250 tys. zł zadośćuczynienia ma zapłacić Komenda Stołeczna Policji fotoreporterowi Robertowi Sobkowiczowi, który 11 lat temu podczas demonstracji pracowników radomskiego "Łucznika", został postrzelony z policyjnej broni gładkolufowej i stracił oko.

Taką decyzję podjął we wtorek warszawski sąd okręgowy. Policja ma też wypłacić fotoreporterowi równowartość renty w wysokości powyżej 4 tys. zł miesięcznie począwszy od 2000 r., a w przyszłości - rentę w wysokości ok. 5,9 tys. zł miesięcznie. Sąd orzekł także, że gdyby Sobkowicz miał w przyszłości problemy zdrowotne związane z utratą oka, odpowiedzialność za to również będzie ponosić policja.

Wyrok jest nieprawomocny. "Nie komentujemy wyroku sądów. Będziemy korzystać z prawa do odwołania się" - powiedział, pytany o orzeczenie rzecznik komendanta stołecznego policji Maciej Karczyński.

24 czerwca 1999 r. Sobkowicz, fotoreporter "Naszego Dziennika" robił zdjęcia demonstracji związkowców z radomskiego "Łucznika" w Warszawie. Manifestanci rzucali w stronę policjantów śrubami, płytami chodnikowymi, a nawet znakami drogowymi, funkcjonariusze odpowiedzieli ogniem z broni gładkolufowej. Jedna z kul trafiła Sobkowicza; stracił prawe oko.

Proces w tej sprawie trwał osiem lat

Proces w tej sprawie trwał osiem lat. W 2007 r. warszawski sąd okręgowy uznał, że za trwałe kalectwo fotoreportera winę ponosi policja. Wyrok utrzymał Sąd Apelacyjny, a MSWiA (które również było pozwane, ponieważ policja mu podlega - PAP) ostatecznie zrezygnowało z wniesienia o kasację. Dało to podstawę do ubiegania się o odszkodowanie.

We wtorek sędzia Agnieszka Jędrzejewska-Jaroszewicz podkreślała, że w opinii sądu wysokość zadośćuczynienia jest adekwatna do tego, co się wydarzyło. Jak dodała, kwota ta nie jest wygórowana, jeśli weźmie się pod uwagę obrażenia, których doznał fotoreporter, i to jak wpłynęły one na jego prace zawodową oraz życie prywatne.



"Sąd brał także pod uwagę - czego nie ukrywam - postawę pozwanego (KSP i MSWiA - PAP) - który w żaden sposób nie uznał swojej odpowiedzialności, nawet wtedy gdy została ona przesądzona orzeczeniem sądu" - zaznaczyła sędzia. Dodała, że nigdy nie podjęte zostały żadne kroki, aby roszczeniu Sobkowicza "zadośćuczynić, nawet w części".

Zaznaczyła, że sąd ma do czynienia z podobnymi, a nawet bardziej tragicznym zdarzeniami, ale nie zmienia to faktu, że życie fotoreportera, w chwili gdy doszło do postrzelenia, "uległo nieodwracalnej zmianie", musiał "przygotować i siebie, i najbliższych do tej nowej sytuacji życiowej".

Wysokość renty sędzia uzasadniała tym, że uwzględniono przy jej ustalaniu m.in. kwestie związane z leczeniem, koniecznością wyjazdów do zagranicznej kliniki na badania, rehabilitację czy zabiegi. Dodała, że sąd realnie ocenił sytuację - w tym koszty takich podróży - i wziął pod uwagę fakt, że w takim przypadku priorytetem nie są oszczędności, a zdrowie.

"Taki długi czas oczekiwania na wyrok nie służył stronom"

"Jeśli mogę dodać coś od siebie. Cieszę się, że to postępowanie dobiegło końca, bo taki długi czas oczekiwania na wyrok nie służył stronom" - dodała sędzia.

Radości nie krył sam Sobkowicz. "Cieszę się, że po tych ośmiu latach procesu jest taki wyrok. Jestem naprawdę szczęśliwy" - mówił tuż po orzeczeniu dziennikarzom. Jak podkreślił, to nie zwróci mu zdrowia, ale pieniądze pozwolą m.in. na wyjazdy do kliniki i np. wymianę protezy. "Sama proteza kosztuje 1800 euro to nie są małe pieniądze. Nie wiem, czy nie będę też po kilku latach potrzebował zabiegu, operacji" - dodał.