Wydaje mi się, że rozumiem emocje i przesłanki, którymi kierują się tzw. antysystemowcy. Słyszę przecież codziennie głosy osób narzekających na stan polskiego, cokolwiek by to znaczyło, systemu – w pierwszym rzędzie politycznego, ale także podatkowego, egzekucji prawa, ochrony zdrowia, obrony czy edukacji.
Deklarowana silna niechęć do władzy nie pojawiła się dopiero ostatnio – marny koniec rządów AWS czy SLD miał przecież podobne korzenie. Prawdą jest jednak, że nigdy krytyczne nastroje nie osiągnęły poziomu porównywalnego z obecnym i nigdy w takim stopniu nie były skierowane przeciwko wszystkiemu dookoła. Cóż więc takiego szczególnego się stało, że tyle osób jest dzisiaj zdezorientowanych sytuacją i na gwałt szuka remedium mającego zapobiec jakiejś zbliżającej się, podobno totalnej katastrofie państwa? Dlaczego niechęć do władz wszelkiego rodzaju, obecna zawsze tylko u znikomego odsetka osób, stała się raptem dominującym uczuciem w głowach statystycznie istotnej części społeczeństwa? Dlaczego tyle osób mówi: mamy tego dość, miarka się przebrała?
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
