W debacie publicznej coraz częściej padają postulaty, aby napisać nową konstytucję. W przypadku zwolenników tzw. ugrupowań antysystemowych specjalnie to nie dziwi. Jednakże takie głosy pojawiają się również w tzw. obozie III RP.
Najwyraźniej przedstawił to Bartłomiej Sienkiewicz („Kiedy przegra PiS”, Tygodnik Powszechny nr 1-2, 2016 r.), formułując tezę, że po ewentualnych przegranych przez PiS wyborach parlamentarnych konieczne będzie ustanowienie nowej konstytucji. Podyktowane ma to być zarówno skalą zmian ustrojowych, do jakich doprowadzić mają rządy tego ugrupowania, jak i zabezpieczeniem państwa przed „urojeniami kolejnych wodzów, nadmierną swobodą rządowych drukarek oraz prezydentami, którzy zwracają się przeciwko konstytucji, na którą przysięgają”. Partie opozycyjne już przed wyborami miałyby zaproponować obywatelom projekt nowej ustawy zasadniczej.
Reklama
Abstrakcyjnie rzecz ujmując, trudno się z tym nie zgodzić, bo kto nie chciałby mieć idealnej konstytucji, która zapewni jednostkom podstawowe prawa, społeczeństwu dobre rządy, a politykom uczciwe i poważane reguły gry. Problem tkwi w tym, czy taka konstytucja jest w ogóle możliwa. Widzę tu kilka kwestii, które sprawiają, że pomysł Bartłomieja Sienkiewicza może być nie tyle trudny do zrealizowania, ile groźniejszy niż sama choroba, którą pragnie on uleczyć.

Reklama
Po pierwsze, pisanie konstytucji przeciwko określonej partii politycznej, a pośrednio przeciwko jej wyborcom, już w punkcie wyjścia stanowić będzie element różnicujący określone grupy społeczne, polityczne i ideologiczne. Fakt, że projekty konstytucji są kontrowersyjne i różnie oceniane, nie jest niczym niezwykłym, albowiem chodzi w nich o sprawy dla państwa najważniejsze, a przez to kontrowersyjne. Jednakże proces pracy nad ustawą zasadniczą prowadzić powinien do możliwie szerokiego konsensusu i akceptacji społecznej. Tylko taka konstytucja może wprowadzać w miarę stabilne reguły gry politycznej. Skuteczność konstytucji nie polega bowiem wyłącznie na precyzyjnych procedurach, moralnej doniosłości idei w niej wyrażonych, lecz przede wszystkim – co podkreśla amerykański konstytucjonalista Richard H. Fallon Jr. – na społecznej akceptacji jej zasad i reguł. Obawa polityków przed spadkiem poparcia społecznego, gdy narusza się postanowienia konstytucji, jest jednym z ważniejszych czynników sprzyjających przestrzeganiu jej norm. Jeżeliby faktycznie pisać konstytucję przeciwko PiS-owi i jego wyborcom, to już niejako w punkcie wyjścia tworzy się antysystemową mniejszość, która przy pierwszej lepszej okazji (np. przesileniu politycznym lub ekonomicznym) dążyć będzie do jej obalenia (chyba że założy się fundamentalną niedemokratyczność PiS-u i jego wyborców, co wydaje się dosyć kontrowersyjne).
Po drugie, związek między tekstem konstytucji i zawartymi w nim normami a rzeczywistością społeczno-polityczną nigdy nie polega na zupełnej zgodności. Konstytucja w wielu swoich normach stawia przed rzeczywistością wymagania, których spełnienie jest bardzo trudne, jeżeli nawet nie zawsze w pełni możliwe. Przypominają zatem zasady moralne, które – jak twierdził Immanuel Kant – mają kształtować rzeczywistość, a nie się do niej dostosować. Sprostanie takim zasadom jak zasada sprawiedliwości społecznej czy zasada państwa prawa wymaga wielu decyzji politycznych, które często są i będą kontrowersyjne. Zakładając dobrą wolę rządu i ustawodawcy, można powiedzieć, że w różnych momentach historycznych zasady konstytucyjne są w różny sposób realizowane. Jednakże nie dotyczy to tylko aksjologicznej strony konstytucji, lecz także jej postanowień o mniejszym „ładunku filozoficznym”, jak np. procedury stanowienia prawa. Żadna dotychczasowa większość parlamentarna nie była idealna w tym względzie (i pewnie taka nie będzie). Napisanie nowej, w zamyśle „lepszej”, konstytucji też od razu nie wpłynie na to, że rzeczywistość polityczna państwa będzie automatycznie lepsza. Kluczowym czynnikiem jest tu wola polityczna, która wiąże się z oczekiwaniami społecznymi co do sposobu sprawowania władzy politycznej. Postanowienia obecnie obowiązującej konstytucji i tak są dla polityków trudne do spełnienia, a co dopiero, gdy podwyższymy im wymagania. Chyba że obwarujemy je specjalnymi wymogami i instytucjami gwarancyjnymi. Jednakże i one będą musiały przejść test praktyki.
