Oburzające jest złożenie kolejnego donosu na Polskę - powiedział PAP europoseł Jacek Saryusz-Wolski, odnosząc się do debaty w PE i przyjętej rezolucji ws. Polski. Coraz więcej krajów zaczyna sobie zdawać sprawę, że instytucje UE nie mają kompetencji, żeby wnikać w wewnętrzne spory krajów członkowskich - dodał.
Reklama



PAP poprosiła europosła o ocenę środowej debaty w PE. PE przyjął w środę rezolucję, wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności i praw podstawowych, zapisanych w traktatach. Głosowanie poprzedziła debata.

"Po pierwsze, była to debata przy pustej sali, było bardzo nikłe zainteresowanie. Nawet renomowany, ale Polsce nieprzychylny, zawsze podchwytujący wszystkie tematy Politico nie odnotował tej debaty. 8 procent osób obecnych. Natomiast w tym małym gronie była to debata kłótliwa. Komisarz Timmermans powtórzył swoją mantrę i oskarżenia wobec Polski; totalna opozycja powtórzyła jeszcze wzbogacone oskarżenia pod adresem Polski - też nic nowego, poza tym, że to oburzające - złożenie kolejnego donosu na Polskę" - powiedział europoseł.

Wyraził przekonanie, że "dobiega kresu zainteresowanie Polską wywołane przez polską opozycję".

Reklama

Jak dodał rezolucją zajmie się Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych w PE, która ma przygotować raport.

"Ja to nazywam wsadzeniem na żółwia, czyli wydłużeniem procedury. Raport może doprowadzić do konkluzji. Aby wytoczyć art. 7, musi to przegłosować plenarka. Mając na uwadze to, że w Parlamencie Europejskim wielkie frakcje powtarzają w zasadzie słowo w słowo argumenty polskiej opozycji totalnej, zagłosują za tym, co może skończyć się ścianą - tzn. art. 7" - powiedział.

"Komisja i Parlament Europejski przegra, o czym wszyscy wiedzą, więc powiedziałbym - kończ waść i wstydu oszczędź. To już na nikim wrażenia nie robi i już nawet nikt nie chce słuchać po raz kolejny tych samych bredni. Natomiast, no, przykre, że tak się dzieje i przykre, że mimo wszystko szkodzące Polsce sygnały, bo przecież one są powtarzane przez media, nadal idą w świat" - dodał Saryusz-Wolski.

"Komisja LIBE będzie procedowała, więc jeżeli tam mają większość, a mają - socjaliści, zieloni i liberałowie, więc to może coś urodzić. Natomiast oczywiście, to jest skazane na nieskuteczność; skazane na porażkę, ponieważ taki wniosek w Radzie nie ma żadnych szans, ponieważ będzie weto i to nie tylko węgierskie; będzie więcej wet, dlatego, bo coraz więcej krajów zaczyna sobie zdawać z tego sprawę, że instytucje europejskie nie mają kompetencji, żeby wnikać w wewnętrzne spory krajów członkowskich" - powiedział.

Saryusz-Wolski uznał za znamienne słowa prezydencji estońskiej. "Konkludując bardzo ostrożnie, z wielkim dystansem tę debatę - powiedziała, że UE powstała i jest po to, żeby rozstrzygać dysputy, spory, między państwami UE, a nie wewnątrz. To się przeradza w groteskowe sytuacje, kiedy wielkie frakcje powtarzają właśnie jak za panią matką, prawdę czy nieprawdę głoszoną przez akurat ich członków z danej frakcji i potem debata, do której kompetentny jest parlament polski, estoński czy maltański, przenosi się tutaj. To kompletne pomylenie pojęć, błędne informacje, błędne diagnozy i błędne uogólnienia" - powiedział.

"Ja bym to odczytał w ten sposób, że prezydencja estońska się zdystansowała wobec tej debaty. Wczoraj mieliśmy debatę na temat Malty, gdzie są prawdziwe naruszenia rządów prawa i systemowa korupcja, gdzie z kolei KE i sam pan Timmermans milczy, ponieważ jest to jego rodzina polityczna, socjalistyczna, więc jeżeli przekształcimy instytucje europejskie, tak jak Parlament, w forum kłótni między różnymi odłamami politycznymi, to jest to wielka szkoda dla UE, bo ona ma zajmować się tym, co jest jej kompetencją, a nie to, co nie jest jej kompetencją i w czym nie ma podstaw, żeby się wypowiadać" - podkreślił.