Gronkiewicz-Waltz o reprywatyzacji: Nie odpuszczę urzędnikom. MF jest głównym winnym sytuacji [WYWIAD]

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz
Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-WaltzPAP / Marcin Obara
30 sierpnia 2016

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Do 2008 r. w ogóle nie sprawdzano, czy zagraniczni spadkobiercy stołecznych działek otrzymywali odszkodowania na mocy układów odszkodowawczych. Mowa nawet o kilku tysiącach zwróconych nieruchomości.

Po zarządzie komisarycznym PiS w Warszawie sprzed kilku lat odziedziczyłam chociażby urzędnika, który podpisał decyzję o zwrocie Chmielnej 70. Dlatego nie uważam, by ewentualne wprowadzenie do ratusza nowego zarządu komisarycznego było remedium na całe zło. Złudnie uważałam, że nieprawidłowości zostały wyeliminowane przez Lecha Kaczyńskiego i potem kolejnych komisarzy. Stąd unikałam politycznych nominacji i do dziś pracują dyrektorzy, którzy pamiętają czasy Lecha Kaczyńskiego w stolicy. Tak zarządzałam w NBP czy EBOiR. Jesteśmy teraz pod lupą organów śledczych i mediów, w moim najlepiej pojętym interesie jest, by wyjaśnić to do końca i ujawniać ewentualne nieprawidłowości. Mój błąd polegał na tym, że wierzyłam urzędnikom, którzy tu pracowali długie lata i, wydawałoby się, mają wszystko w małym palcu. I mieli, ale wykorzystywali to do swoich celów, co trzeba będzie osądzić.

Jesteśmy z Warszawy, a wielu warszawiaków dotyka temat roszczeń. Z drugiej strony miałam też w rodzinie sytuację, gdy ktoś musiał opuścić dom przy ul. Wspólnej, zwrócony spadkobiercom. I to mimo że wcześniej moja babcia mieszkała tam całe życie. Jeśli chodzi o Noakowskiego – gdy byłam w Anglii, umarła ciotka mojego męża, która odziedziczyła nieruchomość po swoim drugim mężu. Sąd wydał orzeczenie, w sumie było kilkunastu spadkobierców, mój mąż dysponował 5 proc. udziałów. Oczywiście, niech również ten cały zwrot zostanie raz jeszcze zbadany, bo i mnie ta sprawa zaczyna już męczyć.

W dalszym ciągu uważam, że MF jest głównym winnym całej sytuacji. Resort plącze się w zeznaniach. W 2010 r. napisał nam, że nie ma informacji. Tylko jak się okazało, dwa lata wcześniej na prośbę mec. Muszyńskiego, zajmującego się zwrotami działek MF, w tym dawną Chmielną 70, odpisał mu, że Martin Holger nie otrzymał odszkodowania. Dziwne jest to, że o ile nam na te same pytania ministerstwo potrafi odpowiadać nawet miesiąc, o tyle panu Muszyńskiemu uzyskanie odpowiedzi zajmuje 2–3 dni. Jedno z pism do MF złożył np. 4 marca, a trzy dni później dostał już szczegółową odpowiedź. To samo powtórzyło się w związku z inną nieruchomością – odpowiedź była błyskawiczna.

To było postępowanie administracyjne, w które w gruncie rzeczy nie powinnam ingerować. Za jego przebieg odpowiadali urzędnicy. Prace nad planem zagospodarowania placu Defilad trwały trzy lata od 2007 r., a wtedy właścicielem działki było miasto. Przed wyborami zawsze chce się dokończyć projekty realizowane w trakcie kadencji, dlatego radni głosowali plan.

Odpowiedzialność ponieśli już urzędnicy, którzy dostarczyli mi niezbędne informacje dopiero po publikacjach prasowych. To oznacza, że świadomie wprowadzali mnie w błąd. Ja nie mam w urzędzie wariografu. Winę w tej sprawie ponosi MF i nie odpuszczę urzędnikom ministerstwa. Mam nadzieję, że prokuratura również.

