"Prezydent na pewno będzie tam się dobrze czuł" - powiedział premier dziś na konferencji prasowej. Jednocześnie ocenił, że byłoby lepiej, gdyby to on osobiście uczestniczył w spotkaniu w Brukseli. Jak dodał, w rozmowach na szczycie UE powinna uczestniczyć jedna osoba z naszego kraju.
O składzie polskiej delegacji na szczyt UE, Tusk będzie rozmawiał z prezydentem dziś na Radzie Gabinetowej.
"Materia (spotkania w Brukseli) dotyczy zdecydowanie tego, czym zajmuje się w Polsce rząd, a nie prezydent. Ale w związku z tym, że prezydent konsekwentnie zapowiada, że bardzo mu zależy na tym, żeby być w Brukseli, to nie widzę powodów, żeby w tej konkretnej sytuacji toczyć spór" - powiedział premier.
Jak ocenił, zdecydowanie lepsze dla wizerunku Polski jest, aby traktowano ją poważnie i żeby polska delegacja nie zwracała na siebie uwagi z innych powodów niż merytoryczne.
"Spotkanie w Brukseli będzie roboczym spotkaniem szefów rządów i państw"
Tusk powiedział, że spotkanie w Brukseli będzie roboczym spotkaniem szefów rządów i państw. Jak dodał, podczas rozmów ma być wypracowane "możliwie jednolite" stanowisko Europy, przed spotkaniem 20 największych państw świata w Waszyngtonie.
"Tego typu robocze spotkania, to nie jest miejsce, gdzie się głosuje i podejmuje decyzje w UE. Charakter tego spotkania i wydarzenia na ostatnim spotkaniu w Brukseli każą mi z dużą ostrożnością podchodzić do takich propozycji, że będziemy delegacją, która zwraca na siebie uwagę niestandardowym składem" - dodał premier.
Prezydent USA George W. Bush będzie 15 listopada w Waszyngtonie gospodarzem szczytu poświęconego globalnemu kryzysowi finansowemu; zaproszeni zostali członkowi Grupy Dwudziestu (G20), obejmującej główne gospodarki rozwinięte i wschodzące.
Tusk: nie chcę gorszących zdarzeń
Nawiązując do sporu o delegację Polski podczas październikowego szczytu UE, Tusk powiedział, że nie chce "gorszących zdarzeń". "Do dziś mam poczucie niesmaku po niektórych aspektach ostatniego szczytu w Brukseli" - podkreślił.
Przed październikowym spotkaniem unijnych przywódców doszło do ostrego sporu między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem o skład polskiej delegacji. Po kilkudniowym konflikcie na posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli byli zarówno prezydent, jak i premier, ale Lech Kaczyński poleciał do Brukseli wyczarterowanym samolotem, bo kancelaria premiera nie zgodziła się, by skorzystał z samolotu rządowego.
Prezydent uczestniczył w części obrad szczytu, mimo że nie znalazł się w składzie delegacji, który rząd oficjalnie zgłosił do Brukseli.