Dobra koordynacja przy wysyłaniu ratowników i szeroka współpraca w razie dużych katastrof to zalety wdrażanego przez Polskę systemu ratownictwa z numerem 112 - uważa ekspert z promującego ten numer stowarzyszenia EENA. Problemem może być współpraca między polskimi służbami.

O zaletach i wadach wybranego przez Polskę modelu powiadamiania ratunkowego mówił w poniedziałek w Warszawie podczas konferencji "Perspektywy usprawnienia powiadamiania ratunkowego 112" Gary Machado, dyrektor wykonawczy Europejskiego Stowarzyszenia Numeru Alarmowego (EENA). Zajmuje się ono promocją numeru 112 służącego do wzywania służb ratowniczych.

Wprowadzany przez Polskę model przewiduje powstanie na poziomie województw centrów powiadamiania ratunkowego (CPR), które mają integrować wszystkie służby - policję, straż pożarną i pogotowie ratunkowe. Na poziomie kraju CPR, używające tej samej technologii, mają być połączone we wspólną sieć, tak by wezwanie z jednego miejsca w kraju mogło być - w razie potrzeby - odebrane nawet w odległym miejscu.

Jak mówił Machado, taki system może ulepszyć koordynację procedur i równoległe wysyłanie różnych służb na miejsca zdarzeń. Jego zaletą jest też łatwiejsze i tańsze radzenie sobie z wyzwaniami i nowinkami technologicznymi, bo wszystkie CPR mają używać tej samej technologii. W porównaniu z innymi modelami funkcjonowania numeru 112 potrzeba też mniej osób do odbierania telefonów, co oznacza oszczędności. Natomiast - jeśli dojdzie do dużych zdarzeń - telefony od potrzebujących mogą odbierać osoby z innych województw.

Reklama

Wady polskiego rozwiązania to - zdaniem Machado - różnice w kulturze pracy poszczególnych służb; często ich pracownicy wątpią, czy taki system będzie poprawnie funkcjonował, a nawet otwarcie się mu przeciwstawiają. Ponadto umieszczenie służb w jednym miejscu nie zawsze oznacza poprawę koordynacji i integracji. Machado podawał przykłady z zagranicy, gdy policjanci, strażacy i ratownicy medyczni pracujący w tym samym centrum prosili, by np. zorganizować oddzielne stołówki, bo nie chcieli razem spożywać posiłków. Ponadto polski system jest dwustopniowy - najpierw operator w CPR odbiera zgłoszenie, potem przekazuje je odpowiednim służbom. Machado pytał, czy nie oznacza to straty czasu oraz problemów z przekazywaniem danych do tych, którzy mają udzielić pomocy.

W Brukseli wolontariusze rekrutowali się m.in. spośród tłumaczy pracujących w instytucjach europejskich

W swoim wystąpieniu przedstawiciel EENA zreferował też wyniki przeprowadzonego w Brukseli projektu, który miał poprawić reakcję na zgłoszenia w obcych językach. Zrealizowany w pierwszej połowie 2010 r. eksperyment polegał na użyciu w rozmowach tłumaczy-wolontariuszy. W razie potrzeby operator ze służb ratowniczych łączył się po prostu na komórkę takiego ochotnika, który tłumaczył rozmowę. Wolontariusze mieli "dyżury" trwające ok. tygodnia, kiedy mogli się spodziewać telefonu od ratowników. Takie połączenia wyświetlały im się zawsze jako ten sam numer po to, by wiedzieli, że to ważna rozmowa.

Jak zapewniał Machado, z wyników tego rozwiązania byli zadowoleni zarówno wzywający pomocy, jak i operatorzy pracujący przy numerze 112, a także sami wolontariusze. Ci ostatni cieszyli się, że mogli komuś pomóc, zwłaszcza że często byli to ich rodacy. Zainteresowanie pomysłem wyraziły inne centra odbierające połączenia na numer 112.

W Brukseli wolontariusze rekrutowali się m.in. spośród tłumaczy pracujących w instytucjach europejskich. W Polsce - zdaniem Machado - można szukać ludzi znających rzadkie języki np. wśród pracowników ambasad i zagranicznych studentów. Jak podkreślił, taki system może się w Polsce przydać podczas Euro 2012, gdy do naszego kraju zjadą kibice z całej Europy, niekoniecznie znający angielski. Według słów Machado pilotaż identycznego rozwiązania jest w tym roku planowany w Krakowie.