Wszystko zaczęło się, gdy nowy libijski rząd próbował wcielić w życie obowiązek oddania broni przez byłych powstańców. W odpowiedzi bojówki otoczyły najpierw siedzibę resortu dyplomacji, a teraz budynek ministerstwa sprawiedliwości. W obu miejscach na około 20 pick-upach rozstawiono wycelowane w bramy ministerstw działa.
Byli powstańcy zablokowali w ten sposób pracę obu resortów. Domagają się, aby parlament uchwalił prawo pozbawiające stanowisk wszystkich współpracowników obalonego Muammara Kadafiego. "Chodzi nam o to, aby wyczyścić w ten sposób wszystkie ministerstwa i urzędy"- mówi jeden z protestujących. "Obecny minister sprawiedliwości był nauczycielem córki Kadafiego Aiszy. Pracował dla starego reżimu a teraz jest częścią obecnych władz" - mówi inny były partyzant.
Ustawa, której domagają się bojownicy od wielu miesięcy jest przedmiotem obrad Kongresu Narodowego, ale skłóceni deputowani wciąż nie mogą dojść do porozumienia. Następne posiedzenie Kongresu z powodu protestów zostało odłożone do niedzieli.
Niepokoje i protesty do których znów dochodzi w Trypolisie sprawiły, że działalność zawiesiła znajdująca się tam ambasada Niemiec.