Rozmowy pokojowe: Polska znów pominięta [OPINIA]

Radosław Sikorski
Warszawa, 23.04.2025. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przemawia na sali obrad Sejmu w Warszawie, 23 bm. W pierwszym dniu posiedzenia posłowie wysłuchają informacji ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2025 r (jm) PAP/Leszek SzymańskiPAP / Leszek Szymański
24 kwietnia 2025

W trwających wczoraj konsultacjach w Londynie, niezależnie od ich efektów, znów nie uczestniczył żaden przedstawiciel Polski. To kolejne spotkanie wysokiego szczebla po ubiegłotygodniowych rozmowach w Paryżu, na którym delegacja europejska, poza Ukrainą, ogranicza się do Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Tymczasem premier Donald Tusk i prezydent Andrzej Duda zgodnie przekonywali, że rozmowy o Ukrainie nie będą się toczyć za naszymi plecami. Owszem, w ramach współpracy w UE państwa członkowskie są stale informowane o kolejnych krokach i pozycjach Brukseli wobec Kijowa, ale nie tak miało wyglądać „miejsce przy wspólnym stole”. Mamy masę argumentów, by o nie zabiegać.

Polska była filarem wsparcia

Polska od początku rosyjskiej inwazji w lutym 2022 r. była jednym z filarów europejskiego wsparcia dla Ukrainy. Żaden inny kraj nie przyjął wówczas tylu uchodźców; w szczytowym momencie granicę polsko-ukraińską przekraczało kilkaset tysięcy osób dziennie (obecnie nieco większa liczba ukraińskich uchodźców przebywa w Niemczech). Równocześnie Polska odegrała kluczową rolę jako hub logistyczny zachodniego wsparcia. Przez polskie terytorium przechodzi większość dostaw broni i pomocy technicznej dla Ukrainy. Coś, co dziś wygląda na oczywiste, w lutym 2022 r. bynajmniej oczywiste nie było. Polska sama przekazała Ukrainie istotne uzbrojenie – od czołgów po systemy przeciwlotnicze – często łamiąc w ten sposób polityczne tabu i otwierając drogę dla kolejnych decyzji sojuszników. Ten wysiłek daje nam strategiczną legitymację do uczestnictwa w rozmowach o warunkach rozejmu. Państwo, które tak wiele zainwestowało politycznie, finansowo i społecznie, nie może zostać zepchnięte na margines rozmów.

Kluczowy głos naszego regionu

Debaty na temat przyszłości Ukrainy nie powinny być zdominowane wyłącznie przez stolice starego Zachodu. Także dlatego, że ryzyko kontynuacji rosyjskiej agresji w razie kapitulanckiego ustalenia ram rozejmu albo wycofania się Amerykanów z Europy ponosi w pierwszym rzędzie nasz region, a nie Francuzi i Niemcy. Polska z krajami bałtyckimi, Czechami i Rumunią reprezentuje też doświadczenie, które przez dekady było marginalizowane w zachodnich analizach bezpieczeństwa. Państwa Europy Środkowej i Wschodniej rozumieją logikę rosyjskiego neoimperializmu, bo same przez wieki były jego ofiarami. Polska jako największy kraj regionu powinna być rzecznikiem tej perspektywy – realistycznej, ale nie fatalistycznej; stanowczej, ale konstruktywnej. Udział Polski w rozmowach o przyszłości Ukrainy oznacza wzmocnienie głosu regionu, który wie, że bezpieczeństwo nie może być kupowane kosztem suwerenności sąsiadów. Zlekceważenie tego głosu grozi nie tylko strategiczną krótkowzrocznością, ale i wewnętrznymi podziałami w samej Unii Europejskiej o Sojuszu Północnoatlantyckim. Polska obecność przy stole negocjacyjnym to warunek spójności Zachodu.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.