Reklama

Ton na konferencji prasowej podsumowującej dwudniowe rozmowy szefów państw i rządów był bardziej pozytywny niż po szczycie we wrześniu w Salzburgu, choć zarówno w Austrii, jak i teraz w Brukseli wyniki są podobne.

"Musimy jasno powiedzieć. Na ten moment nie ma wystarczającego postępu - mówił Tusk. - Wczoraj po wysłuchaniu oceny stanu negocjacji przez premier May, UE27 potwierdziła, że chcemy kontynuować rozmowy w pozytywnym duchu".

Unijni przywódcy kolejny raz potwierdzili pełne zaufanie dla głównego negocjatora ze strony KE Michaela Barniera i poprosili go o kontynuowanie wysiłków, by osiągnąć porozumienie. "Jestem gotowy do zwołania Rady Europejskiej ws. Brexitu, jeśli unijny negocjator zaraportuje, że osiągnięto decyzyjny postęp" - zadeklarował Tusk.

Jak relacjonował, przywódcy 27 krajów UE po wysłuchaniu w środę wieczorem premier Theresy May nie rozmawiali o kwestii wydłużenia fazy przejściowej dla Wielkiej Brytanii. Przypominał, że to May podczas swojego wystąpienia we Florencji we wrześniu 2017 r. zaproponowała około dwuletni okres przejściowy. "Dlatego, jeśli Wielka Brytania zdecyduje, że przedłużenie okresu przejściowego będzie pomocne w osiągnięciu porozumienia, jestem przekonany, że liderzy będą gotowi do rozważenia tego w pozytywny sposób" - zadeklarował.

W praktyce faza przejściowa ma pozwolić opóźnić wszystkie negatywne konsekwencje Brexitu o kolejne 21 miesięcy. Jej wydłużenie dałoby więcej czasu na wynegocjowanie porozumienia ws. przyszłych relacji, które mogłyby zapewnić, że nie wróci "twarda granica" między Irlandią a Irlandią Północną.

Szef KE Jean-Claude Juncker ocenił, że prawdopodobnie dojdzie do przedłużenia okresu przejściowego. "To dobry pomysł (...). To daje nam przestrzeń do przygotowania przyszłych relacji w najlepszy sposób. Jestem przekonany, że pod przywództwem Donalda znajdziemy porozumienie z Wielką Brytanią" - przekonywał Juncker. Ostrzegł, że jego brak byłby niebezpieczny zarówno dla Unii Europejskiej, jak i Wielkiej Brytanii.

Tusk mówił, że ma poczucie, że nastrój jest dużo lepszy niż po Salzburgu i obie strony są bliżej kompromisu. "Może to jest bardziej emocjonalne wrażenie niż racjonalne, ale - jak wiecie - emocje mają znaczenie również w polityce" - dodał. Po wrześniowym szczycie w Austrii brytyjskie media pisały o upokorzeniu May, a Tusk był oskarżany o nieokazywanie należnego szacunku dla jednego z krajów członkowskich. Tym razem starano się uniknąć błędów, które mogłyby doprowadzić do pogorszenia atmosfery.

Tusk mówił też o prawach Polaków mieszkających na Wyspach. W rozmowie z polskimi dziennikarzami przekonywał, że niezależnie od końcowego efektu negocjacji w sprawie Brexitu, interesy naszych rodaków mieszkających dziś w Wielkiej Brytanii nie są zagrożone. Oskarżał przy tym rządzących w Polsce, że prowadzą negatywną propagandę w tej sprawie.

"Bądźmy uczciwi. Nikt nikomu łaski nie robi. Setki tysięcy Brytyjczyków mieszka na kontynencie i też będzie chciało mieć zabezpieczone swoje interesy. Będzie tutaj, moim zdaniem, pewna równoległość działań" - oświadczył Tusk.

Rozmowy w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE trwają od maja 2017 roku. Bruksela chce je zakończyć jak najwcześniej, by mieć czas na zaakceptowanie porozumienia przez Parlament Europejski i Radę UE. Musi to nastąpić przed Brexitem, który nastąpi 29 marca 2019 roku.