Dwóch się bije, ale trzeci niekoniecznie musi z tego skorzystać

USA Niemcy
USA NiemcyShutterStock
17 czerwca 2020

W ostatnich tygodniach napięcie pomiędzy prezydentem Donaldem Trumpem a kanclerz Angelą Merkel osiągnęło temperaturę wrzenia, przekładając się na prawdopodobnie najgorszy bilans w relacjach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Niemcami od czasów II wojny światowej.

Radosław Korzycki
Radosław Korzycki

 Najpierw w tweettach Trump podkreślał odpowiedzialność Niemiec za napływ migrantów do Europy, a podczas szczytu NATO w lipcu 2018 r. osobiście wytknął Merkel zbyt niskie wydatki na obronność i całkowite uzależnienie od rosyjskiego gazu. W jego podejściu rezonuje wizja Niemiec amerykańskiej skrajnej prawicy. Dla niej Europa pozostaje niezdetonowaną bombą z lontem znajdującym się gdzieś między Odrą a Renem. Jeśli Ameryka ustąpi, chaos powróci, a wraz z nim uśpione demony niemieckiej i europejskiej historii. Problem z tą wizją – jak pisała niemiecka publicystka Constanze Stelzenmüller w „Financial Times” – polega na tym, że pomija ona fakt, iż żaden europejski kraj nie zyskał na powojennym porządku tyle co Niemcy.

Pandemia koronawirusa otworzyła w relacjach pomiędzy USA a Niemcami kolejny rozdział. W połowie marca Trump zaprosił do Białego Domu szefa niemieckiej firmy pracującej nad szczepionką na COVID-19 CureVac i za plecami niemieckiego rządu zaoferował duże pieniądze w zamian za przeniesienie pionu pracującego nad remedium do Stanów Zjednoczonych. Transfer miał spowodować, że szczepionka będzie – jak informował wówczas „Die Welt” – wyłącznie na użytek amerykański. Te doniesienia potwierdził niemiecki rząd, który następnie zapobiegawczo wciągnął koncerny medyczne i farmaceutyczne na listę firm chronionych przed przejęciami. To oznacza, że Berlin będzie musiał wyrazić zgodę na nabycie przez obce podmioty powyżej 10 proc. udziałów w niemieckich przedsiębiorstwach produkujących na potrzeby systemu opieki zdrowotnej.

Potem bardzo poważnym zgrzytem był szczyt G7, który Trump chciał zorganizować z pompą w Waszyngtonie jako symbol końca pandemii, ale właśnie z powodu wirusa Merkel odmówiła przyjazdu. Do tego dochodzi wykup przez Berlin 23 proc. udziałów w pożądanej przez Trumpa firmie CureVac.

Decyzja o wycofaniu amerykańskich żołnierzy z Niemiec wyraźnie zaskoczyła urzędników amerykańskiego Departamentu Obrony, którzy dowiedziawszy się o niej z tekstu „Wall Street Journal”, nie potrafili jej skomentować. To by właśnie dowodziło, że szef Pentagonu Mark Esper jest marginalizowany w rządzie i narasta chaos między departamentem a Białym Domem. Pomysł amerykańskiego prezydenta spotkał się za to z reakcją w Niemczech. – Decyzja o możliwym wycofaniu wojsk amerykańskich z Niemiec na taką skalę powinna wcześniej zostać omówiona dwustronnie lub w NATO – oświadczył Henning Otte, poseł Bundestagu odpowiedzialny za obronność we frakcji CDU.

Wpływ na decyzję Donalda Trumpa miał najpewniej Richard Grenell, do niedawna ambasador USA w Berlinie, który przez kilka miesięcy w tym roku pełnił obowiązki dyrektora wywiadu narodowego. Ten republikański konsultant i dyplomata nie ukrywał publicznie swojej niechęci do rządu i decyzji Angeli Merkel. O ile zmniejszenie stałego kontyngentu nie wydaje się z perspektywy operacyjnej dla NATO aż tak wielkim problemem, o tyle ograniczenie górnego poziomu (level cap) jednoczesnego przebywania amerykańskich żołnierzy w Niemczech z 50 do 25 tys. znacznie utrudnia wykonywanie długoterminowych celów całego Sojuszu, m.in. osłabia tempo rotacji i mocno upośledza misje szkoleniowe.

Amerykańscy eksperci od obronności, z którymi w ostatnich tygodniach rozmawialiśmy, krytykują decyzję Trumpa. generał Ben Hodges, były głównodowodzący amerykańską armią w Europie, skrytykował na Twitterze decyzję Trumpa o redukcji kontyngentu i napisał że to „kolosalna pomyłka” oraz prezent dla Władimira Putina. Tymczasem kilka miesięcy temu Hodges w wywiadzie udzielonym DGP powiedział: „O Niemcach się dużo mówi i poświęca się im najwięcej uwagi, bo z kilku powodów odgrywają w NATO kluczową rolę. Ale ostentacyjne bicie Niemców w tej sprawie jest wysoce niewłaściwe. I w zasadzie przeciwskuteczne”.

Co ciekawe, oba społeczeństwa bardzo się różnią w postrzeganiu jakości wzajemnych relacji. Według badania sondażowni Pew Research z jesieni 2019 r. 75 proc. Amerykanów uważa, że stosunki między Niemcami a USA są w dobrej formie. To siedmiopunktowy wzrost w ciągu dwóch lat, czyli mniej więcej odkąd Trump zaczął realizować swoją politykę. Tymczasem tylko 34 proc. Niemców podziela zdanie Amerykanów, że relacje są w porządku i wszystko idzie w dobrą stronę.

Jednych i drugich dzieli natomiast spojrzenie na kwestie bezpieczeństwa, szczególnie stosunek do art. 5 Traktatu o Sojuszu Północnoatlantyckim, czyli odpowiedzialności – „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. W historii tej organizacji została ona wykorzystana tylko raz. Po zamachach z 11 września 2001 r. Wtedy NATO zorganizowało w Afganistanie misję ISAF (Międzynarodowa Siła Wsparcia Bezpieczeństwa).

Z sondażu Pew Research wynika, że 60 proc. Amerykanów popiera użycie amerykańskiego wojska w obronie państwa członkowskiego Sojuszu, gdyby zostało ono zaatakowane. Tymczasem 60 proc. Niemców nie chce, by Bundeswehra się w takie działania angażowała.

Napiętych relacji na linii Waszyngton – Berlin najpewniej nie poprawi odejście Merkel z Urzędu Kanclerskiego (chce odejść z polityki po wyborach parlamentarnych w 2021 r.). Zmienić będzie się musiał lokator Białego Domu. Jeśli pozostanie nim na drugą kadencję Trump, relacje niemiecko-amerykańskie, a wraz z nimi transatlantyckie, najprawdopodobniej dalej będą się pogarszać. Uwiąd sojuszu nie będzie dobry dla nikogo. Także dla tych, którzy teraz uważają, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.