać minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka. – Historycznie regiony górnicze to Górny Śląsk, Dolny Śląsk i Wielkopolska. Natomiast widzimy, że w tej 20-letniej perspektywie lepiej uwzględnić więcej województw, żeby stworzyć większe szanse na alternatywne miejsca pracy – mówi Kurtyka. I dodaje, że decyzja, które regiony ostatecznie znajdą się w tej puli, jest negocjowana między MFiPR a KE. – I myślę, że w ciągu kilku miesięcy zapadnie. Jest jeszcze kwestia alokacji i myślę, że tutaj lwią część uzyska Śląsk – podkreślił szef resortu klimatu.
W umowie partnerstwa, dokumencie, w którym rząd pokazuje, jak ma zamiar wydać eurofundusze, zaplanowano podział „tortu” pomiędzy sześć województw. Ministerstwo Funduszy, które przygotowało projekt umowy i teraz konsultuje go z regionami, informuje, że po zaakceptowaniu przez rząd trafi on do KE, co powinno nastąpić w III kw. 2021 r. – Od przebiegu negocjacji z Brukselą będzie zależeć ostateczna decyzja co do liczby regionów objętych wsparciem w ramach FST – podkreśla ministerstwo. Wyjaśnia, że na decyzję KE będzie mieć wpływ zawartość przygotowywanych przez samorządy województw terytorialnych planów sprawiedliwej transformacji. Także one – po akceptacji MFiPR – zostaną przekazane do KE wraz z Krajowym Planem Sprawiedliwej Transformacji oraz propozycją programu operacyjnego wdrażanego ze środków FST.
Związki górnicze na Śląsku chcą też, by dokument dotyczący transformacji województwa był elementem negocjowanej umowy społecznej i aby nie oddzielać tego zagadnienia od restrukturyzacji sektora węgla kamiennego, który po 11 miesiącach ubiegłego roku odnotował prawie 4 mld zł straty netto. Sama Polska Grupa Górnicza ma podobno pieniądze na wypłaty tylko do kwietnia, a związki nie zgodziły się na wypłatę „czternastek” w ratach. Umowa społeczna ma zawierać mechanizm dopłat do wydobycia, ale ruszą one, gdy w końcu zostanie zawarta, a mechanizm zaakceptuje Bruksela. W opinii Sobonia transformacja łączy się z restrukturyzacją branży górniczej, ale nie dotyczy ona tylko Śląska, więc lepiej, żeby transformacja regionu była opisana w oddzielnym dokumencie. – Ale jeśli będzie to jeden dokument, zważywszy na skalę wpływu tej transformacji na województwo śląskie, to też oczywiście będę rekomendował panu premierowi jego przyjęcie – mówił Soboń w Sejmie na posiedzeniu, w którym brali też udział związkowcy.