Dziennik Gazeta Prawna już po raz dziesiąty zaprasza wydawnictwa do udziału w konkursie Economicus dla najlepszych książek ekonomiczno-biznesowych na rodzimym rynku wydawniczym. To największy tego typu konkurs w Polsce.
Często słychać argument, że klasyczny podział na pracę i kapitał nie ma już dziś aż takiego znaczenia. W końcu coraz więcej ludzi czerpie zyski i z jednego, i z drugiego. Ciekawie do tematu podchodzą w swojej nowej pracy ekonomiści Branko Milanovic i Marco Ranaldi (obaj City University w Nowym Jorku).
Pracujący od lat w Ameryce Serb Milanovic powinien być czytelnikom tej kolumny dobrze znany. Nieraz gościł już bowiem na jej łamach. W 2017 r. przyznałem mu nawet (wraz z dwoma innymi badaczami nierówności Anthonym Atkinsonem i Simchą Barkaiem) nieoficjalny tytuł ekonomisty roku. W kolejnych książkach Milanovic pokazuje bowiem, że ekonomiczne poszukiwania nigdy się nie kończą, a nawet na dobrze znane problemy zawsze można spojrzeć z nowej ożywczej perspektywy.
W jego nowej pracy napisanej do spółki z kolegą z uczelni Marco Ranaldim znajdziemy oryginalne połączenie dwóch tematów: badań nierówności z podziałem kapitalizmu na różne typy. Ekonomiści uznali bowiem, że nie wystarczy powiedzieć: Szwecja jest równa, a Stany Zjednoczone nierówne. W związku z tym mamy kapitalizm skandynawski oraz kapitalizm amerykański. Ranaldi wprowadza bowiem do gry autorski indeks koncentracji czynników dochodu (income factor concentration index – w skrócie IFC). Chodzi w nim właśnie o zmierzenie, w jakim stopniu obywatele kraju czerpią dochody z różnych źródeł. I tak, gdy IFC zbliża się do 1, to oznacza, że w takim kraju dochody najbogatszej części społeczeństwa pochodzą wyłącznie z kapitału. Społeczne doły zarabiają zaś wyłącznie na pracy. Taka sytuacja – w czystej postaci niewystępująca nigdzie – przypomina wizję kapitalizmu XIX-wiecznego. I odwrotnie, IFC dochodzące do zera byłoby utopią, w której każdy ma jednocześnie i pracę zawodową, i zyski kapitałowe. Dopiero na tym miksie opierając swój dochodowy dobrobyt.
Reklama
Lista krajów sklasyfikowanych według IFC jest ciekawa sama w sobie. Ale to nie koniec. Milanovic do indeksu swojego kolegi dodał jeszcze faktyczne nierówności dochodowe. Z tego eksperymentu wyłania się rodzaj nowego atlasu faktycznych form kapitalizmu istniejących we współczesnym świecie. Mamy tu więc trzy typy. Pierwszy – reprezentowany głównie przez kraje zachodnie – łączy średnie nierówności oraz IFC. Z tej grupy wyłamują się USA i Izrael. Drugi blok stanowi Ameryka Łacińska – gdzie zarówno nierówności, jak i koncentracja czynników dochodu są wysokie. Ale najciekawsza jest trzecia grupa. Czyli kapitalizm nordycko-postsocjalistyczny. To grupa krajów, w kierunku których zmierza także Polska, gdzie nierówności są dość niskie, a IFC wysoki.
W tej nowej klasyfikacji państw ze względu na typ kapitalizmu jest jedna dziura. Nie ma krajów, które łączyłyby wysoki poziom nierówności dochodowych z niską koncentracją czynników dochodu. Innymi słowy – jeśli w społeczeństwie wszyscy lub prawie wszyscy mają dochody i z kapitału, i z pracy, to taki kraj jest bardziej równy. Może to ciekawy trop dla ekonomii politycznej przyszłości?
Nie wystarczy powiedzieć, że Szwecja jest równa, a Stany Zjednoczone nie. Chodzi też o zmierzenie, w jakim stopniu obywatele kraju czerpią dochody z różnych źródeł: kapitału i pracy