"Jeśli robotnicy wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd.; gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy (ZSRR) będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady" - takie domniemane słowa gen. Wojciecha Jaruzelskiego z grudnia 1981 r. do dowódcy Wojsk Układu Warszawskiego cytuje najnowszy Biuletyn IPN. To "odgrzewany kotlet" i fałszerstwo - uważa Jaruzelski.

Historyk IPN Antoni Dudek przytoczył w biuletynie całą, znaną już wcześniej we fragmentach, tzw. notatkę Anoszkina, adiutanta naczelnego dowódcy wojsk Układu Warszawskiego w latach 1977-1989, marszałka Wiktora Kulikowa. Opisał on w niej spotkanie Jaruzelskiego i Kulikowa z 9 grudnia 1981 r., na 4 dni przed ogłoszeniem w Polsce stanu wojennego przez Jaruzelskiego.

"Uważam, że to odgrzewany kotlet" - powiedział Jaruzelski w tvp.info. Według niego, "każdy kto ma choć trochę oleju w głowie, widzi tu fałszerstwo". Dodał, że Kulikow "był jastrzębiem, zwolennikiem radzieckiej interwencji w Polsce. I taki człowiek, będąc proszony o pomoc, nie podejmuje kroków, by tę prośbę spełnić?". Zdaniem Jaruzelskiego "media powielają te bzdury cyklicznie w okolicy 13 grudnia". Zapowiedział, że jeśli będzie trzeba, szerzej opowie o tym przed sądem.

"Trudno stwierdzić, jakie znaczenie będzie miała notatka z grudniowej rozmowy Jaruzelskiego z Kulikowem dla wyroku sądu rozpatrującego obecnie odpowiedzialność gen. Jaruzelskiego za wprowadzenie stanu wojennego. Dla historii najnowszej Polski dokument ten ma natomiast niezwykle istotne znaczenie, potwierdza bowiem w sposób trudny do podważenia, że Jaruzelski gotów był wezwać wojska sowieckie, byle tylko uratować rządy komunistyczne w Polsce" - napisał Dudek.

Reklama

Przypomniał on, że w 1997 r. w Jachrance pod Warszawą odbyła się międzynarodowa konferencja nt. stanu wojennego. "Jednym z najbardziej emocjonujących momentów podczas konferencji był ten, w którym marszałek Kulikow, wymachując niewielkim zeszytem, twierdził, iż znajdują się w nim dowody, że generał Wojciech Jaruzelski domagał się w grudniu 1981 r. zapewnienia, że w wypadku niepowodzenia stanu wojennego otrzyma pomoc wojskową. Generał kategorycznie temu zaprzeczał" - wspominał prof. Andrzej Paczkowski.

W przerwie obrad amerykański historyk Mark Kramer zdołał wypożyczyć zeszyt i skserować jego fragment. Był to tzw. zeszyt roboczy gen. Wiktora Anoszkina - adiutanta marsz. Kulikowa. Anoszkin sporządzał w nim notatki nt. spotkań szefa. Anoszkin relacjonował w nim, że Kulikow dowiedział się od ambasadora ZSRR w Warszawie Borysa Aristowa, iż na polecenie gen. Jaruzelskiego dzwonił do niego sekretarz KC PZPR, Mirosław Milewski, pytając m.in.: "Czy możemy liczyć na pomoc po linii wojskowej ze strony ZSRR?". Aristow skomunikował się z sekretarzem KC KPZR, Konstantinem Rusakowem i - wedle relacji Anoszkina - otrzymał następującą odpowiedź: "Nie będziemy wprowadzać wojsk", co ten opatrzył następującym komentarzem - nie wiadomo do końca, czy pochodzącym od Milewskiego, czy też od niego samego: "To dla nas straszna nowina! Przez półtora roku paplanina o wprowadzeniu wojsk - wszystko odpadło. Jaka jest sytuacja Jaruzelskiego?".

Reklama

Według Dudka, notatka Anoszkina stanowiła istotne uzupełnienie informacji, które Polacy poznali cztery lata wcześniej, gdy prezydent Rosji Borys Jelcyn przywiózł do Warszawy pakiet sowieckich dokumentów z lat 1980-1981, wśród których znalazł się protokół sowieckiego Politbiura z 10 grudnia 1981 r. (to właśnie na nim podjęto decyzję, o której sekretarz Rusakow poinformował Jaruzelskiego). "Jeśli chodzi o przeprowadzenie operacji X - stwierdził wówczas szef KGB, Jurij Andropow - to powinna być to tylko i wyłącznie decyzja towarzyszy polskich, jak oni zdecydują, tak będzie. Nie zamierzamy wprowadzać wojska do Polski".

