"Ta misja jest realizowana w bardzo trudnych warunkach, w dużym napięciu, przy dużym takim poziomie niebezpieczeństwa, ale jednocześnie uważaliśmy - tak, jak też pan premier wielokrotnie mówił - że obowiązkiem Polski jest pomóc tym, którzy nam pomagali wtedy, kiedy tam funkcjonował polski kontyngent wojskowy, kiedy tam funkcjonowała polska placówka dyplomatyczna" - mówił w TVP Info Marcin Przydacz.

"Polska swoich sojuszników, swoich przyjaciół nie zostawia w potrzebie. Stąd też decyzja o realizacji tej misji" - wyjaśnił wiceszef MSZ.

Podkreślił, że "priorytetem była ewakuacja obywateli polskich". "To się w pełni udało. Wszyscy obywatele, którzy chcieli wyjechać z Afganistanu, są już bezpieczni w Polsce. Mimo że, pamiętajmy, to było naprawdę trudne. Część z nich przedzierała się przez cały Afganistan" - mówił.

Reklama

Wiceszef polskiego MSZ wyjaśnił, że "drugim priorytetem byli pracownicy polskiej ambasady i ich rodziny". "Te osoby, które w sposób bezpośredni pracowały dla państwa polskiego, będąc czy to kierowcami czy tłumaczami, czy pracownikami administracyjnymi" - powiedział. "Te osoby, które zgłosiły chęć wyjazdu, są już w tym momencie w Polsce" - zapewnił.

"No i trzecim priorytetem to były te grupy osób, które w różnej formule, bardziej aktywnie lub mniej, ale pomagały polskiemu kontygentowi wojskowemu. Na przykład będąc tłumaczami. Te osoby też w zdecydowanej większości są już w Polsce" - powiedział wiceszef MSZ.

Reklama

"Dziś ta misja wypełnia już swój zasadniczy cel" - ocenił. "Ale inne państwa, państwa sojusznicze, ważne organizacje międzynarodowe, widząc jak skuteczna jest ta nasza ewakuacja, proszą nas o wsparcie" - wyjaśnił Przydacz.

Poinformował, że we wtorek "w samolocie lecącym do Warszawy, leci 50 Afgańczyków, o których ewakuację poprosiła Litwa". "Na rzecz Litwy realizujemy to zadanie. Oni w sposób bezpośredni z lotniska w Warszawie będą wyekspediowani samolotem na Litwę" - wyjaśnił.

Wiceszef polskiego MSZ przyznał, że "z podobnymi prośbami zgłosiła się Estonia, zgłosiła się Łotwa, Chorwacja, Grecja". "Będziemy chcieli im pomóc. Również ewakuowaliśmy staff lokalny, lokalnych pracowników Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Z taką prośbą się do nas również zwrócono" - mówił Przydacz.

"To też pokazuje, że Polska ma swoją uznaną markę i budzi zaufanie. Powierzono nam ludzi - tych ludzi bezpośrednio i w sposób bezpieczny ewakuowaliśmy z terytorium Afganistanu" - podkreślił wiceszef MSZ.

Przypomniał, że "z oświadczeń Talibanu wynika, że Talibowie będą ograniczali możliwość przedostawania się Afgańczyków na teren lotniska w Kabulu, pozostawiając tę możliwość tylko i wyłącznie obywatelom państw trzecich".

"Ewakuowaliśmy bardzo dużo ludzi. Naprawdę pomogliśmy wielu, wielu osobom. (...) Jednocześnie musimy mieć świadomość, że ta misja, działając w warunkach dużego niebezpieczeństwa, musi kiedyś się zakończyć. Musi dobiec końca" - wyjaśnił wiceszef polskiego MSZ, odmawiając podania daty zakończenia polskiej misji ewakuacyjnej w Afganistanie "ze względów bezpieczeństwa".