Ponad rok przed głosowaniem do Bundestagu współrządzący w RFN socjaldemokraci ogłaszają kandydata na kanclerza. Polityczni przeciwnicy krytykują SPD za „awanturnictwo”.
Reklama
Kandydatem został obecny wicekanclerz i minister finansów Olaf Scholz. Podczas spotkania z dziennikarzami obiecał, że w przyszłorocznym głosowaniu zdobędzie „powyżej 20 proc.” poparcia. Zapowiedział również, że w kampanii skupi się na „szacunku dla ludzi pracy”, „jedności Europy” i ogłosi program społeczny i gospodarzy na następne 20 lat.
Olaf Scholz należy do pragmatycznego i wolnorynkowego skrzydła SPD.
Pochodzący z Osnabrueck w Dolnej Saksonii 62-latek przez najbliższych współpracowników z ministerstwa finansów jest nazywany „małym królem” ze względu na nieco wyniosły sposób bycia, traktowanie podwładnych z rezerwą i ogromne ambicje. Scholz pozostaje w opozycji do obecnych przewodniczących SPD – Saskii Esken i Norberta Waltera-Borjansa – reprezentujących tendencje skrajnie lewicowe i nastawionych na zbliżenie z postkomunistyczną Lewicą (Die Linke). Były burmistrz Hamburga z kolei doskonale dogaduje się z kanclerz Angelą Merkel oraz znajduje wspólny język z liberalną FDP. Jak udało mu się uzyskać nominację kierownictwa?
Według anonimowych członków partii cytowanych przez niemieckie media ogłoszenie kandydatury nie było przemyślaną strategią, tylko efektem wewnętrznych intryg. Koteria Scholza parła do jak najszybszej nominacji, żeby nie pozwolić zorganizować się przeciwnikom. Konkurenci SPD na niemieckiej scenie politycznej nie szczędzą w związku z tym uszczypliwych komentarzy pod adresem socjaldemokratów.
– To nie jest czas na kampanię wyborczą i nominacje kandydatów na kanclerza. Nasz kraj stoi przed wielkimi wyzwaniami i ogromnymi zadaniami w związku z pandemią koronawirusa – mówił sekretarz generalny bawarskiej CSU Markus Blume. Jego zdaniem niespodziewane wyciąganie kandydata z kapelusza jest wręcz „awanturnictwem”. – Ale najwyraźniej było to konieczne, żeby zaskoczyć przeciwników Scholza w partii – dodał, ostrzegając jednocześnie, że de facto rozpoczęcie kampanii wyborczej może negatywnie wpłynąć na prace rządu.
Gdyby wybory odbyły się teraz, to ich niekwestionowanym zwycięzcą byłaby rządząca CDU/CSU. Według wtorkowego sondażu instytutu badania opinii INSA na chadecki blok chce głosować 36,5 proc. ankietowanych. Na drugim miejscu ex aequo z Zielonymi znalazłaby się SPD – po 16 proc. Prawicowa AfD może liczyć na 11 proc. poparcia. Do Bundestagu weszłaby też Lewica – 8,5 proc. i liberałowie – 6,5 proc.
Zwolennicy Scholza pytani o to, jak ich kandydat chce wyciągnąć najstarszą i wciąż najliczniejszą niemiecką partię z wieloletniego sondażowego dołka, mówią wprost: nie tyle chodzi o to, co będzie robił obecny wicekanclerz, ile czego nie będzie robić Angela Merkel. Szefowa rządu nie startuje już bowiem w kolejnych wyborach i wybiera się na polityczną emeryturę. Sam Scholz, przemawiając na poniedziałkowej konferencji prasowej, wyraził nadzieję, że brak konkurencji ze strony Merkel rozpocznie „nową erę”, w której „wszystko znów będzie możliwe”.
Obecna kanclerz była wielokrotnie oskarżana przez przeciwników politycznych z własnego ugrupowania o „socjaldemokratyzację” CDU. Przez lata jej strategia polegała na przejmowaniu popularnych w społeczeństwie postulatów SPD i realizowaniu ich jako własnych. To właśnie kolejne rządy, na których czele stała Merkel, wprowadziły m.in. płacę minimalną, armię zawodową, podwójne obywatelstwo i przeprowadziły transformację energetyczną (Energiewende). Czy kolejny przywódca chadeków będzie kontynuował tę linię, dowiemy się najwcześniej w grudniu – wówczas ma odbyć się zjazd partyjny CDU, który wybierze nowego przewodniczącego. Nominacja kandydata na kanclerza odbędzie się zaś jeszcze później. Premier Bawarii i szef CSU Markus Soeder chce, by nastąpiło to dopiero na wiosnę 2021 r. On sam jest wymieniany wśród potencjalnych pretendentów do tej roli.