Koniki morskie, inaczej zwane pławikonikami, były przewożone z Madagaskaru tranzytem przez Paryż do Hongkongu. Już w styczniu celnicy w bagażu pewnego tajwańskiego małżeństwa znaleźli sto dwanaście tych suszonych zwierząt morskich. Para tłumaczyła się, że chciała na nich ugotować zupkę dla dziecka. Tym razem łup celników przeszedł wszelkie oczekiwania. W walizach znaleziono 19 tysięcy suszonych koników morskich. Według ocen ekspertów, są one warte około 200 tysięcy euro.
Przemycano je na rynek chiński, gdzie są bardzo cenione przez producentów leków. W Chinach powszechnie się uważa, że mają one zalety terapeutyczne w niektórych chorobach, przede wszystkich układu oddechowego, a także, iż są afrodyzjakiem. Z tego powodu również cenione są w Japonii i w Korei. Napar z konika morskiego wywołuje halucynacje. Są zagrożone jako gatunek i dlatego objęto je ścisłą ochroną na mocy Konwencji z Waszyngtonu, dotyczącej zakazu handlu zwierzętami, którym grozi wyginięcie. Swoją nazwę zawdzięczają charakterystycznej sylwetce przypominającej konia szachowego.