W USA utrzymuje się segregacja na bogatsze osiedla zamieszkane przez białych i biedniejsze, gdzie upychane są mniejszości etniczne.
Eskalacja napięć rasowych w ostatnich tygodniach w Stanach Zjednoczonych, której tragicznym zwieńczeniem była sobotnia strzelanina w El Paso w Teksasie, to tylko kolejny epizod w historii segregacji. 55 lat temu w USA przyjęto ustawę o prawach obywatelskich, będącą kamieniem milowym w walce o równouprawnienie czarnoskórych. Dopiero 100 lat po zniesieniu niewolnictwa zakazano podziałów rasowych w szkołach, barach i pracy. Ale problem rasizmu nie zniknął.
Według rozmaitych danych czarnoskórzy wciąż pozostają w tyle za białymi pod względem zamożności, pozycji społecznej i wykształcenia. Od lat 50. stopa bezrobocia wśród nich jest mniej więcej dwa razy wyższa niż ten sam współczynnik w odniesieniu do białych. Czarnoskórzy na ogół mieszkają też w gorszych dzielnicach. Podział na osiedla białe i zamieszkane przez mniejszości etniczne utrzymuje się przede wszystkim za sprawą obowiązujących regulacji. W tym wypadku nie działają ustawy o sprawiedliwej gospodarce mieszkaniowej i wymierzone w dyskryminację wyroki sądów.
Reklama
W Stanach Zjednoczonych główną formą planowania przestrzennego jest tworzenie stref zagospodarowania. Pomysł jest starszy niż sama Ameryka. 250 lat temu tworzono je ze względów higienicznych, aby oddzielić ludzi chorych i uniemożliwić rozprzestrzenianie się epidemii. Pierwszy kompleksowy system podziału miasta na strefy został opracowany w 1916 r. w Nowym Jorku. Pierwotnym, niesegregacyjnym celem regulacji było oddzielenie przemysłu i handlu od budynków mieszkalnych. Od tego czasu strefy stały się coraz bardziej powszechne na terenie całych Stanów Zjednoczonych i zaczęły nabierać charakteru segregacji rasowej. Afroamerykanów upychano w dzielnicach biedniejszych, co szybko zaowocowało pojawieniem się etnicznych gett. W 1936 r. osiedla istniały już w 1300 miastach USA. Strefy i inne regulacje zagospodarowania przestrzennego usankcjonowano na masową skalę, wprowadzając The Housing Act w 1954 r. W 1968 r. i 1977 r. podjęto próby legislacyjnej desegregacji, ale do dziś proces ten jest daleki od zakończenia.
W praktyce sprowadza się to do tego, że mniejszości rasowe są faktycznie wykluczane z niektórych regionów poprzez regulacje służące utrzymaniu wysokiej ceny nieruchomości w typowo „białych” dzielnicach, szczególnie na przedmieściach. Obecnie takie segregowane osiedla można spotkać na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Z badań przeprowadzonych w 50 największych obszarach metropolitalnych w USA przez ośrodek badawczy The Brookings Institute w 2017 r. wynika, iż 91 proc. spośród nich posiadało strefy zagospodarowania przestrzennego utrwalające podziały rasowe.

Reklama
Dane socjoekonomiczne pokazują wręcz niezwykłe i wielowymiarowe upośledzenie czarnoskórych Amerykanów w stosunku do ich białych rodaków, szczególnie w zamieszkanych przez nich osiedlach. Mediana rocznego dochodu czarnego gospodarstwa domowego wynosi 38,6 tys. dolarów. Dla białych gospodarstw domowych – 63,2 tys. dolarów. Aż 20 proc. gospodarstw domowych tworzonych przez Afroamerykanów żyje poniżej granicy ubóstwa, tymczasem wśród białych gospodarstw domowych stopa ubóstwa wynosi tylko 6,4 proc., a więc jest ponad trzykrotnie niższa.
15 proc. czarnoskórych obywateli USA w wieku powyżej 25 lat nie ma skończonej szkoły średniej. Wydostanie się z etnicznego getta przez młodego człowieka jest prawie niemożliwe. Biali za to dwukrotnie częściej kończą wyższą uczelnię. W zarządzaniu, biznesie i nauce pracuje aż 42 proc. białych Amerykanów i tylko 29 proc. czarnych.
Także w innych obszarach życia Afroamerykanie upchnięci w etnicznych osiedlach są poszkodowani względem swoich białych współobywateli. W USA, nawet po reformie Obamacare, służba zdrowia opiera się na prywatnych ubezpieczeniach. 75 proc. białych posiada takie ubezpieczenie. Czarnych – tylko połowa. Wielu musi korzystać z publicznego ubezpieczenia dla osób ubogich, jednak do niego nie kwalifikują się wszyscy. W wyniku tego 10 proc. Afroamerykanów w ogóle nie posiada ubezpieczenia zdrowotnego – to dwa razy więcej niż wśród białych.