Dziennik Gazeta Prawna
Kilka tygodni temu „Gazeta Wyborcza” zamieściła wywiad z Berndem Fabritiusem – następcą Eriki Steinbach na stanowisku przewodniczącego organizacji przesiedleńców, która używa kłamliwej – moim zdaniem – nazwy „Związek Wypędzonych”. Fabritius mówi m.in.: „Rumunia uznała wywózki Niemców do ZSRR za swoje zbrodnie... dobrze by było, gdyby Polska pod adresem wypędzonych wysłała podobny sygnał”. Autor wywiadu z kolei stwierdza, że w 1945 r. „z utraconych Kresów przyjeżdżały miliony ludzi, a z Niemcami, po popełnionych przez nich zbrodniach, nie dało się żyć pod jednym dachem”. Na to następca Eriki Steinbach: „Wątpię w to. Są przecież inne kraje, z których Niemców nie wysiedlano. Czystek etnicznych nie można usprawiedliwiać”.
A więc wysiedlenie Niemców w 1945 r. to „czystka etniczna”, za którą odpowiadają Polacy. Obydwaj rozmówcy zupełnie zapomnieli o fakcie, że decyzję o przesiedleniu podjęli przywódcy trzech wielkich mocarstw – USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR w Poczdamie, a ówczesne władze polskie ją wykonały. W uchwałach poczdamskich (rozdz. XIII „Zorganizowane przesiedlenie ludności niemieckiej”) czytamy: „Trzy rządy, rozważywszy sprawę pod każdym względem, uznają, że należy przeprowadzić przesiedlenie do Niemiec ludności niemieckiej lub jej części pozostałej w Polsce, Czechosłowacji i na Węgrzech. Zgodne są one co do tego, że wszelkie przesiedlenia powinny odbywać się w sposób zorganizowany i ludzki”.
Bernd Fabritius mówi o bezprawiu popełnionym na Niemcach. Tymczasem bezprawia nie było. Hitlerowscy przywódcy III Rzeszy, podpisując akt bezwarunkowej kapitulacji, przekazali władzę nad Niemcami zwycięskim mocarstwom. Mocarstwa sprawując tę władzę, podjęły decyzje o zmianie granic Niemiec i o przesiedleniach. Polski dziennikarz stwierdza, że Erika Steinbach „ze względu na działalność w Związku Wypędzonych i ostre wypowiedzi pod adresem Polski jest u nas znana prawie jak Angela Merkel”.
Warto wyjść poza eufemizmy o „działalności” i „ostrych wypowiedziach”. Rumia, z której Erika Steinbach została „wypędzona”, przed rokiem 1939 nie należała do Niemiec. Tak mówił na ten temat prof. Władysław Bartoszewski: „gdyby Erika Steinbach – córka podoficera hitlerowskich wojsk okupacyjnych, urodziła się w okupowanym Paryżu, nie twierdziłaby, że została wypędzona”. W tym przypadku uważa się za pokrzywdzoną, a jej pretensje traktowane były zupełnie serio przez przesiedleńców, którzy wybrali ją na przewodniczącą swego związku. Niemiecki skrupulatny legalizm gdzieś zniknął.
Niewielu polskim czytelnikom znany jest fakt, że status wypędzonych przysługuje dzieciom urodzonym na terenie RFN, jeśli jedno z rodziców miało tzw. dowód wypędzenia. W ten sposób wypędzonymi zostały osoby, które w rzeczywistości nigdy nie były w miejscowościach, z których je wypędzono. Z biegiem czasu liczba wypędzonych rośnie, co stanowi sytuację zaprzeczającą zdrowemu rozsądkowi. Przy czym wśród rzekomych przesiedleńców są ludzie urodzeni na terenach, które nigdy nie należały do Niemiec. Niektórzy z nich byli osadnikami (lub dziećmi osadników) zajmującymi gospodarstwa przydzielane ich rodzicom czy dziadkom na terenach okupowanych przez III Rzeszę po wygnaniu z nich polskich właścicieli. Po roku 1945 rodzice czy dziadkowie musieli opuścić zagrabione domy, mieszkania i gospodarstwa, co obecnie nazywane jest niekiedy przez środowiska związane z ziomkowstwami „bezprawiem”. Oprócz absurdu mamy tu do czynienia także po prostu z cynizmem i bezczelnością. ©?