Poseł PSL Stanisław Żelichowski uważa, że PiS wykorzystuje temat lasów i polskiej ziemi do kampanii wyborczej.

Prawo i Sprawiedliwość domaga się debaty nad wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie przyszłości tego przedsiębiorstwa i polskiej ziemi. Pod inicjatywą obywatelską zebrano dwa i pół miliona podpisów.

Stanisław Żelichowski podkreśla, że Lasy Państwowe są dobrze zarządzane i znajdują się w bardzo dobrej sytuacji finansowej. Według posła, referendum nie ma sensu, bo pytania zostały tak sformułowane, by mydlić ludziom oczy.

Reklama

Stanisław Żelichowski przypomniał też, że w czasie rządów PiS Lasy Państwowe miały ponad dziewięćdziesiąt miliardów strat, a Jan Szyszko, który był wówczas ministrem ochrony środowiska proponował by wypłaciły ponad 40 miliardów złotych renty na rzecz byłych właścicieli ziemskich, którzy utracili lasy po wojnie. Zdaniem posła, taka kontrybucja mogła doprowadzić do zapaści przedsiębiorstwa. Obecnie, jego zdaniem, na koniec ubiegłego roku, Lasy mają około 3 miliardów zysków i są w bardzo dobrej, "za dobrej" sytuacji.

Pod koniec ubiegłego roku Sejm odrzucił projekt nowelizacji Konstytucji autorstwa PSL, który miał zagwarantować, że Lasy Państwowe poza wyjątkami nie podlegają przekształceniom własnościowym. Poseł Żelichowski wyjaśnił, że była to reakcja na głoszone z ambon apele o podpisywanie się pod referendum w sprawie prywatyzacji lasów.

Działanie PiS w sprawie lasów i referendum przypomina, zdaniem Stanisława Żelichowskiego, "czerwonogwardzistę, który najpierw ukradł chłopu koguta, a potem pomagał mu go szukać". Poseł PSL zapewnił, że nie ma żadnego zamysłu prywatyzacji lasów.

Przypomniał też, że zgodnie z ustawą Sejm ma obowiązek co roku przyjąć raport o stanie lasów więc debata na ten temat się odbędzie.