* * *
Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz udaje się dziś z trzydniową wizytą do Algierii. Marszałek spotka się m.in. z premierem Ahmedem Ouyahia, ministrem energii i górnictwa Chakibem Khelilm, ministrem przemysłu i promocji inwestycji Hamidem Temmarem, a także z szefem tamtejszej dyplomacji Mouradem Medelcim.
"To jest misja parlamentarna o charakterze także gospodarczym" - podkreśla Borusewicz, zaznaczając, że Algieria jest interesującym krajem dla Polski jako producent przede wszystkim gazu i ropy. Wraz z Borusewiczem do Algierii jadą przedstawiciele takich polskich firm jak Lotos, PKN Orlen oraz PGNiG. Biznesmeni będą uczestniczyć w Polsko-Algierskim Forum Ekonomicznym.
Algieria jest czołowym dostawcą gazu do Unii Europejskiej. Kraj ten jest na liście potencjalnych dostawców gazu skroplonego dla projektowanego w Świnoujściu gazoportu. Wymiana handlowa Algierii z Polską wyniosła w zeszłym roku 204 mln dolarów i w porównaniu z poprzednim rokiem wzrosła niemal dwukrotnie.
stk/
* * *
Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosi dziś wyrok w cywilnym procesie, jaki Waldemar Chrostowski - porwany w 1984 r. z ks. Jerzym Popiełuszką, kierowca i przyjaciel zamordowanego przez SB kapłana - wytoczył dziennikarzowi Wojciechowi Sumlińskiemu, który zarzucił mu współpracę z SB.
"Ta sprawa, te wszystkie bzdury, mnie dobijają" - zeznawał Chrostowski. Domaga się od Sumlińskiego i wydawcy "Wprost" sprostowania i wpłaty 50 tys. zł na muzeum ks. Popiełuszki. "Chrostowski to całkowicie inna postać niż ta, za jaką uchodził" - twierdził Sumliński, wnosząc o oddalenie pozwu.
W 2005 r. Sumliński napisał w tygodniku "Wprost", że Chrostowskiego SB zarejestrowała jako "zabezpieczenie operacyjne". "Wysoce prawdopodobne" jest, że przybrało to potem "pełną rangę operacyjnego źródła SB (informator, agent, rezydent, konsultant, kontakt operacyjny)" - pisał, powołując się na biegłego z IPN Leszka Pietrzaka. Moje ustalenia wskazywały na "bezsporne związki" Chrostowskiego z SB - zeznał w sądzie sam Pietrzak.
Chrostowski zaprzeczył, by był świadomym współpracownikiem jakiejś służby PRL. Jego pełnomocnik uznał, że Sumliński nie dochował staranności i podał nieudokumentowane zarzuty.
Ks. Jerzego porwali i bestialsko zamordowali 19 października 1984 r. trzej oficerowie SB: Grzegorz Piotrowski, Waldemar Chmielewski i Leszek Pękala. Skazani za to w 1985 r., nie odbyli kar w całości. Generałów SB Władysława Ciastonia i Zenona Płatka uniewinniono od zarzutu kierowania zbrodnią. Pion śledczy IPN bada dziś działalność "związku przestępczego" w MSW z lat 70. i 80., w tym niewyjaśnione wątki zabójstwa ks. Jerzego. W 2005 r. Sumliński wydał książkę, w której twierdził m.in. że zwłoki księdza wrzucono do Wisły później niż 19 października. Tych tez nigdy nie potwierdzono; co pewien czas odżywają one w mediach.
sta/
* * *
Sąd Okręgowy w Warszawie zdecyduje dziś czy przyznać 100 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia b. komendantowi głównemu policji Konradowi Kornatowskiemu za głośne zatrzymanie go w sierpniu 2007 r. w sprawie przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa.
Kornatowski żąda pieniędzy od Skarbu Państwa za - jak twierdzi - niesłuszne zatrzymanie przez ABW (wraz z b. szefem MSWiA Januszem Kaczmarkiem i szefem PZU Jaromirem Netzlem). Postawiono im zarzuty utrudniania śledztwa o przeciek z akcji CBA przez składanie fałszywych zeznań. Zwolniono ich, ale prokuratura ujawniła podsłuchy ich rozmów, obciążające całą trójkę. Sąd uznał, że zatrzymanie Kaczmarka było bezzasadne; nie zakwestionował zaś zatrzymania Kornatowskiego i Netzla.
Także Kaczmarek wystąpił o 100 tys. zł za niezasadne zatrzymanie - sąd wcześniej zawiesił ten proces do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia śledztwa w całej sprawie.
Sąd przyznaje odszkodowanie za zatrzymanie, jeśli uzna je za "niewątpliwie niesłuszne". Badając przesłanki decyzji, sąd sprawdza m.in., czy była taka konieczność, podyktowana np. obawą ukrywania się oraz czy nie można było wezwać kogoś na przesłuchanie bez angażowania w to policji lub innych służb.
Kornatowski - który twierdzi, że jest niewinny - przekonywał sąd, że nie było podstaw, by go zatrzymać, bo stawiłby się na każde wezwanie. Dowodził, że zasądzenie mu pieniędzy (które chce przeznaczyć na edukację córki) sprawiłoby, że może by ktoś się zastanowił, "co może spowodować podpis na decyzji o zatrzymaniu". Dodał, że nic nie zrekompensuje mu utraty jego wizerunku, zniszczonego "dla czyjegoś widzimisię".
sta/
* * *
W Sądzie Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim odbędzie się dziś pierwsza rozprawa w procesie, w którym na ławie oskarżonych zasiądzie m.in. urzędujący prezydent tego miasta Tadeusz J. Akt oskarżenia obejmuje 19 osób, w tym byłego wojewodę lubuskiego, a wcześniej wiceprezydenta Gorzowa - Andrzeja K. Oskarżeni są także urzędnicy, inwestorzy oraz inspektorzy nadzoru budowlanego.
Prezydent Gorzowa Wielkopolskiego ma cztery zarzuty dotyczące działania na szkodę firm budowlanych z Gorzowa oraz na szkodę samego miasta. W treści zarzutów znajduje się zapis mówiący o działaniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Były wiceprezydent Gorzowa Andrzej K. oskarżony jest o działanie na szkodę miasta i urzędu miasta, również w celu uzyskania korzyści majątkowej; przedstawiono mu trzy zarzuty. Obu grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Tadeusz J. (niezależny, wcześniej SLD) jest prezydentem Gorzowa trzecią kadencję. Ostatnie wybory samorządowe wygrał w pierwszej turze. W 2004 r., w związku z prowadzonym śledztwem trafił do aresztu, w którym spędził trzy miesiące. W Gorzowie odbyło się bezskuteczne referendum w sprawie jego odwołania. Prezydent Gorzowa twierdzi, że jest niewinny.