Z notatki Anoszkina z półtoragodzinnej rozmowy gen. Jaruzelskiego z Kulikowem w nocy z 8 na 9 grudnia wynika, że wprost zażądał on wsparcia militarnego po wprowadzeniu stanu wojennego, mówiąc: "Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy (ZSRR) będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady".

Marszałek Kulikow, któremu - jak podkreśla Dudek - myśl o dowodzeniu operacją stłumienia kontrrewolucji w Polsce nie była z pewnością obca, odpowiedział: "Jeżeli nie starczy waszych sił, to pewnie trzeba będzie wykorzystać +Tarczę-81+" (za tym kryptonimem krył się przypuszczalnie plan operacji wojskowej Układu Warszawskiego w Polsce). Kulikow dodał: "Zapewne Wojsko Polskie samo poradzi sobie z tą garstką rewolucjonistów".

Jaruzelski zauważył wtedy, że "na przykład Katowice liczą około 4 mln mieszkańców. To taka Finlandia, a wojska - jeśli nie liczyć dywizji obrony przeciwlotniczej - nie ma. Dlatego bez pomocy nie damy rady". "Byłoby gorzej, gdyby Polska wyszła z Układu Warszawskiego" - dodał Jaruzelski. Kulikow podkreślał, że "najpierw należy wykorzystać własne możliwości". Pod koniec rozmowy spytał, czy może zameldować Breżniewowi, że "podjęliście decyzję o przystąpieniu do realizacji planu?". W odpowiedzi Jaruzelski odparł: "Tak, pod warunkiem, że udzielicie nam pomocy".

Według Dudka, notatka Anoszkina sugerowała, że Jaruzelski nie tylko wiedział, iż Rosjanie nie zamierzają interweniować, ale wcześniej domagał się od nich udzielenia pomocy wojskowej. Dudek podkreśla, że wypowiedzi Kulikowa nie zawierały jednoznacznej obietnicy pomocy wojskowej w tłumieniu protestów społecznych w Polsce, ale też jej nie wykluczały. Dopiero w kontekście zapisu z tej rozmowy staje się w pełni jasne, co miał na myśli Konstantin Rusakow, mówiąc 10 grudnia na cytowanym już posiedzeniu Politbiura: "Jaruzelski powołuje się na wystąpienie Kulikowa, który jakoby powiedział, że ZSRR i państwa sojusznicze udzielą Polsce pomocy wojskowej. Jednakże, o ile mi wiadomo, tow. Kulikow nie powiedział tego wprost".

Historyk przypomina, że publikacja fragmentu zeszytu wywołała "gniewną reakcję Jaruzelskiego i jego współpracowników". Gen. Florian Siwicki, w 1981 r. wiceszef MON, zwracał uwagę, że zeszyt "nie był nigdzie zarejestrowany, nie posiadał gryfu tajności, co więcej strony nie były numerowane, a nawet - jak zdołałem zauważyć - nie przesznurowane". "Najwyraźniej w głowie Siwickiego nie mieściło się, że adiutant szefa Układu Warszawskiego, zdając sobie sprawę z historycznego znaczenia wydarzeń, w których uczestniczył, mógł prowadzić osobisty notatnik" - pisze Dudek.

Zdaniem Dudka, Jaruzelski starał się na różne sposoby podważyć wiarygodność zeszytu, wskazując, że brak w nim zapisków z niektórych spotkań, które Kulikow odbywał podczas trwającego od 7 do 17 grudnia pobytu w Polsce. Także w 2007 r., w wyjaśnieniach przed Sądem Okręgowym w Warszawie, gen. Jaruzelski ocenił, że zeszyt Anoszkina "aż roi się od sprzeczności i bredni" i jako dowód po raz kolejny przytoczył, że brak w nim niektórych spotkań, a ponadto "operuje on skrótami, strzępami myśli i haseł, zawiera różne dziwne adnotacje, w tym subiektywne wrażenia autora".

Dudek zwraca uwagę, że luki w notatkach Anoszkina wynikały z faktu, że prof. Kramer skopiował w Jachrance jedynie fragment jednego z zeszytów, a w odniesieniu do lat 1980-1981 istnieje ich kilka. Dotarł do nich reżyser Dariusz Jabłoński, zbierając materiały do filmu dokumentalnego "Gry wojenne", poświęconego płk. Ryszardowi Kuklińskiemu. Jabłoński, który zarejestrował m.in. wypowiedź gen. Anoszkina, wszedł w posiadanie oryginalnych egzemplarzy jego "zeszytu roboczego".

W konkluzji Dudek pisze, że gen. Jaruzelski zdecydował się na wprowadzenie stanu wojennego mimo odmowy pomocy wojskowej ze strony Kremla. Miliony członków "Solidarności" nie wyszły na ulice, a relatywnie niewielką liczbę strajków okupacyjnych szybko spacyfikowano.