Stanowisko rządu jest jasne: Nie ma o czym mówić. Ale według ekspertów Bundestagu o pieniądze mogłaby się ubiegać Grecja. Polska już nie.
Opracowanie w tej sprawie przygotowała na zlecenie niemieckich posłów Służba Naukowa Bundestagu. Dokument zawiera zastrzeżenie, że nie jest ekspertyzą prawną, a raczej próbą podsumowania argumentów prawnych wysuwanych przez państwa domagające się reparacji i Niemcy. Z naszego punktu widzenia najważniejszy wniosek opracowania brzmi: sprawa reparacji nie jest raz na zawsze zamknięta. Warszawa co prawda o odszkodowaniach może zapomnieć, ale Ateny jeszcze mają jakąś szansę.
Eksperci niemieckiego parlamentu oczywiście przytaczają opinię swojego rządu, zgodnie z którą kwestia reparacji jest zamknięta raz na zawsze. Zgadzają się z argumentami wysuwanymi pod adresem Polski, zgodnie z którymi nam się one nie należą, ponieważ dwukrotnie się ich zrzekliśmy (w 1953 i 1970 r.; polski rząd jest zdania, że deklaracje te nie mają mocy prawnej, ponieważ były składane pod presją ZSRR). Inaczej jest w przypadku Grecji, która odszkodowań nigdy się nie zrzekła.
Reklama
Autorzy dokumentu teoretyzują, że w związku z tym możliwe byłoby zwrócenie się przez Ateny i Berlin z prośbą o stosowną opinię ze strony Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, czyli organu sądowego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Sędziowie musieliby wówczas pochylić się nad terra incognita prawa międzynarodowego, a więc na przykład nad pytaniem, czy kwestia reparacji ulega przedawnieniu, czy nie. Co ciekawe, wiceszef niemieckiego resortu spraw zagranicznych Niels Annen powiedział niedawno, że ani w Berlinie, ani w Atenach na razie nie jest planowany taki krok.
To nie pierwszy głos nad Szprewą mówiący, że sprawa odszkodowań za zniszczenia wojenne wywołane niemiecką agresją podczas II wojny światowej nie jest zamknięta. Podobnego zdania jest Karl Heinz Roth, historyk związany z bremeńską Fundacją Historii Społecznej XX wieku. Jego zdaniem najlepszą ścieżką działania dla krajów chcących domagać się reparacji byłoby działanie w grupie i np. zwołanie międzyrządowej konferencji w tej sprawie.

Reklama
„Niemiecki rząd najbardziej obawia się wspólnego postępowania mniejszych państw alianckich, czyli tych, które bezpośrednio ucierpiały pod niemiecką okupacją w Europie Wschodniej, Środkowej, Południowej itd. Istnieje nawet odpowiednie gremium – to Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. OECD ma komisję rozjemczą, która najwyraźniej nigdy jeszcze nie została zwołana. Miałoby to tę zaletę, że kraje, które nie są w UE, jak Białoruś czy Ukraina, mogłyby uczestniczyć w negocjacjach” – mówił historyk w wywiadzie dla „Deutsche Welle” w listopadzie ub.r.
Roth jest również zdania, że kwestia reparacji wcale nie jest taka zamknięta, jak chciałyby tego władze w Berlinie. A to dlatego że układ „dwa plus cztery” – czyli porozumienie z 1990 r. między RFN i NRD a Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi, Francją i ZSRR, na mocy którego mocarstwa zwycięskie w II wojnie światowej zgodziły się na zjednoczenie Niemiec – nie porusza w ogóle kwestii odszkodowań (a przynajmniej nie robi tego expressis verbis). Zdaniem Berlina jednak umowa ta zamyka wszystkie kwestie związane z wojenną kartą Niemiec, na co wskazuje nazwa „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”. Historyk uważa, że argumentacja ta jest błędna, ponieważ Grecja – ani tym bardziej była Jugosławia czy jej spadkobiercy, czy nawet Włochy albo Węgry – nie byli sygnatariuszami traktatu.
Sprawa greckich reparacji jest stosunkowo świeża. W kwietniu parlament zwrócił się do rządu z prośbą, aby zajął się tą kwestią – co jednak było widziane jako przedwyborcze zagranie pod publiczkę. Straty greckie w wyniku niemieckiej agresji wyceniono na 280 mld euro; nie wiadomo, czy rząd Kyriakosa Mitsotakisa będzie chciał ciągnąć tę sprawę (odszkodowań domagał się gabinet Aleksisa Tsiprasa).
W Polsce parlamentarny zespół pod przewodnictwem Arkadiusza Mularczyka z Prawa i Sprawiedliwości wycenił wojenne straty Polski na 850 mld euro. W połowie stycznia 2018 r. pełniący wówczas obowiązki szefa niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel zaproponował utworzenie polsko-niemieckiego zespołu ekspertów, który zbadałby tę sprawę. Zapis o jej powołaniu nie trafił jednak do zawartej parę tygodni później umowy koalicyjnej między chadekami a socjaldemokratami. Do dzisiaj w tej sprawie nic się nie zadziało.