Kijów uporządkował status prawny niekontrolowanych terenów na wschodzie kraju. W przyjętej właśnie uchwale mówi się wprost o okupacji.
Reklama
Po burzliwej dyskusji ukraiński parlament uchwalił ustawę o dezokupacji Zagłębia Donieckiego. Przepisy przyjęte przy jedynie 36 głosach sprzeciwu określają sytuację w niekontrolowanych częściach Donbasu mianem okupacji. W preambule zapisano, że agresja rozpoczęła się od „nieogłoszonych i ukrytych wtargnięć pododdziałów sił zbrojnych i innych struktur wojskowych Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy, a także organizowanie i wsparcie działalności terrorystycznej”.
Nie będą uznawane przez Kijów dokumenty wydawane przez władze samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, poza świadectwami narodzin i zgonu. W ten sposób potwierdzono niezgodność z prawem zmian struktury własności na tych obszarach. Czyli np. nacjonalizacji kopalń antracytu, o czym pisaliśmy w kontekście jego eksportu do Polski.
„Odpowiedzialność za szkody moralne i materialne poniesione przez państwo ukraińskie, organy władzy państwowej i samorządowej, osoby fizyczne i prawne ponosi Federacja Rosyjska” – czytamy. Jak pisze „Ukrajinśka prawda”, przepisy zmieniły też oficjalną nazwę akcji zbrojnej z „operacji antyterrorystycznej” na „działania co do zabezpieczenia bezpieczeństwa narodowego i obrony, odsieczy i powstrzymania zbrojnej agresji”. Z ostatecznej wersji usunięto nawiązania do porozumień mińskich, które w 2015 r. przyniosły kruchy rozejm.
Dyskusja nad ustawą była ostra; podczas pierwszego czytania w październiku 2017 r. w parlamencie odpalono świece dymne. W sumie zgłoszono 673 poprawki. Prozachodniej opozycji nie podobało się, że poza odwołaniami do międzynarodowego prawa wojennego w tekście ustawy nie pada słowo wojna. – Taki termin nie istnieje w prawie. Gdybyśmy chcieli napisać prawo językiem potocznym, pewnie użylibyśmy słowa „wojna”, a nie „agresja”, „interwencja”, „okupacja” – odpierał zarzuty w Radiu Swoboda poseł Ołeksandr Bryhyneć.
Opozycji nie podobało się też, że ustawa nie podaje daty rozpoczęcia agresji, co uniemożliwia określenie momentu, od którego państwo przestaje uznawać dokumenty wydawane przez separatystów. Nie przyjęto radykalnych poprawek przewidujących zakaz handlu z Rosją czy zerwanie z nią stosunków dyplomatycznych. Mimo to opozycja poparła projekt. – Ustawa niesie ze sobą ryzyko. Ale najważniejsze, że Rosja została uznana za okupanta – mówiła Oksana Syrojid z Samopomocy.
Decyzja nie spodobała się po drugiej stronie frontu. – Te przepisy nie pogorszą relacji Rosji i Ukrainy, bo już bardziej się nie da – komentował w rozmowie z RT rosyjski senator Siergiej Cekow. – Ukraina pokazała, że nie chce pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu – dodawał przywódca DRL Ołeksandr Zacharczenko.