To było kilkadziesiąt minut grozy. Od pierwszych sygnałów o kłopotach lotowskiego boeinga po te sekundy, gdy samolot szorował kadłubem po pasie startowym Okęcia. Pamięć o tragicznych katastrofach lotniczych jest w Polsce zbyt świeża.
Oddychając z ulgą, warto podsumować to, co się zdarzyło wczoraj. Po pierwsze mistrzostwem wykazała się załoga. Piloci LOT-u uchodzą za jednych z najlepszych na świecie. Wczoraj mieliśmy dowód.
Po drugie – i to już sprawa, co do której można było mieć więcej wątpliwości – nie zawiodły procedury. Nie było żadnych doniesień o chaosie czy bałaganie, kiedy boeing przygotowywał się do awaryjnego lądowania. Co więcej, to już któryś kolejny sygnał – po wypadkach kolejowych z lata – że służby, które muszą reagować w takich przypadkach, działają dobrze. A nie można mieć złudzeń, wypadki komunikacyjne się zdarzają i będą się zdarzały. I to po prostu dobrze, że przynajmniej w tym względzie państwo zaczęło działać sprawnie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.