Jego zdaniem nie jesteśmy przygotowani do takiego prowadzenia akcji, by karetki odwoziły rannych tam, gdzie jest dla nich miejsce, gdyż nie wiemy na bieżąco, ile jest wolnych miejsc intensywnej terapii w szpitalach.
Nie mamy także dobrej sieci łączności. W przypadku ataku terrorystycznego numery ratunkowe mogłyby zablokować osoby, oczekujące na informacje o rodzinach. Nie mamy wydzielonych infolinii, przeszkolonych ludzi, procedury odpowiadania na pytania - uważa Przemysław Guła.
Ćwiczenia ratownicze - jego zdaniem - nie uczą reagowania na nieprzewidziane zdarzenia. Scenariusze zakładają, że wszyscy uczestnicy będą się zachowywać racjonalnie, ale w rzeczywistości często dzieje się inaczej - czytamy w gazecie.