Zawieszenie samorządności regionu przez premiera Hiszpanii Mariano Rajoya nie jest pierwszym takim przypadkiem w dziejach tego regionu.
DGP
Całe ostatnie 300 lat to nieustanne zmaganie się Katalończyków o jak największy zakres niezależności od władz centralnych, które co jakiś czas odbierają im autonomię.
Reklama
Historia burzliwych relacji między Madrytem i Barceloną zaczyna się w 1469 r. Małżeństwo Izabeli Kastylijskiej z Ferdynandem Aragońskim umożliwiło zjednoczenie dwóch największych państw hiszpańskich (Katalonia wchodziła w skład Aragonii), co stało się fundamentem kraju, jaki dziś znamy. Ślub nie doprowadził jednak do unifikacji – wszystkie organizmy państwowe zachowały odrębność wraz z dużym stopniem autonomii. Zmieniło się to dopiero w efekcie hiszpańskiej wojny sukcesyjnej na początku XVIII w., rozstrzygającej o tym, czy na tronie zasiądą francuscy Burbonowie, czy austriaccy Habsburgowie.

Reklama
Było to też starcie odmiennych wizji państwa. Wygrali Burbonowie, którzy rozpoczęli centralizację kraju na wzór francuski. W 1716 r. Filip V wydał dekrety de Nueva Planta, które znosiły katalońską autonomię, likwidowały regionalne władze i zastępowały język kataloński kastylijskim. Ponad sto lat później elementem tej centralizacji był podział kraju na 49 prowincji, które miały osłabić dotychczasową tożsamość regionalną (to było wzorowane na francuskich departamentach, które też miały taki cel). W odróżnieniu od Francji, gdzie języki regionalne używane były na terenach wiejskich i najmniej rozwiniętych, w Hiszpanii dwa najważniejsze z nich – baskijski i kataloński – funkcjonowały w regionach najbardziej rozwiniętych i najbogatszych, na dodatek mających silne poczucie własnej odrębności. O ile we Francji zmiany prowadziły do unifikacji i tworzenia się jednolitej francuskiej tożsamości, w Hiszpanii zachodził proces dokładnie odwrotny, czego efektem był rozwój pod koniec XIX w. nacjonalizmów katalońskiego, baskijskiego i w mniejszym stopniu galicyjskiego.
Na fali tych nastrojów w styczniu 1919 r. utworzona kilka lat wcześniej Wspólnota Katalońska (mające bardzo ograniczone kompetencje zgromadzenie radnych) przyjęła projekt statutu autonomicznego Katalonii. Projekt zaaprobowano w referendum i został wysłany do zaakceptowania przez rząd w Madrycie, ale jako że sytuacja polityczna w Hiszpanii była burzliwa, ostatecznie nie wszedł w życie. Nieco więcej osiągnęli Katalończycy za drugim podejściem – statut z 1932 r. definiował Katalonię jako autonomiczne państwo w ramach Republiki Hiszpańskiej, umożliwiał utworzenie katalońskiego parlamentu i systemu sądowniczego oraz przyznawał rządowi w Barcelonie spory zakres kompetencji, np. w zakresie edukacji i służby zdrowia. Ten statut wszedł w życie, ale został zawieszony już w 1934 r. po tym, jak szef Generalitat de Catalunya, katalońskich władz, Lluís Companys proklamował państwo katalońskie. Później wprawdzie został jeszcze przywrócony, ale zwycięstwo sił gen. Francisco Franco w hiszpańskiej wojnie domowej na prawie 40 lat zamknęło dyskusję o jakiejkolwiek autonomii Katalończyków.
Franco uważał regionalizmy za jedno z głównych zagrożeń dla Hiszpanii, więc z powrotem wprowadził politykę centralizacji i unifikacji kulturowej, a oczywiście jedyną obowiązującą kulturą hiszpańską była kastylijska. Używanie języków regionalnych było zakazane, wszystkie symbole katalońskiego czy baskijskiego nacjonalizmu usuwane, zmieniano nazwy ulic i miejscowości.
