Podczas II wojny kapitulowałem dwa razy: 6 października 1939 r. pod Kockiem z oddziałami gen. Kleeberga, a drugi raz - pięć lat później, gdy my - kontynuatorzy tamtych walczących - poddaliśmy Powstanie - mówił prezes Związku Powstańców Warszawskich Zbigniew Ścibor-Rylski.

Wystąpił on w niedzielę, podczas uroczystości, która odbyła się w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego, w przeddzień 67-rocznicy wybuchu zrywu.

W uroczystości uczestniczyli prezydent Bronisław Komorowski, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz przedstawiciele organizacji powstańczych i kombatanckich.

"Kiedy przychodzimy tu, do Muzeum Powstania Warszawskiego i patrzymy na nazwiska naszych poległych kolegów i koleżanek wyryte na Murze Pamięci, ogarnia nas wielkie wzruszenie, gdy myślimy o tych, którzy oddali życie za wolność i niepodległość ojczyzny. My, powstańcy warszawscy, byliśmy kontynuatorami żołnierzy września 1939 roku. Przez 63 dni żyliśmy w wolnej Warszawie i wierzyliśmy, że walczymy o niepodległą ojczyznę. Kiedy przyszła kapitulacja, nasi bracia i siostry szli do niewoli, cierpiąc tam głód i poniewierkę, jednak ich cierpienia nie poszły na marne" - mówił Ścibor-Rylski.

Jak zaznaczył, etos i ideały powstańców, które ich prowadziły do walki, przejęła kilkadziesiąt lat później Solidarność. "Innym sposobem, pokojowym, uzyskała wolność. Chwała im za to. Dziś w wolnej naszej ukochanej ojczyźnie chciałbym, aby było takie zjednoczenie narodu, jak było podczas Powstania Warszawskiego oraz w II Rzeczpospolitej" - powiedział prezes Związku Powstańców Warszawskich.

Zgromadzeni na uroczystości uczcili pamięć poległych uczestników zrywu minutą ciszy.