Wczoraj rząd Angeli Merkel zawiesił (na razie na trzy miesiące) wejście w życie ustawy, która pozwalała niemieckim elektrowniom pracować po roku 2020. – Wydarzenia w Japonii uczą, że możliwe jest to, co wydaje się nieprawdopodobne. To cezura dla całego świata. Nie przejdziemy nad tym do porządku dziennego – powiedziała wczoraj Merkel.

Ta decyzja oznacza całkowite odwrócenie wewnątrzniemieckiej debaty o przyszłości energii atomowej. Dotychczas opinia publiczna była za Odrą podzielona w sprawie atomu niemal pół na pół. Gdy 9 lat temu u władzy był obóz lewicowy SPD-Zieloni, Bundestag uchwalił nawet nakaz zamknięcia wszystkich 17 reaktorów atomowych do 2021 roku. Chadecja Angeli Merkel popierana przez wielki biznes energetyczny i część liberalnej opinii publicznej szła jednak do władzy pod hasłem cofnięcia tamtego prawa. Według uchwalonej w ub. roku nowej strategii energetycznej Niemiec największa gospodarka Europy miała długofalowo (do roku 2050) całkiem przestawić się na energię odnawialną, atom grał w tych planach rolę ekologicznie neutralnej technologii pomostowej.

Wygląda jednak na to, że poparcie chadeków dla atomu topnieje. Czołowi politycy chadeccy mówią od weekendu tylko o konieczności „dostosowania strategii energetycznej do nowej sytuacji”. Obóz CDU/CSU-FDP boi się, że nośne w Niemczech hasła antyatomowe mogą kosztować utratę władzy w kolejnych wyborach landowych w Badenii-Wirtembergii (27 marca), gdzie według sondaży oba wielkie obozy polityczne idą ze sobą łeb w łeb.

W ślady Niemców zaczynają iść Szwajcarzy. Berno poinformowało wczoraj, że zawiesza projekty modernizacji istniejących i budowy trzech nowych siłowni atomowych. Minister energetyki Doris Leuthard oświadczyła, że zawieszenie projektów zostanie utrzymane „do czasu starannego sprawdzenia norm bezpieczeństwa i, w razie konieczności, przyjęcia nowych”. To nie pierwsza antyatomowa wolta Helwetów.

Atomowa debata rozgorzała też we Włoszech. Opozycja zaczyna atakować osłabionego premiera Silvia Berlusconiego, który w 2009 roku zapowiedział powrót do atomu.

W sumie na świecie pracują 443 reaktory wytwarzające ok. 16 proc. całego wolumenu energii. Podwojenie ich liczby zapowiedziały m.in. takie kraje, jak USA, Rosja oraz Chiny.