Trwa ogłoszony dziś rano trzydniowy, humanitarny rozejm między Izraelem a Hamasem w Gazie. Obie strony zobowiązały się wstrzymać wymianę ognia na trzy dni, aby umożliwić dostarczenie pomocy potrzebującym i częściową odbudowę zniszczonej infrastruktury.

Wiele też wskazuje na to, że wojna w Gazie powoli dobiega końca, bo Izrael wycofał wszystkie siły lądowe i znacząco zmniejszył liczbę bombardowań. Jednak jak relacjonuje ze Strefy Gazy specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, po ewentualnym zakończeniu wojny szanse, że sytuacja zmieni się na lepsze, są niewielkie.

Jak dotąd żadna ze stron konfliktu nie może czuć się zwycięzcą wojny. W czasie kilkukrotnie przerywanych i wznawianych negocjacji Hamas żądał zniesienia izraelskiej blokady Gazy, która sprawia, że Palestyńczycy nie mogą swobodnie wyjechać stamtąd, a import towarów jest znacząco ograniczony.

Izrael nie zamierza jednak znieść blokady. To oznacza, że Hamas nie osiągnie swoich celów, a życie Palestyńczyków w Gazie nie zmieni się na lepsze. „Nadal będzie blokada, granice będą zamknięte, a my wciąż będziemy żyli w takim więzieniu na otwartym powietrzu. Jedyną rzeczą, która się zmieni będą pieniądze, które dadzą nam inne kraje lub międzynarodowe organizacje” - mówi w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia dziennikarka i blogerka z Gazy Walaa al-Ghussein.

Z kolei Izrael mocno osłabił militarnie Hamas i sprawił, że islamiści nie są już tak wielkim zagrożeniem jak do tej pory. Nadal jednak nie znaleziono odpowiedzi na pytanie, co zrobić, żeby obecna wojna nie powtórzyła się za kilka lat, tak jak to było do tej pory. Część izraelskich polityków sugeruje oddanie Gazy pod kontrolę ONZ, inni wprowadzenie władzy rządu z Zachodniego Brzegu. Żadne z tych rozwiązań nie jest jednak łatwe.

Wojna w Gazie trwa od 29 dni. Liczbę ofiar konfliktu po stronie palestyńskiej szacuje się na 1868 osób zabitych i 9,5 tysiąca rannych. Po stronie izraelskiej wojna pochłonęła życie 68 osób.