Chodzi o sytuację z głosowań, które odbyły się w Sejmie w nocy z czwartku na piątek. Początkowo przyjęta została uchwała Senatu o odrzuceniu noweli dotyczącej zapewnienia w okresie epidemii wystarczającej liczby kadr medycznych, ponieważ zabrakło jednego głosu do jej odrzucenia - wymagana większość bezwzględna wynosiła tu 226 głosów, a odrzucenie uchwały poparło 225 posłów.

Następnie posłowie PiS złożyli wniosek o reasumpcję tego głosowania, został on przyjęty, głosowanie nad uchwałą Senatu powtórzono i w tym drugim głosowaniu senackie stanowisko zostało odrzucone, bo za odrzuceniem zagłosowało 234 posłów, gdy wymagana większość bezwzględna wynosiła 228.

Po pierwszym głosowaniu wicepremier Piotr Gliński podszedł do prowadzącej obrady marszałek Elżbiety Witek i powiedział, że "jest prośba szefa, żeby zrobić przerwę, bo chyba reasumpcję trzeba będzie zrobić".

Terlecki pytany przez dziennikarzy w Sejmie, kim jest tajemniczy "szef", odparł: "Nie wiem". "Decyzję podejmowana pani marszałek, bo oczywiście jest szefem Sejmu" - dodał.

Na uwagę, że to wicepremier Gliński mówił o szefie, odpowiedział: "To szefowa raczej, ale może się przejęzyczył". "Oczywiście to jest decyzja pani marszałek" - zaznaczył.

W piątek o sprawie mówił też w TVN24 wicerzecznik PiS Radosław Fogiel. Przekonywał, że w Sejmie "sterem, żaglem i okrętem" jest marszałek Elżbieta Witek. Podkreślał, że w trakcie głosowania nad uchwałą Senatu w sprawie noweli dotyczącej zapewnienia w okresie epidemii wystarczającej liczby kadr medycznych, kilku posłów pomyliło się i wynik nie odzwierciedlał woli większości. "W takich sytuacjach regulamin Sejmu przewiduje właśnie reasumpcję" - dodał.

Fogiel potwierdził również, że wiosek o reasumpcję głosowania został złożony na piśmie, a marszałek Sejmu "po przerwie wróciła i poinformowała posłów, że wpłynął wniosek grupy posłów o reasumpcje głosowania". "To jest standardowa procedura" - stwierdził. Ocenił, że w tym wydarzeniu nie należy doszukiwać się czegoś nadzwyczajnego, bo - zaznaczył - wniosek o reasumpcję także jest poddany pod głosowanie. "Gdyby faktycznie to nie była pomyłka, to ten wniosek by nie znalazł większości" - zaznaczył Fogiel.

Odpowiadając na pytanie o jakość parlamentaryzmu Fogiel ocenił, że jest ona "na pewno nie grosza niż w ostatnim trzydziestoleciu a pod wieloma względami lepsza".

Problemy techniczne

Piotr Gliński w rozmowie z Onetem zapytał, dlaczego wynik głosowań ma być skutkiem kłopotów z pandemią. "Pandemia wymusiła głosowania elektroniczne i spowodowało to konieczność głosowania zdalnego, gdzie nieuniknione są awarie połączenia. Sam kilkakrotnie miałem z tym kłopoty, zerwało mi połączenie w trakcie głosowań albo nie mogłem skorygować pomyłki" - powiedział wicepremier.

Powtórzył pytanie, czy wynik głosowań "ma być efektem kłopotów technicznych czy wyrazem woli głosujących". "Odpowiedź jest prosta. Niestety, nie możemy na ogół liczyć w tej kwestii na zrozumienie części opozycji i jej aparatu propagandy medialnej. Najbardziej jaskrawym przykładem była tu kwestia pomyłki w głosowaniu nad podwyżkami dla medyków (za pracę przy pacjentach zarażonych COVID-19)" - zaznaczył.

Zdaniem Glińskiego, "opozycja kłamliwie, populistycznie, brutalnie wykorzystywała zwykłą pomyłkę wynikającą z kłopotów z elektronicznym głosowaniem, która mogła kosztować budżet wiele mld zł". "Skandalem, o którym powinny grzmieć media jest fakt, że opozycja od wielu miesięcy cynicznie wykorzystuje ogólnoświatową tragedię, jaką jest pandemia, do brutalnej walki politycznej" - oświadczył wicepremier.

Przegrana nieprzypadkowa?

O sprawę został również zapytany Borys Budka. "Przede wszystkim patrząc na tę logikę PiS należałoby wpisać do regulaminu Sejmu zasadę, że jeżeli PiS przegrywa głosowanie, to odbywa się ono ponownie aż do skutku" - ironizował Budka.

Ocenił, że "to było łamanie elementarnych zasad parlamentaryzmu" i zauważył, że nie jest to pierwszy raz, gdy PiS reaguje w ten sposób na przegranie przez siebie głosowanie.

Według Budki "to nie była przegrana przypadkowa".

"Jeżeli popatrzymy na nazwiska osób, które głosowały za odrzuceniem tej złej ustawy, to tam byli politycy Porozumienia, tam byli lekarze, tam były osoby odpowiedzialne, które wiedzą, jak szkodliwe prawo zostało przez rządzących przyjęte. Potrzebny był czas na łamanie kołem, potrzebne było zdyscyplinowanie"

- powiedział lider PO.

Odniósł się także do głosów z PiS, jakoby Gliński miał się przejęzyczyć i miał na myśli "szefową a nie szefa". "Chyba nikt nie ma wątpliwości, kogo politycy PiS nazywają szefem; kto jest prezesem, kto wydaje polecenia i kto oczekuje realizacji tych poleceń. I chyba dla wszystkich oczywiste jest, że szefem w PiS jest Jarosław Kaczyński i jeśli on zdecyduje, że jest reasumpcja to ona jest, bez względu na to, czy są ku temu przesłanki czy nie" - powiedział lider PO.

Według Budki sytuacja z nocy z czwartku na piątek pokazuje jak Kaczyński traktuje parlament i parlamentaryzm. Ocenił, że "dla niego najlepiej by było, gdyby w ogóle głosowań nie było i żeby on z Nowogrodzkiej mówił, jakie ma być prawo".

"Tak to nie działa, panie prezesie. I każdy, kto łamie prawo, prędzej czy później za to odpowie. A pan wielokrotnie udowodnił, że jest pan sprawcą kierowniczym tego całego łamania prawa w Polsce"

- mówił, zwracając się do Kaczyńskiego.

Budka stwierdził, że politycy PiS pokazali, że mogą zmienić każde głosowanie, które im nie pasuje; jak podkreślił, "nie są to zasady parlamentaryzmu".