Zdaniem posła Lewicy Tadeusza Iwińskiego fakt, że wybór prezydenta UE i szefa unijnej dyplomacji nastąpił szybko świadczy o "sprawności funkcjonowania nowych mechanizmów", ustanowionych przez Traktat Lizboński.
Na czwartkowym szczycie w Brukseli przywódcy 27 krajów wybrali belgijskiego chadeckiego premiera Hermana Van Rompuya na stałego przewodniczącego Rady Europejskiej, a brytyjską baronessę Catherine Ashton z Partii Pracy na szefową unijnej dyplomacji. Wybór został dokonany jednomyślnie.
Eurodeputowany PO Krzysztof Lisek ocenił w rozmowie z PAP, że wybór Van Rompuya i Ashton, osób, które nie są bardzo znane w świecie polityki, oznacza, że "Europa troszeczkę się przestraszyła swoich decyzji".
"Traktat Lizboński oznacza pogłębienie integracji europejskiej, zwłaszcza w dziedzinie reprezentacji Unii na zewnątrz" - podkreślił Lisek. "Nawet ci, którzy z wielkim entuzjazmem akceptowali Traktat Lizboński obawiają się jednak silnych postaci na czele Unii" - ocenił.
Zdaniem Liska, największym wyzwaniem stojącym przed nowo wybranymi reprezentantami będzie uregulowanie relacji między prezydentem Unii a szefem rządu państwa, które w danym momencie sprawuje prezydencję w UE oraz między szefem unijnej dyplomacji a ministrem spraw zagranicznych państwa prezydencji. "Do tej pory było tak, że szef rządu prezydencji i minister spraw zagranicznych tego państwa reprezentowali Unię na zewnątrz" - podkreślił.
"Porażką rządu" nazwał z kolei wyniki czwartkowego szczytu europarlamentarzysta PiS Paweł Kowal. "Na pewno jedną z ciekawszych rzeczy będzie dowiedzieć się czegoś więcej, na jakiej zasadzie doszło do tego rodzaju kompromisu, jakie przesłanki stały za tego rodzaju wyborem" - powiedział poseł PAP.
"Z punktu widzenia celów rządu polskiego tę sytuację należy określić jako głębokie niepowodzenie" - uważa Kowal. Jak dodał, jeśli ktoś się wsłuchiwał w to, co mówili przedstawiciele polskiego rządu, to widać, że "obstawiali zupełnie inne rozwiązania".
"W trakcie wielomiesięcznej kampanii lizbońskiej obiecywano demokratyzację Unii, propozycje polskiego rządu idące w dobrym kierunku, zmierzające do tego, by w sposób bardziej otwarty, transparentny podejmować decyzje, widać wyraźnie, że trafiły w próżnię" - ocenił Kowal.
Jak dodał, w tym kontekście widać, że rząd "niepotrzebnie walczył z udziałem" Lecha Kaczyńskiego w szczytach unijnych, bo solidarne współdziałanie rządu z prezydentem pomagałyby w tego typu trudnych negocjacjach.
Tadeusz Iwiński (Lewica) z sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych ocenił w rozmowie z PAP, że czwartkowy wybór to dobra decyzja, między innymi dlatego, że zapadła szybko. "Pokazała sprawność funkcjonowania nowych mechanizmów" - uważa poseł.
"Dobrze, że znaleziono równowagę, zarówno polityczną, geograficzną, jak i pod względem płci, to są plusy" - podkreślił Iwiński.
Według niego, prezydent Unii i szefowa dyplomacji "nie przysłonią pierwszych skrzypiec odgrywanych przez liderów poszczególnych dużych państw". Iwiński ocenił, że "nie wyrośnie z tego żadna nowa jakość", bo "nie są to politycy pierwszego garnituru".(PAP)