Zgodnie z prawem każdy rodzic może wystąpić dla swojego dziecka o nauczanie domowe. Dzieci uczące się w tej formule są formalnie przypisane do konkretnej szkoły, jednak lekcje z nimi prowadzą sami rodzice. Szkoła odpowiada za poziom tego nauczania, organizując uczniom egzaminy. To one są podstawą wystawienia ocen i promocji do następnej klasy. Szkoła może też organizować zajęcia dodatkowe dla uczniów edukacji domowej. Samorządy otrzymywały na każdego ucznia w edukacji domowej taką samą kwotę z subwencji oświatowej jak na ucznia chodzącego codziennie do szkoły.

Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami uczniowie pobierający naukę w domu mogą być przypisani tylko do szkoły w województwie, w którym mieszkają. Z kolei opinia potrzebna do uzyskania zgody na taką edukację może być wydana tylko przez publiczną poradnię psychologiczno-pedagogiczną. Wcześniej nie było takich wymagań.

Podczas posiedzenia Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży przedstawiciele MEN przedstawiali posłom informację o edukacji domowej z uwzględnieniem ostatnich zmian ustawowych. Katarzyna Koszewska z Departamentu Kształcenia Ogólnego, odpowiadając na pytanie posłanki Kingi Gajewskiej (PO), dlaczego potrzebne jest orzeczenie wyłącznie z publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej, odpowiedziała, że nie wszystkie niepubliczne poradnie pracowały w systemie oświaty. "Część z nich była poza systemem oświaty, poza nadzorem kuratora. W związku z powyższym nie obowiązywały ich te przepisy, które dotyczą merytorycznego zakresu opinii poradni psychologiczno-pedagogicznych" - powiedziała.

Reklama

Koszewska odniosła się również do propozycji Mariusza Dzieciątko ze Stowarzyszenia Edukacji w Rodzinie. Podczas dyskusji powiedział on, że do Stowarzyszenia dociera coraz więcej sygnałów dotyczące problemów ze współpracą rodziców z poradniami publicznymi. Jak mówił, często poradnie nie wiedzą, czym jest edukacja domowa i jak ma wyglądać wymagane orzeczenie. Dlatego zaproponował stworzenie informatora dla poradni, dopóki nie dojdzie do nowelizacji ustawy, żeby nie dochodziło do nieporozumień przy opiniowaniu dzieci pobierających edukację domową. Zadeklarował również, że Stowarzyszenie może przygotować taki informator wspólnie z MEN.

"Ja przekażę tą państwa inicjatywę do Departamentu Wychowania i Kształcenia Integracyjnego" - zapowiedziała Koszewska.

Renata Karnas, naczelnik Departamentu Strategii i Współpracy Międzynarodowej, odniosła się do poruszanej przez Urszuli Augustyn (PO) sprawy obniżenia finansowania nauczania domowego. Od 1 stycznia 2016 roku, zgodnie z nowym rozporządzeniem o podziale subwencji oświatowej, w algorytmie pojawił się nowy mnożnik dotyczący takiej edukacji. W rezultacie samorządy dostają o około 40 proc. mniej niż dotychczas na każdego ucznia w edukacji domowej. Karnas wyjaśniła, że zasadność obniżenia tej subwencji "wynikała ze znacznie niższych kosztów kształcenia uczniów w edukacji domowej". Jak podała, w trakcie prac nad rozporządzeniem w sprawie podziału subwencji oświatowej na rok 2016 porównywano koszty, jakie ponoszą szkoły na ucznia uczęszczającego do nich i ucznia w edukacji domowej. Powiedziała, że w przypadku tego pierwszego koszty wynikają z realizacji ramowych podstaw programowych, funkcjonowania szkoły i obsługi administracji. Natomiast w przypadku drugiego szkoły mają obowiązek zapewnić ewentualne dodatkowe zajęcia i egzaminy klasyfikacyjne

"Należy też powiedzieć, że w momencie prac nad rozporządzeniem zmiany dokonane w finansowaniu nie miały przesłanek oszczędnościowych, dlatego że uczniowie w edukacji domowej stanowią około 0,2 proc. wszystkich uczniów, więc poziom środków przeznaczanych na nich jest niewielki" - powiedziała Karnas.(PAP)

autor: Paweł Dembowski