Śmierć Franco w 1975 r. dała nadzieję na przywrócenie autonomii regionom. Twórcom konstytucji z 1978 r. – która obowiązuje do dziś – udało się wypracować balans między tendencjami centralistycznymi a odśrodkowymi – w jej art. 2 jest mowa o „nierozerwalnej jedności hiszpańskiego narodu”, ale też o prawie wszystkich narodowości ją zamieszkujących i regionów do samorządności oraz o solidarności między nimi. Konstytucja wiele kwestii pozostawiła otwartych – nie definiuje, czym są narodowości, nie określa, jakie kompetencje miałyby zostać scedowane na władze autonomiczne, i mówi jedynie o prawie do samorządności. Zdefiniowano natomiast dwie ścieżki do jej osiągnięcia – szybką, zarezerwowaną tylko dla trzech „historycznych narodowości”, czyli Katalończyków, Basków i Galicyjczyków, oraz wolną, dla pozostałych regionów, jeśli by chciały autonomii.
Katalończycy skorzystali z szybkiej ścieżki i już w 1979 r. wszedł w życie nowy statut autonomiczny. Przywraca on autonomiczne władze Generalitat de Catalunya, w skład których wchodzą parlament, prezydent i rząd. Do ich wyłącznych kompetencji zaliczono kulturę, ochronę środowiska, komunikację, transport, handel, bezpieczeństwo publiczne i nadzór nad władzami lokalnymi. W kwestii ochrony zdrowia, edukacji i sądownictwa kompetencje były podzielone między władze w Barcelonie a rząd centralny. Wreszcie stworzono katalońską policję, Mossos d’Esquadra, która przejęła większość zadań od policji hiszpańskiej i Guardii Civil.
Z czasem podobne statuty uzyskało wszystkie 17 regionów, a Hiszpania z jednego z najmocniej scentralizowanych państw przekształciła się w jedno z najbardziej zdecentralizowanych. Wystarczy powiedzieć, że to władze regionalne zatrudniają ponad połowę pracowników strefy budżetowej i dysponują największą częścią wydatków publicznych.
W 2006 r. kataloński parlament – idąc śladem baskijskiego – znowelizował statut, przyznając rządowi w Barcelonie kompetencje w zakresie ochrony zdrowia i edukacji, częściowo wymiaru sprawiedliwości, a także zwiększający autonomię finansową. Największą kontrowersją był jednak zapis w preambule mówiący o tym, że Katalończycy są narodem (a nie narodowością, jak dotychczas). W 2010 r. kilka zapisów – dotyczących głównie polityki językowej, wymiaru sprawiedliwości i spraw fiskalnych – zostało zakwestionowanych i zmienionych przez hiszpański trybunał konstytucyjny. Sędziowie orzekli też, iż słowo „naród” w preambule nie ma wiążącej mocy prawnej. Ingerencja trybunału w statut była pierwszym punktem zwrotnym, w którym Katalończycy zaczęli poważnie rozważać pomysł oderwania się od Hiszpanii. Zwłaszcza że zbiegło się to z kryzysem gospodarczym i pojawił się argument finansowy – Katalonia jest obok regionu madryckiego największym płatnikiem netto do hiszpańskiego budżetu (co roku wpłaca do niego o 10–15 mld euro więcej, niż dostaje z powrotem).
Pierwsze referendum – w 2014 r. – się nie udało. Po tym, jak trybunał konstytucyjny zakazał jego przeprowadzenia, katalońskie władze się ugięły i nazwały je niewiążącymi konsultacjami społecznymi. Za niepodległością opowiedziało się ponad 80 proc. głosujących, ale przy niskiej frekwencji. Teraz Barcelona okazała się bardziej zdeterminowana i przeprowadziła referendum wbrew zakazowi. Na razie jego efektem jest zawieszenie statutu, co oznacza, że Katalonia wraca do stanu prawnego sprzed 1979 r., ale użycie siły przez hiszpańskie siły bezpieczeństwa, aby zapobiec głosowaniu, aresztowania działaczy proniepodległościowych i zawieszenie statutu raczej tylko wzmocnią wśród Katalończyków determinację do secesji, niż ją osłabią. I jest bardziej prawdopodobne niż kiedykolwiek to, że Katalonia wróci do stanu prawnego sprzed 1137 r., kiedy na skutek innego małżeństwa dynastycznego weszła ona w unię z Aragonią.