- To nie jest złudzenie optyczne. Polityk od zawsze lewicy z politykiem od zawsze prawicy stoją tutaj razem, występują w sprawie, która ma charakter ponadpartyjny i - nie zawaham się powiedzieć - związaną ściśle z polską racją stanu - mówił na wspólnej z Ludwikiem Dornem (obecnie poseł niezależny) konferencji prasowej senator niezależny Marek Borowski.

Marszałkowie nawiązali do propozycji ubiegającego się o reelekcję prezydenta Bronisława Komorowskiego, który skierował do Sejmu projekt nowelizacji konstytucji umożliwiający wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu. Komorowski proponuje też zorganizowanie 6 września referendum m.in. w sprawie JOW-ów, finansowania partii i systemu podatkowego. Komorowski argumentuje swoją inicjatywę wysokim poparciem w wyborach prezydenckich dla zwolennika JOW-ów Pawła Kukiza, które w ocenie prezydenta jest "sygnałem o oczekiwaniu liczącej się części opinii społecznej na zmiany". Prezydent mówił, że "są różne rozwiązania w obszarze ordynacji". "Można szukać modelu brytyjskiego lub niemieckiego. Ja jestem głęboko przekonany do walorów rozwiązania niemieckiego" - mówił Komorowski.

Byli marszałkowie Sejmu zwrócili się do prezydenta o takie skonstruowanie pytania referendalnego, by nie wykluczało ono możliwości uchwalenia ordynacji mieszanej.

Reklama

Marszałkowie proponują rozważenie wprowadzenia tzw. ordynacji mieszanej, która obowiązuje w Niemczech. Polega ona na wybieraniu połowy parlamentarzystów w okręgach jednomandatowych, połowy - w wielomandatowych, z list partyjnych. Zdaniem marszałków wprowadzenie takiego rozwiązania w Polsce pozwoli zminimalizować wady systemów proporcjonalnego i większościowego.

Każdy wyborca ma dwa głosy, jeden oddaje na kandydata w jednomandatowym okręgu wyborczym wedle zasady zwycięzca bierze wszystko (...), a drugi oddaje na listę partyjną" - tłumaczył ideę tzw. systemu mieszanego Dorn. Dodał, że mandaty byłyby dzielone wedle zasady proporcjonalności, przy czym połowa ustawowej liczby posłów otrzymywałaby mandat zgodnie z zasadą większościową.

Reklama

W ocenie Dorna dobrze się stało, że w wyniku dobrego rezultatu Kukiza w niedzielnych wyborach w Polsce rozpoczęła się dyskusja na temat systemu wyborczego. Podkreślił jednak, że jeżeli nie dojdzie do porozumienia ponadpartyjnego w tej sprawie, wszystkie wysiłki "spełzną na niczym".

Marszałkowie przestrzegali przed wprowadzeniem systemu czysto większościowego, ponieważ w ich ocenie faworyzująca jedynie dwie partie ordynacja "zabetonuje" scenę polityczną i doprowadzi do podziału Polski na dwie strefy wpływów: na wschodzie wybierani będą posłowie PiS, na zachodzie - PO. Oznaczałoby to, że wielu wyborców nie będzie miało swojej reprezentacji w Sejmie, a o tym, która z dwóch partii wygrywa, rozsądzać będzie wynik w zaledwie kilku okręgach w centrum kraju.

W ich ocenie obowiązująca obecnie ordynacja proporcjonalna też ma liczne wady, przede wszystkim ogranicza możliwości kandydowania wyłącznie do partyjnej listy, co zamyka drogę do Sejmu ambitnym działaczom niezwiązanym z partiom; oznacza też, że do Sejmu dostają się kandydaci z najwyższą pozycją na liście, a nie ci, na których zagłosowało najwięcej wyborców. Ponadto powoduje, że politycy z tych samych partii konkurują między sobą o miejsca na listach zamiast prowadzić dyskusję wewnątrz partii nad programem.