"Marsz, przejaw nietolerancji, odbył się niespełna miesiąc po tym, jak cały świat oddał hołd ofiarom Holokaustu. W chwili gdy Bułgaria przewodniczy w Radzie UE, ludzie różnych narodowości (w pochodzie uczestniczyli m.in. przedstawiciele neofaszystowskich organizacji Niemiec, Grecji, Węgier – PAP) zebrali się w Sofii, by demonstrować nienawiść i nietolerancyjność. Powinno to stać się dla nas - jako społeczeństwa i Europejczyków, którzy nie zapomnieli cierpień spowodowanych przez II wojny światową - przestrogą, że nie wystarczy tylko przypominanie tragicznych wydarzeń. Każdy akt nienawiści i wysławienia antysemickiej i nazistowskiej ideologii jest absolutnie nie do przyjęcia" – czytamy w dokumencie.

MSZ podkreśliło, że nietolerancja i użycie mowy nienawiści są próbą zachwiania demokratycznych wartości, których Bułgarzy bronią jako naród i społeczeństwo. W oświadczeniu wyrażono ponadto wdzięczność Światowemu Kongresowi Żydów i organizacji bułgarskich Żydów Szalom za wysiłki na rzecz zwiększenia świadomości w społeczeństwie na ten temat, a także za apele do walki z przyczynami antysemityzmu i mowy nienawiści.

Jednocześnie w niedzielnym wywiadzie radiowym wiceminister spraw zagranicznych Georg Georgiew podkreślił, że od przyszłego roku należy podjąć bardziej zdecydowane kroki i zakazać takich marszów. Choć władze miasta wydają zakazy, organizatorom udaje się uzyskać pozwolenia w sądzie. Sobotni marsz również był zakazany przez mer Sofii Jordankę Fandykową, lecz po skardze organizatorów sąd wydał na niego zezwolenie.

Reklama

Nacjonaliści bułgarscy od 18 lat organizują pochody z pochodniami w rocznicę zabójstwa Łukowa przez komunistyczną bojówkę w 1943 r. Generał Łukow, założyciel tzw. Legionów - organizacji młodzieżowej utworzonej na wzór hitlerowski - był jednocześnie bohaterem pierwszej wojny światowej.

Pochodowi sprzeciwiają się Izrael i USA, Światowy Kongres Żydów oraz żydowska społeczność w Bułgarii.

Ewgenia Manołowa (PAP)