Tak samo można powiedzieć, że Lech Kaczyński krył układ, bo pan mec. Muszyński zaangażowany był w proces zwrotu 32 ha ogródków działkowych przy al. Waszyngtona, wartych ponad 140 mln zł. Za komisarza wyznaczonego przez PiS nastąpił zwrot budynku przy Nabielaka 9, w którym mieszkała zamordowana później Jolanta Brzeska. Mirosław Kochalski osobiście podpisał tę decyzję zwrotową. My stworzyliśmy zaostrzone procedury. Właśnie podjęłam decyzję, by wszyscy dyrektorzy biur i ich zastępcy składali oświadczenia majątkowe, mimo że nie mają takiego ustawowego obowiązku. Na czwartek została na mój wniosek zwołana sesja rady miejskiej, na której omówimy sprawę powołania nadzwyczajnej komisji do zbadania warszawskiej reprywatyzacji od 1990 r.

Pamiętajmy, że proces reprywatyzacji trwa od 27 lat. Do 2008 r. w ogóle nie sprawdzano, czy zagraniczni spadkobiercy stołecznych działek otrzymywali odszkodowania na mocy układów odszkodowawczych. Dopiero wiceprezydent Jakubiak kilka lat temu to zarządził.

Mowa nawet o kilku tysiącach zwróconych nieruchomości. Pamiętamy przecież, jak po decyzji zwrotowej 32 ha ogrodów działkowych Lech Kaczyński dyscyplinarnie zwolnił ówczesnego szefa BGN i powołał pana Bajkę, pozwalając mu nie składać oświadczenia majątkowego. Ja tę politykę kontynuowałam, sądząc, że Lech Kaczyński zatrudniał uczciwych ludzi.

Podstawa prawna jest taka, że jeśli w życie ma wejść ustawa...

Ale mam nadzieję, że projekt będzie szybko procedowany, a PiS nie storpeduje go. W każdym razie podstawa prawna jest taka, że jeśli wkrótce mają być inne warunki prawne, to możemy cały proces zwrotów wstrzymać. Tak wynika z opinii przygotowanej przez prawników. Czekamy na nowe, lepsze prawo.

I zamierzamy powoływać się na przepisy, które jeszcze nie obowiązują i nie wiadomo, jaki ostateczny kształt przybiorą.

Tak samo było przy małej ustawie reprywatyzacyjnej, która wchodzi w życie 17 września, ale de facto już działa. Spowoduje ona, że wyjątkiem będzie zwrot działki, a nie odmowa zwrotu. Odwracamy proporcje. Stosujemy też bezpośrednio wyrok TK, który szeroko zakreślił kwestię interesu publicznego. Dziś nie mamy już prostych zwrotów, będziemy bardziej szczegółowo badać wszystkie sprawy.

Rozważamy rozwiązanie, by można było rozłożyć odszkodowania na raty, wypłacane np. przez 10 lat. W przypadku obligacji mogłoby być podobnie, by np. istniała opcja wykupienia co rok 10 proc. Przy takim miarkowaniu odszkodowań moglibyśmy wspólnie z państwowym Funduszem Reprywatyzacji załatwić sprawy odszkodowawcze kosztem rzędu kilkuset milionów złotych rocznie.

Tylko że minister skarbu państwa kilka miesięcy temu wstrzymał wypłatę ostatniej transzy 200 mln zł, które Warszawa otrzymywała z Funduszu Reprywatyzacji właśnie na rozliczanie dekretu Bieruta.

Bo 20 mln zł z tego funduszu wziął na ratowanie państwowej telewizji. Poza tym pieniądze z tego funduszu powodowały, że rząd musiał je wykazywać w deficycie budżetowym. Wycofanie ich deficyt ten zmniejszyło. Ale przy miarkowaniu i rozłożeniu odszkodowań na lata może się okazać, że zaangażowanie strony miejskiej i państwowej rocznie trzeba będzie wygospodarować np. 150–200 mln zł, co nie jest dużą kwotą. A pozwoliłoby uwolnić się od problemu reprywatyzacji w ciągu 10 lat.

Myślę, że wykorzystam środki, które mi przysługują w takiej sytuacji. Premier musi taką decyzję odpowiednio uzasadnić, a mi przysługuje odwołanie do WSA. Już raz to przerabiałam, w 2007 r. Nie jest tajemnicą, że PiS się na nas zasadza, wykorzystując lokalnych polityków chcących zbić na tym kapitał polityczny.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.