"To, co nam się zarzuca jest oparte na wyrwanych z kontekstu słowach. Twierdzenie, że chcemy pomniejszyć polskie cierpienia podczas II wojny światowej i wtopić je w cierpienia całej Europy, jest nieprawdziwe i absurdalne. Zamierzamy pokazać los Polski na szerszym, europejskim tle, uwypuklić podobieństwa i różnice w przebiegu wojny w różnych częściach kontynentu. Opinia publiczna za Zachodzie nie przyswoiła sobie jeszcze faktu, że wojna w Polsce i w Rosji prowadzona była w niezwykle brutalny sposób, o wiele bardziej okrutny, niż działania na przykład we Francji" - powiedział PAP we wtorek Paweł Machcewicz, który od 1 września pełni funkcję pełnomocnika premiera ds. Muzeum II Wojny Światowej.
We wtorkowej "Rzeczpospolitej" Piotr Semka napisał o projekcie programowym muzeum m.in.: "Trudno przemilczeć fakt, że przedstawienie II wojny światowej jako anonimowego cierpienia wszystkich Europejczyków jest korzystne dla Niemców i narodów, które kolaborowały z III Rzeszą. Podkreślając wagę jednostkowego cierpienia traci na znaczeniu fakt, że były narody, które podjęły z Niemcami walkę, ale były i takie, które poddały się woli Hitlera. Taki pomysł w kraju, gdzie żyją jeszcze weterani września 1939 roku, bitwy o Anglię czy walk o Berlin, jawi się jako dziwaczna arogancja".
Machcewicz zaprzecza, jakoby w programie muzeum cierpienia wszystkich mieszkańców Europy były zrównane. "Ale, żeby nasz przekaz był zrozumiały nie tylko dla ludzi z Polski, ale i dla ludzi z Zachodu, którzy prawie nic nie wiedzą o wydarzeniach II wojny światowej w Polsce, chcemy pokazać to wszystko jako część procesów, które miały miejsce i gdzie indziej. Na przykład przy okazji bombardowania polskich miast przez Niemców pokazać też późniejsze bombardowania Rotterdamu przez Luftwaffe. Dopiero potem będzie miejsce na pokazanie bombardowań niemieckich miast przez aliantów, żeby było zupełnie jasne, że taki niezwykle brutalny sposób prowadzenia wojny, rozpoczęli Niemcy, a to co nastąpiło później, było tego konsekwencją" - powiedział.
Muzeum II Wojny Światowej ma powstać w ciągu pięciu-sześciu lat
Zdaniem Machcewicza w programie muzeum ważną rolę będą spełniały informacje, które na Zachodzie nie są powszechnie znane, na przykład o tym, że w 1939 roku Polska została zaatakowana przez dwóch agresorów, o pakcie Ribbentrop-Mołotow, o Katyniu.
"Chcemy też pokazać, że pod sam koniec stycznia 1945 roku w okolicach Pilawy, w tych okolicach, którędy odbywała się ucieczka ludności niemieckiej z Prus Wschodnich przed Armią Czerwoną, co jest pokazywanie przez Niemców jako ich wielka tragedia, że w tym samym czasie, na tym samym obszarze zamordowano tysiące więźniów obozu Stutthof. Zarzut, że chcemy pomniejszać polskie cierpienia i niemieckie zbrodnie, jest absurdalny. Chcemy pokazać los Polski na szerszym tle, w taki sposób, żeby było to zrozumiałe także dla cudzoziemców" - powiedział Machcewicz.
Przypomniał, że projekt programowy muzeum zyskał przychylne opinie historyków uczestniczących w zebraniu, które odbyło się 6 października w Kancelarii Premiera. "Prof. Bartoszewski podszedł do tego projektu wręcz entuzjastycznie, także prof. Szarota wypowiadał się o projekcie bardzo pozytywnie. Całość dyskusji zostanie opublikowana w grudniowym numerze +Przeglądu Politycznego+" - dodał Machcewicz.
"Moja opinia o koncepcji programowej muzeum II wojny światowej, które ma powstać w Gdańsku jest dobra" - powiedział PAP historyk Andrzej Krzysztof Kunert, który 6 października uczestniczył w dyskusji na temat muzeum. W opinii historyka, zdecydowanej większości zaproszonych na to spotkanie, koncepcja muzeum się podobała. "Wygląda na to, że będzie to pierwsze w Europie muzeum, które będzie próbowało pokazać II wojnę światową w perspektywie europejskiej, a nie wyłącznie jednonarodowej" - ocenia Kunert.
Muzeum II Wojny Światowej ma powstać w ciągu pięciu-sześciu lat, a w przyszłym roku 1 września, w 70. rocznicę wybuchu wojny, zostanie wmurowany kamień węgielny pod budowę placówki. Obiekt powstanie na końcu ul. Wałowej w Gdańsku, niedaleko historycznej Poczty Polskiej.