No dobra, nie pokochałem. Trochę w tym tytule prowokacji. Ale skłoniło mnie do niej kilka publicznych dyskusji, w których uczestniczyłem. Kiedy zdarzało mi się pozytywnie ocenić jakieś działanie rządu, słyszałem od innych rozmówców, że oto stałem się rycerzem Dobrej Zmiany. Z ich ust nie padały żadne poważne kontrargumenty. Zamiast tego osłupiałe spojrzenia, z których mogłem wyczytać – no co ty, bronisz Kaczora?
Nie, nie bronię. Traktuję jak każdego innego polityka.
PiS-owi nie ufam. Tak samo jak nie ufam politykom Platformy, Nowoczesnej, SLD, PSL, Partii Razem i udającym niepolityków działaczom Kukiz ‘15. Nie ufam także Mateuszowi Kijowskiemu oraz aktywistom KOD. Taki dystans to podstawa dziennikarstwa, nic zaskakującego. Nie ufać władzy – przyszłej, przeszłej i obecnej. Sprawdzać, grzebać, dopytywać. Pisać nie o tym, co powiedzieli, ale o tym, co zrobili. Czepiać się i wkurzać.