W zaplanowanych na 17 marca 2021 wyborach w Holandii wywodzący się z centroprawicowej Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji Mark Rutte będzie rywalizował przede wszystkim z liderem Partii Wolności zaściankowego populisty i odrażającego, antyunijnego szowinisty Geerta Wildersa, który w przeszłości zasłynął pomysłem powszechnego składania donosów na Polaków pracujących w Holandii.

Umówmy się - Zbigniew Ziobro przy nim to grzeczny chłopiec i miękiszon słuchający geopolitycznych rozkmin ojca Rydzyka. Wilders jest agresywny a przy tym skuteczny w forsowaniu swoich antyeuropejskich projektów. Polski minister sprawiedliwości to bardziej natura ministranta posługującego do mszy Rodzin Radia Maryja.

W tym sensie polsko-holenderski spór o praworządność pełen jest paradoksów. Zjednoczona Prawica (ZP) doprowadziła do nihilistycznych zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości zwiększając jego bezwład i umacniając korporacyjność, którego dzisiejsza opozycja - po ewentualnym przejęciu władzy - najpewniej nie będzie już w stanie rozmontować (choćby w obawie o zarzut, że gwałci rządy prawa). Holenderska prawica Ruttego z kolei odwołując się do pozwu przeciw Polsce przed Trybunałem Sprawiedliwości UE co najwyżej pomoże ZP znaleźć wroga, wokół którego będzie można jednoczyć co bardziej konserwatywnych Polaków w walce z "Niderlandzkim Królestwem Prostytucji, Narkotyków, Eutanazji i Aborcji” reprezentującym dla propagandy PiS wszystkie cechy „zgniłego Zachodu”.