Widzę różnicę zdań, ale na tym etapie nie widzę problemów dla działań koalicji rządowej - powiedział w piątek rzecznik rządu Piotr Müller. Nie ma potrzeby szukania nowego koalicjanta do czasu, gdy żaden obecnych koalicjantów nie wypowie aktualnej koalicji - dodał.

Rzecznik rządu był pytany w TVN24, czy krytyczne wypowiedzi polityków Solidarnej Polski dotyczące zaakceptowania przez premiera Mateusz Morawieckiego konkluzji czwartkowej Rady Europejskiej oznaczają wypowiedzenie prze SP posłuszeństwa szefowi rządu.

"Nie mam takiego wrażenia. To, że są różnice zdań w obozie Zjednoczonej Prawicy to jest jedna z wartości, ponieważ obóz Zjednoczonej Prawicy dzięki temu ma szerokie skrzydła" - odparł rzecznik rządu.

Podkreślił, że "to, co udało się wywalczyć teraz na szczycie UE, jest w pełni satysfakcjonujące", ponieważ ogranicza funkcjonowanie rozporządzenia dot. powiązania wypłat środków unijnych z praworządnością "przede wszystkim do spraw budżetowych i określa ścisłe ramy tego (jego stosowania - PAP)".

Reklama

"Nie widzę - na tym etapie przynajmniej - żadnych problemów; oczywiście widzę różnicę zdań, ale nie widzę problemów jeszcze w tej chwili dla działań koalicji. Jak rozumiem jutro Solidarna Polska się spotyka i będzie decydowała, co dalej" - powiedział rzecznik rządu.

Wyraził przekonanie, że jest tyle kwestii, które łączą ugrupowania tworzące Zjednoczoną Prawicę - PiS, Porozumienie i Solidarną Polskę - że akurat różnica w tym zakresie nie podzieli koalicji.

Reklama

Müller był pytany, jak wyobraża sobie współprace z Solidarną Polską, której politycy, m.in. europosłanka Beata Kempa zarzucili de facto premierowi "sprzedanie polskiej suwerenności". "Nie słyszałem takich zarzutów ze strony posłów na Sejm RP ze strony Solidarnej Polski. Słyszałem oczywiście różnicę zdań co do kwestii związanej z charakterem prawnym tych konkluzji" - powiedział rzecznik rządu.

Rzecznik rządu był pytany, czy wyobraża sobie sytuacje, w której alternatywa dla Solidarnej Polski w koalicji będzie polskie Stronnictwo Ludowe, jeżeli w sobotę po posiedzeniu zarządu SP lider tej partii Zbigniewa Ziobro zdecyduje o wyjściu z koalicji.

"Zakładam, że tak się nie stanie, w związku z tym nie ma potrzeby szukania żadnego nowego koalicjanta. Chciałbym to wyraźnie podkreślić: nie ma potrzeby szukania żadnego nowego koalicjanta do czasu, gdy żaden obecnych koalicjantów nie wypowie aktualnej koalicji. Mam nadzieję, że ona będzie kontynuowana. Oczywiście scenariusze polityczne życie kreśli różne. Zobaczymy, jak faktycznie będzie i jak Solidarna Polska zdecyduje" - powiedział. Dodał, że jest optymistą co do kolejnych trzech lat funkcjonowania obecnej koalicji.

Według Müllera konkluzje Rady Europejskiej to było maksimum tego, co można było osiągnąć, a jednocześnie gwarantują one największy budżet europejski w historii.

Dopytywany, jakiej decyzji SP spodziewa się po obradach zarządu tej partii w sobotę, powtórzył, że dostrzega różnice zdań w kwestii konkluzji Rady Europejskiej, ale "jest zdecydowanie więcej spraw, które łączą przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy, Solidarnej Polski, PiS i Porozumienia, niż dzieli".

"Dla dobra Polski lepiej, żebyśmy tę koalicję kontynuowali. Mam nadzieję, że tak będzie. Nie słyszałem głosu, który by twierdził, że to musi spowodować rozpad w koalicji; nikt tego by nie chciał" - oświadczył.

Zaznaczył, że także premier Mateusz Morawiecki wyraził przekonanie, że Zjednoczona Prawica będzie kontynuowała swoje działania. Dopytywany, czy planowane jest posiedzenie Rady Koalicji w najbliższym czasie, odparł, że nie słyszał o tym. Zaznaczył, że co tydzień jest posiedzenie rządu, na którym spotykają się zarówno lider Solidarnej Polski, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro jak i wicepremier, prezes PiS Jarosław Kaczyński i to też będzie okazja do rozmów na najważniejsze tematy.

Po sprzeciwie Polski i Węgier wobec rozporządzenia dotyczącego mechanizmu powiązania dostępu do środków unijnych z przestrzeganiem zasad praworządności, w związku z którym premierzy obu państw zapowiadali możliwość zawetowania budżetu UE na lata 2021-2027, w czwartek w Brukseli doszło do porozumienia przywódców państw UE, które zostało zapisane w konkluzjach Rady Europejskiej.

Decyzja ta spotkała się z krytyką polityków Solidarnej Polski, którzy wielokrotnie opowiadali się za zawetowaniem unijnego budżetu.

W konkluzjach Rady Europejskiej znalazły się zapisy mówiące m.in., że budżet UE, włączając Next Generation EU (instrument odbudowy), musi być chroniony przeciwko wszelkiego rodzaju nadużyciom finansowym, korupcji, konfliktowi interesów, a samo ustalenie, że doszło do naruszenia zasady państwa prawnego nie wystarczy do uruchomienia mechanizmu blokowania środków finansowych dla państw członkowskich. Komisja Europejska - która ma uruchamiać mechanizm blokowania środków unijnych - opracuje i przyjmie wytyczne dotyczące sposobu w jaki będzie stosować rozporządzenie, w tym metodologii przeprowadzania swojej oceny.

Premier Mateusz Morawiecki stwierdził w czwartek, że zawarte porozumienie to podwójne zwycięstwo, bo budżet UE może wejść w życie i Polska otrzyma z niego 770 mld zł, a pieniądze te są bezpieczne, bo mechanizm warunkowości został ograniczony bardzo precyzyjnymi kryteriami. Zaznaczał, że na mocy konkluzji Rady Europejskiej, Komisja Europejska zobowiązuje się do przełożenia ich zapisów na legislację i do stosowania rozporządzenia w sprawie warunkowości wyłącznie, kiedy będzie ono zgodne z konkluzjami.