Ostatnie afery z biurami podróży i liniami lotniczymi sprawiły, że zdałem sobie sprawę, iż nigdy w życiu nie byłem na zorganizowanej wycieczce zagranicznej lub krajowej.
Nie dlatego, żebym od lat nie ufał instytucjom organizującym wakacje, ale dlatego, że zawsze sądziłem, iż wakacje to rzadki czas, kiedy człowiek jest wolny, jest panem samego siebie i swoich poczynań. Wszyscy chcemy być wolni, ale przecież przez przeważającą część roku jesteśmy niewolnikami pracy, domu, codziennych zatrudnień, a czasem także telewizji.
Wbrew pozorom można spróbować urządzić sobie nieco wolności w czasie wakacji i to wcale nie będzie nas – w dobie internetu i tanich linii lotniczych oraz dostępności samochodu – kosztowało drożej niż solidne wyjazdy zbiorowe organizowane przez solidne biura turystyczne (jeszcze takie istnieją). A w dodatku zaplanowanie takich wakacji to znakomita rozrywka przedwakacyjna, to okazja do przeczytania kilku książek i przewodników, do poszperania w internecie, a przecież internet jest właśnie do szperania. Potem można poszukać najlepszych i najtańszych miejsc do spania, muzeów do zwiedzenia i restauracji do odwiedzenia.