Do urn jako pierwsi pójdą dzisiaj Brytyjczycy i Holendrzy. Polskie lokale wyborcze zamkną się w niedzielę jako jedne z ostatnich
Chadecy i socjaliści po raz pierwszy od 40 lat nie będą mieć większości w PE / DGP
Rozpoczynające się dzisiaj wybory do europarlamentu pod jednym względem znacząco różnią się od dotychczasowych – podczas gdy przez lata Europejczycy wykazywali umiarkowane zainteresowanie, w tym roku wreszcie elekcja doczekała się rozgłosu. Wszystko za sprawą eurosceptyków, których historyczny sukces prognozowany jest od miesięcy.
Brytyjczycy oddający dzisiaj głos jako jedni z pierwszych mają masowo poprzeć Partię Brexitu Nigela Farage’a. Według wyborczych prognoz nowe ugrupowanie jednego z najbardziej znanych eurosceptyków może zgarnąć nawet jedną trzecią głosów. Do historycznej porażki szykują się z kolei toryści, których rząd i większość parlamentarna w powszechnej ocenie nieudolnie załatwiały rozwód z Unią Europejską. Sukces Farage’a pozornie może sugerować, że eurosceptycy na Wyspach rosną w siłę. Sumując mandaty dla ugrupowań prounijnych i eurosceptycznych, wychodzi jednak na to, że walka jest bardzo wyrównana. Wtorkowy sondaż dawał partiom prounijnym jeden mandat więcej niż eurosceptycznym (37 do 36). To znacząca różnica w porównaniu z sytuacją sprzed pięciu lat, gdy eurosceptycy wyraźnie triumfowali, zdobywając 45 spośród 73 mandatów.
Wybory na Wyspach będą miały jednak umiarkowane znaczenie dla przyszłości europarlamentu i europejskiej sceny politycznej, ponieważ Brytyjczycy mają niebawem, choć z dużym opóźnieniem, wyjść ze Wspólnoty. Wówczas ich miejsca zajmą wyłonieni już w tych wyborach kandydaci, którzy do momentu brexitu spoczną w unijnej poczekalni. Polska w spadku po Brytyjczykach dostanie jedno miejsce więcej w europarlamencie. Dodatkowy 52. mandat przypadnie temu kandydatowi, który dostanie w niedzielę najmniej głosów. Ale nie wszystkie 73 miejsca zajmowane dzisiaj przez Brytyjczyków w izbie w Strasburgu zostaną po brexicie zapełnione. Decydenci w Brukseli rozstrzygnęli, że po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej europarlament zostanie odchudzony – liczba europosłów zmniejszy się z 751 do 705.
Podczas gdy jeszcze pięć lat temu postrachem euroentuzjastów był Geert Wilders i jego antymigracyjna Partia Wolności, dzisiaj na holenderskiej scenie politycznej triumfy odnosi Forum dla Demokracji założone przez eurosceptyka Thierry’ego Baudeta. Co więcej, jego pozycja jest o wiele silniejsza niż Wildersa kiedykolwiek, bo ugrupowanie Baudeta dzisiejsze wybory do europarlamentu może po prostu wygrać. Partia ta po wyborach zapowiada akces do Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), europejskiej rodziny politycznej PiS. Baudet to jeden z ostatnich eurosceptycznych polityków w Europie, którzy otwarcie zapowiadają wyprowadzenie swojego kraju ze Wspólnoty. Wiodący prym w buncie przeciwko Brukseli Matteo Salvini, Marine Le Pen czy Viktor Orban obecnie stronią od takich haseł, chcąc „zmieniać Unię od środka”. To pokłosie brexitu, który skutecznie zniechęcił Europejczyków w pozostałych państwach do wyprowadzania się poza Wspólnotę.
Dzisiaj sondaże pokazują, że sukces ugrupowań eurosceptycznych będzie mniejszy, niż jeszcze kilka miesięcy temu przypuszczano. Zwiększą one swój stan posiadania o nie więcej niż 50 mandatów. Ich sukces oraz rosnące notowania liberałów i zielonych będzie jednak oznaczać spore straty dla chadeków i socjalistów, którzy łącznie będą musieli oddać blisko 90 mandatów – ich łączna liczba miejsc w izbie może zmniejszyć się z 412 do 325. W ten sposób po raz pierwszy od 40 lat te dwie frakcje nie będą miały większości w europarlamencie, przez co zostaną zmuszone do szukania trzeciego koalicjanta.
Siły eurosceptyczne mogą zyskać na znaczeniu, ale pod warunkiem że same będą w stanie się porozumieć. Baudetowi – jak mówił na zakończenie kampanii europejskiej w Holandii – marzy się wspólny front, który zwinie Unię Europejską. Wszystko wskazuje jednak na to, że siły na prawo od unijnego centrum mogą mieć poważny problem w zwarciu szeregów. Salvini zamiast szukać porozumienia z EKR, na razie podbiera ugrupowaniu sojuszników. Należące do rodziny politycznej PiS Duńska Partia Ludowa oraz Partia Finów zapowiedziały już akces do nowej frakcji budowanej przez Włocha pod nazwą Sojusz Ludzi i Narodów, do której dołączy też francuskie Zjednoczenie Narodowe Le Pen. Nie wiadomo też, czy i z którym ugrupowaniem zdecyduje się współpracować węgierski premier i lider Fideszu Viktor Orban. Na razie pozostaje on członkiem chadeków, ale jest zawieszony w prawach za m.in. kampanie dezinformacyjne na Węgrzech. Trzecią siłą na prawo od centrum jest Farage i jego sojusznik Ruch 5 Gwiazd, oba ugrupowania zapowiadają również budowę nowej frakcji po wyborach, ale do tego będą potrzebować co najmniej 25 europosłów pochodzących z siedmiu krajów członkowskich. Akces do tej partii zapowiada Kukiz’15.
Wybory do europarlamentu w większości spośród 28 państw członkowskich, w tym w Polsce, odbędą się w niedzielę. Jutro do urn pójdą Irlandczycy i Czesi. W sobotę głos oddadzą Łotysze, Maltańczycy i Słowacy. Jako ostatni głosować będą mogli Finowie, lokale wyborcze zamkną się w ich kraju w niedzielę o godz. 22. Wtedy zakończą się wybory europejskie, a rozpocznie gra o unijne stołki.