Turcy cypryjscy z zaniepokojeniem obserwują rozwój wypadków w Turcji. Wielu uważa, że od tego, co stanie się z turecką demokracją zależą losy ich własnej marionetkowej Tureckiej Republiki Północnego Cypru, państwa uznawanego tylko przez Ankarę.
Reklama

“Jeszcze raz okazało się, że jesteśmy wplątani w konflikt, który nie jest nasz. Wypadki w Turcji ponownie uświadomiły nam jak niepewna jest nasza egzystencja i bezpieczeństwo. Pod kontrolą Turcji miotamy się we wszystkich kierunkach, nie mając pojęcia gdzie na koniec wylądujemy” – skomentowała w mediach społecznościowych wydarzenia w Turcji znana turecko-cypryjska dziennikarka Esra Aygin.

Północny Cypr oderwał się od Republiki Cypryjskiej w wyniku interwencji tureckiej armii. Była ona odpowiedzią na zamach stanu, do którego doszło na wyspie w 1974 roku. Niemal dziewięć lat później powstała tam kontrolowana przez Ankarę Turecka Republika Północnego Cypru (TRPC), której Turcja wysyła rocznie 400 milionów euro niezbędnych do funkcjonowania lokalnej administracji.

Według ekspertów w kraju stacjonuje między 25 a 40 tys. tureckich żołnierzy. Pod kontrolą generałów tureckich znajdują się także oddziały armii turecko-cypryjskiej, miejscowa policja, służby specjalne, oraz obrona cywilna.

Zaraz po pierwszych aresztowaniach w Turcji, na wyspę dotarły wieści, że wśród zatrzymanych znaleźli się byli tureccy dowódcy tych jednostek, a także trzech nastoletnich Turków cypryjskich studiujących na prestiżowej stambulskiej akademii wojskowej.

Reklama

Był to pierwszy sygnał, że Turcy cypryjscy, którzy rok temu wybrali na swojego prezydenta liberalnego polityka Mustafę Akinci mogą zostać zamieszani w konflikt jaki wybuchł w Turcji między głęboko religijnym tureckim prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem a jego niedawnym sprzymierzeńcem, muzułmańskim kaznodzieją Fetullahem Gulenem. Akinci popiera pokojowe rozwiązanie problemu cypryjskiego i ponowne zjednoczenie wyspy w ramach ogólnocypryjskiej federacji.

Od samego początku starał się zapewnić zarówno obywateli TRPC, jak i swoich międzynarodowych partnerów, że wypadki w Turcji nie wpłyną na negocjacje pokojowe prowadzone z Grekami cypryjskimi. Jednak gdy w prasie pojawiła się wiadomość o prowadzonym przez miejscową policję dochodzeniu w sprawie znalezionego na wysypisku śmieci pudła wypełnionego nadpalonymi książkami autorstwa Gulena, ludzie zaczęli się bać.

“Turcy cypryjscy nie są zbyt wierzący i na ogół nie zwracają uwagi na toczące się w Turcji walki różnych frakcji religijnych. Wstrząsnęła nimi jednak wyjątkowa przemoc, do jakiej doszło w czasie tego zamachu. Poza tym zdają sobie sprawę jak bardzo ich losy są uzależnione od tego, co dzieje się w Turcji. W tej chwili wszyscy na wyspie zadają sobie to samo pytanie, czy czystki szalejące w Turcji ogarną także północny Cypr” – tłumaczy PAP Mete Hatay, konsultant cypryjskiego biura Oslowskiego Instytutu Badań nad Pokojem (PRIO Cyprus).

Znany turecko-cypryjski dziennikarz i redaktor naczelny opozycyjnej gazety "Afryka" Sener Levent nie ma wątpliwości, że tak się właśnie stanie; “To co widzimy obecnie w Turcji to dopiero pierwsza faza aresztowań” – mówi PAP.

“Władze tureckie zatrzymały tysiące osób, teraz je przesłuchują, dostaną kolejne nazwiska. Skoro już są zatrzymani wojskowi mający powiązania z naszą wyspą, dochodzenie musi się rozciągnąć i na nasz teren” - dodaje.

Jego zdaniem już się zaczęły przesłuchania wśród żołnierzy tureckich stacjonujących na wyspie, ale stanowią one dopiero pierwszy krok w o wiele szerzej zakrojonej operacji.

“Najpierw przeprowadzą dochodzenie w armii tureckiej, potem w lokalnej armii turecko-cypryjskiej, potem w lokalnych służbach specjalnych i w obronie cywilnej. Następnie zajmą się policją, w której wielu funkcjonariuszy ma podwójne obywatelstwa, turecko-cypryjskie i tureckie” – wylicza dziennikarz, który przewiduje także, że śledztwo obejmie miejscowy Dyrektoriat do spraw Religii (któremu przewodniczy Turek), wszystkie uniwersytety, szkoły religijne, a także różne muzułmańskie stowarzyszenia i organizacje dobroczynne.

O tym, że TRPC nie uniknie represji może także świadczyć fakt, że rządząca tam konserwatywno-nacjonalistyczna koalicja, coraz bardziej otwarcie wchodząca w konflikt z liberalnym Akincim, wpisała kilka dni temu “Terrorystyczną Organizację Fetullaha (Gulena)" na krajową listę organizacji terrorystycznych.

We wtorek przedstawiciele koalicji udali się do Ankary, aby wspólnie z prezydentem Erdoganem i premierem Binali Yildirimem, zaplanować dalsze kroki zmierzające do wytropienia gulenistów ukrywających się na terenie Tureckiej Republiki Północnego Cypru.

Premier TRPC Huseyin Ozgurgun przyznał wprawdzie, że nie ma żadnych dowodów na to, że na Północnym Cyprze działa siatka terrorystyczna Gulena, ale oświadczył także, że jego rząd potraktuje to niebezpieczeństwo niezwykle poważnie i zrobi wszystko, aby ich złapać.

Ahmet Sozen, wykładowca nauk politycznych na Wschodnio-Śródziemnomorskim Uniwersytecie w Famaguście, przyznaje, że na północy faktycznie mogą znajdować się osoby powiązane z Gulenem, ale jest ich niewiele.

“Fakt, jakiś czas temu, krążyła po Cyprze plotka, że Gulen chce tu otworzyć szkołę, ale nic więcej na ten temat nie słyszałem” – mówi PAP Sozen.

Jednak turecki biznesman mieszkający w północnej Nikozji twierdzi, że przebywa tam wielu gulenistów, głównie wśród napływowej ludności z Turcji.

Jak mówi przedsiębiorca rząd turecki wie dokładnie nie tylko kim oni są, ale także gdzie mieszkają. Mógłby ich z łatwością wszystkich przewieźć do Ankary na proces “w jedną noc, dwoma statkami”, ale ze względu na prowadzone na wyspie pod auspicjami ONZ negocjacje pokojowe, na razie tak się nie stanie.

Sozen ma nadzieję, że to co się dzieje w Turcji, pomoże raczej niż zaszkodzi trwającemu procesowi pokojowemu. “Być może, nasi przywódcy przyspieszą rozmowy i naprawdę dojdzie do pojednania". Levent jest sceptyczny: “Teraz wszystko będzie się opóźniać. Akinci musi przecież konsultować każdy ruch z rządem w Ankarze, a ten ma teraz o wiele ważniejsze problemy, niż nasza mała wyspa” – mówi dziennikarz.

Z Nikozji Agnieszka Rakoczy (PAP)

ara/ fit/ jbp/