Andrzej Przyłębski jest ambasadorem w Berlinie od pięciu lat. W tym roku kończył mu się kontrakt. Podjęto próbę znalezienia nowej osoby w jego miejsce, ale w końcu do roszady nie doszło. Zmiana ambasadora zbiegłaby się ze zmianą władzy w Berlinie, bo zapewne do końca roku rządy za Odrą przejmie lewicowo-liberalna koalicja z szefem SPD Olafem Scholzem jako kanclerzem. Wymiana Przyłębskiego stanowiłaby gest ze strony Polski wskazujący na wolę lepszego porozumienia, tak jak choćby niedawne szybkie złożenie gratulacji socjaldemokratom przez polskiego ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua. Co więcej, w ostatnich miesiącach osoby z obozu rządzącego w Polsce sygnalizowały, że Warszawa czeka na zmianę za Odrą i liczy na nowe otwarcie w relacjach polsko-niemieckich nadwątlonych w ostatnich latach rządów Angeli Merkel głównie z powodu budowy gazociągu Nord Stream 2.
Ostatecznie zdecydowano jednak o przedłużeniu misji Przyłębskiego - o kolejny rok. Było to już drugie przedłużenie kontraktu, bo ten czteroletni wygasł przed rokiem. Wygrało więc podejście, by decyzję odłożyć, przynajmniej do ukonstytuowania się nowego rządu w Berlinie. Obecny ambasador w Niemczech to postać budząca kontrowersje. W 30. rocznicę traktatu o dobrym sąsiedztwie w przemówieniu w parlamencie Brandenburgii, kraju związkowego graniczącego z Polską, Przyłębski wytoczył ciężkie działa, mówiąc, że „niemiecka telewizja publiczna, finansowane ze środków publicznych radiostacje oraz czołowe gazety piszą o Polsce jako kraju niemal totalitarnym, kraju bezprawia i upadku demokracji”. Jego zdaniem to, z czym naprawdę mamy w Polsce do czynienia, to swego rodzaju „zdrada elit”, w tym „rokosz” sędziów, którzy porzucili ideały swego zawodu.
Nie bez znaczenia jest fakt, że małżonka ambasadora Julia Przyłębska jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego, głównego aktora sporu o praworządność z UE. Przed berlińską willą, gdzie mieszkają, dochodziło m.in. do protestów po wyroku TK, który zaostrzał prawo aborcyjne. Za to trudno się doszukać konkretnych sukcesów: berlińskie Miejsce Pamięci i Spotkań z Polską wciąż jest jedynie koncepcją, a temat reparacji pozostaje w sferze mrzonek i braku konkretów. Prawdą jest, że wciąż rośnie wymiana gospodarcza między Berlinem a Warszawą, ale tutaj trudno dopatrywać się wpływów ambasadora.
Tymczasem po objęciu władzy przez nową koalicję w Niemczech klimat pomiędzy Warszawą a Berlinem może się zmienić, i to prawdopodobnie na gorsze. Socjaldemokratyczna SPD, która wygrała, walczy w Parlamencie Europejskim o ostrzejsze traktowanie polskiego rządu i wzywa do użycia wobec niego mechanizmu „pieniądze za praworządność”, który umożliwi blokowanie wypłat z budżetu UE dla Polski. Jeszcze bardziej pryncypialne podejście do praworządności mają Zieloni, którzy nazywają rządy Angeli Merkel okresem „appeasementu” (czyli polityki ustępstw) i krytykują ją za przymykanie oczu na zmiany postępujące w krajach środkowoeuropejskich. Marek Prawda, były ambasador w Niemczech i dyrektor przedstawicielstwa KE w Warszawie, mówi, że Merkel nie chciała, by Polska oddalała się od UE, bo miała „wielką misję utrzymywania jedności” Wspólnoty. - To nakładało pewien dodatkowy gorset stronie niemieckiej. Ten gorset teraz będzie rozluźniony i tej taryfy ulgowej będzie mniej. Chociaż Niemcy - co oczywiście bardzo cenne - pozostaną wśród tych, którzy będą otwarci na kompromisy, ratowanie tych relacji - uważa urzędnik. - Przy całej niemieckiej powściągliwości, unikaniu wchodzenia w spory zarówno Zieloni, jak i do pewnego stopnia liberałowie i socjaldemokraci zaczną poważniej traktować kwestie wartości - dodaje dyplomata.
Szanse na to, że ambasador Przyłębski będzie w stanie to stanowisko łagodzić, wydają się iluzoryczne. Z drugiej strony, niemieckim ambasadorem w Polsce jest obecnie Arndt Freytag von Loringhoven, którego ojciec służył jako żołnierz Wehrmachtu i był adiutantem szefa sztabu Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych, a strona polska długo zwlekała z przyjęciem jego listów uwierzytelniających. I choć jest to doświadczony dyplomata, to ta nominacja wzbudziła dużo kontrowersji. Jak więc mogą wyglądać relacje polsko-niemieckie w najbliższym czasie? - Będzie kontynuacja, sprawy trudne pozostaną nierozwiązane, a tam, gdzie kooperacja się układa, też tak będzie - mówi DGP niemiecki polityk, który zaangażowany jest w sprawy polsko-niemieckie. - Na szczegóły i ewentualne zmiany trzeba poczekać do podpisania umowy koalicyjnej [o czym piszemy poniżej - red.] - dodaje.
Z pilnych tematów do rozmów międzyrządowych wkrótce może pojawić się przywrócenie kontroli na granicy polsko-niemieckiej z powodu migrantów z Białorusi. Sprawa ma pojawić się na jutrzejszym posiedzeniu niemieckiego rządu. ©℗
Relacje z sąsiadem są nadwyrężone m.in. z powodu Nord Stream 2