Po trzecie, demokratyczna konstytucja spełnia swoje funkcje stabilizacji systemu politycznego i cywilizowania walki politycznej przez to, że staje się wspólnym punktem odniesienia dla różnorodnych opcji politycznych, ideologicznych i filozoficznych. Oczywiście opiera się ona na pewnych ideach filozoficzno-politycznych, takich jak ludzka godność, wolność, zasada większości, prawa mniejszości, rządy prawa itp. Jednakże idee te są na tyle ogólne i uniwersalne, że można je aprobować, wychodząc z odmiennych pozycji politycznych i filozoficznych. Konstytucja oparta na takich zasadach, jak wskazywał filozof John Rawls, może być uznana za sprawiedliwą i uzyskać szerokie poparcie społeczne, stanowiąc wspólny punkt odniesienia dla rywalizujących stronnictw politycznych, a przez to stabilizować ustrój państwowy. Pisanie konstytucji w czasie kampanii wyborczej temu nie sprzyja, a szczególnie gdy rodzi się podejrzenie, że jest projektowana przeciwko określonemu ugrupowaniu. Demokratyczna konstytucja nie powinna służyć temu, by zapewnić dominację określonym opcjom politycznym. Oczywiście nie jest tak, że wszystko jest dozwolone i dopuszczamy do rywalizacji wyborczej wszystkie dyskursy polityczne (np. jawnie i bezsprzecznie totalitarne), jednakże demokratyczna konstytucja powinna włączać do gry politycznej jak najszersze spektrum opcji politycznych przestrzegających demokratycznych zasad (co nie oznacza, że muszą je szczerze aprobować).
Po czwarte, konstytucja, jak wskazuje m.in. niemiecki konstytucjonalista i teoretyk prawa Horst Dreier, nie stanowi odpowiedzi na fundamentalne pytania filozoficzne, a także nie powinna tego robić, formułując jedynie słuszny pogląd na dobre społeczeństwo i życiowe cele obywateli. Ogólność zasad konstytucyjnych pozwala na to, że możemy spierać się o ich treść, a także na to, że w różnych momentach historycznych różnie będą rozumiane i realizowane. W ten sposób konstytucja jest aktem żywym. A najlepszą bronią wobec działań uważanych przez nas za niezgodne z jej zasadami jest debata publiczna i obywatelskie zaangażowanie (np. protesty). Przynajmniej dopóki władza polityczna nie stosuje przemocy. Gdy zatem konstelacja polityczna ulega po wyborach zmianie, nie należy koniecznie zmieniać konstytucji, lecz raczej przywracać ich odpowiednie – zdaniem wygranych – znaczenie i wagę.
Wszystkie powyższe zastrzeżenia nie oznaczają, że nigdy nie należy zmieniać konstytucji ani że nie wprowadzać poprawek. Jednakże należałoby wystrzegać się specyficznej tendencji, którą można określić jako ustawomanię, czyli „jest problem – zmieniamy prawo”. Z samej zmiany przepisów automatycznie nie wynika zmiana rzeczywistości. Postulat Bartłomieja Sienkiewicza byłby słuszny, gdyby udało się wykazać, że dysponujemy ewidentnie lepszym projektem konstytucji, a także, że rządy PiS doprowadzą z pewnością do stanu, w którym nie będą możliwe do zastosowania przepisy konstytucji obecnie obowiązującej. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z kryzysem konstytucyjnym, ale czy w takich warunkach praca nad nową konstytucją rozwiąże problem czy go pogłębi? Czy praca nad nową konstytucją doprowadzi do szerokiej akceptacji społecznej jej podstawowych zasad, czy wręcz przeciwnie? Czy rzeczywiście dopiero nowa ustawa zasadnicza sprawi, że obywatele poczują się podmiotem władzy, a nie przedmiotem? Czy ustanowienie jej doprowadzi do tego, że będziemy wybierać wyłącznie polityków odpowiedzialnych, merytorycznie przygotowanych i otwartych na dialog? Boję się, że obecnie praca nad nową konstytucją może spowodować jeszcze większe podziały polityczne i niestabilność ustroju. Mam też przeczucie, że korzenie obecnych problemów tkwią znacznie głębiej niż w ustawie zasadniczej. Im mocniej oddalać się będziemy od kultury dialogu i kompromisu, a więc otwartości na innych i samoograniczenia własnych roszczeń, tym trudniej będzie nam budować demokratyczny ustrój.