Nie jestem systematycznym czytelnikiem komentarzy pod tekstami w internecie, nawet własnymi. Zdziwiłem się jednak, że pod moją, jak najbardziej przewidywalną przecież, opinią na temat słów Ryszarda Czarneckiego o Róży Thun pojawiło się sporo komentarzy – a jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że były one krytyczne. Wobec mnie – że za mało mu dowaliłem.
Nie broniono w nich eurodeputowanego PiS, który „miał odwagę przeciwstawiać się Niemcom”, a którego szkaluje polskojęzyczny dziennikarz. Takie postawienie sprawy nie zaskoczyłoby mnie, bo podobne argumenty są częste. Krytyka dotyczyła czego innego: co prawda napisałem o zachowaniu polityka, że ohydne, a o jego słowach, że były obrzydliwe, aliści tego typu ciepłe, serdeczne określenia to o wiele za mało. O wiele! Jak zatem powinienem napisać? No, co najmniej... można się domyślić. W każdym razie sugerowanie, że p. Ryszard to też człowiek, potraktowano jako objaw moralnego upadku Wróbla.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.