„To człowiek niezwykły, jeżeli chodzi o talent podejmowania dobrych i słusznych decyzji” – Kaczyński rzadko kogoś chwali, a tak wylewnie prawie nigdy. Obajtka od ponad roku wymienia się jako kandydata na premiera. Miały na niego stawiać środowiska bliskie byłej premier Beacie Szydło, ale też jemu samemu korzyści z takich pogłosek podpowiadali podobno PR-owcy. Czyżby Kaczyński sugerował teraz, że jest coś na rzeczy? Zwłaszcza że od paru tygodni media piszą o jego niezadowoleniu z premiera Morawieckiego.
Ludzie bliscy szefowi rządu reagują inną tezą: oto Obajtek ma się stać wkrótce, właściwie już się stał, celem medialnego ataku – jako kluczowy gracz biznesowy i polityczny. Prezes nie tyle więc go namaszcza, ile sygnalizuje, że go nie poświęci. Skądinąd Kaczyński musi być Obajtkowi wdzięczny. Zapowiedź wykupienia grupy Polska Press to ostatnio jedyny sukces rządzącego obozu. Dla lidera PiS to również krok w walce „o wolność”, którą on rozumie jako poszerzanie pluralizmu medialnego na korzyść własnego obozu. I nadzieja na komunikację z czytelnikami licznych gazet regionalnych, lokalnych i portali. W oczach prezesa to przejęcie imperium.
Sam Obajtek w rozmowie z „Super Expressem” zaprzeczył swoim premierowskim ambicjom. Przedstawił się jako zapracowany menedżer skoncentrowany na energetyce, na dokładkę zwolennik zharmonizowania polskiej polityki energetycznej z unijną.
Obserwację sygnałów w otoczeniu Kaczyńskiego porównuje się do kremlinologii, czyli odczytywania przez ludzi Zachodu układu sił w hermetycznym sowieckim Biurze Politycznym. Czasem próbowano snuć teorie na podstawie ustawienia członków Biura podczas publicznych ceremonii lub do zdjęć. Podobno Józef Stalin, znając logikę tych prognoz, dla żartu lubił przestawiać zmarginalizowanego aparatczyka bliżej siebie, obserwując następstwa. – Początkujący polski „kremlinolog” uzna, że nadchodzi upadek Morawieckiego. A to jest system wychowywania wszystkich, łącznie z premierem. Wielki Wychowawca będzie co kilka miesięcy fundował mu stan niepewności – tłumaczy minister obecnego rządu.
Pojawiły się plotki, że Kaczyński może potraktować Morawieckiego jako odgromnik, rytualnie mordowany przedmiot społecznego gniewu. System szczepień się zacina (pytanie, na ile z winy polskich władz, ale opozycja je obwinia). Większość Polaków życzy sobie coraz mocniej zniesienia restrykcji, i to we wszystkich sferach usług, a opozycja zaczęła nawoływać do ich odmrożenia.
Zarazem prezes PiS osobiście uczestniczy w decyzjach dotyczących pandemii – jako wicepremier. Może zobaczyć, że państwo, a służba zdrowia w szczególności, są jak z dykty. Czasem odgrywa rolę dobrego pana naprawiającego błędy dworzan, jak wtedy, kiedy przesunął termin szczepienia prokuratorów i innych służb. Ale też przekonał się empirycznie, że największe wyzwania dopiero przed Polską. Że nie da się dziś, jutro zadekretować nowej szczęśliwej epoki. Sam jest zwolennikiem polityki, jaką zafundował Polsce premier. Wciąż ceni też aktywność międzynarodową Morawieckiego, do której próżno przymierzać prezesa Orlenu. To z premierem dyskutuje o filozofii, i wciąż jest pod urokiem także jego administracyjnej sprawności.
Morawiecki popełniał błędy, także taktyczne. Dopiero co obiecał społeczeństwu szybką zmianę na lepsze. Jego prawa ręka, szef kancelarii Michał Dworczyk, opowiadał w Polsacie, że „jesteśmy na ostatniej prostej”. Ta iluzja niosąca rozczarowanie, bo do wakacji „nie będzie po wszystkim”, kojarzy się głównie z twarzą premiera. Teraz szef rządu próbuje się medialne wyciszyć. Ma się bardziej kojarzyć z zapowiedziami społeczno-gospodarczego Nowego Ładu niż z pandemicznymi wyrzeczeniami.
Pod skrzydłami premiera szykowana jest ustawa dająca wielkie uprawienia temuż Dworczykowi – ma przejąć niektóre kompetencje premiera. Czy to skutek politycznego zakochania się Morawieckiego, a może i Kaczyńskiego, w szefie kancelarii? Czy też zamysł przerzucania na niego ciężaru odpowiedzialności w razie klapy?
Tylko że o tej ewentualnej klapie będziemy się mogli przekonać dopiero za wiele miesięcy. Na dokładkę jako zapowiadacz Nowego Ładu, czyli programów m.in. na rzecz edukacji, służby zdrowia i ekologii, premier dodatkowo kupuje sobie czas. To skądinąd także recepta na ideologiczne emocje związane z zakazem aborcji. Choć grozi też społeczną irytacją – ciężko rozmawiać o wsparciu dla szkół czy ułatwieniach dla przedsiębiorców, kiedy co kilka miesięcy będą powracać lockdowny.
Na razie premier jest bezpieczny. No chyba że nastąpi wielki kataklizm. Kaczyński pokazał Morawieckiemu, że ma kandydata na jego miejsce. Ale podczas zdalnych rad ministrów występują na ekranie zawsze wspólnie, niczym jedna maszyna, dwugłowy smok. Ministrowie pojawiający się na ekranach pojedynczo mają kłopot, jak się zwracać: „panie premierze?” czy „panowie premierzy?”.