W rozgrywce z mocarstwami o Górny Śląsk jedynie determinacja Ślązaków dawała Polsce nadzieję na sukces. W zamian Rzeczpospolita zaoferowała im tyle wolności i samorządności, że Niemcy nie byli w stanie tego przebić.
Doszukiwanie się obcości i zupełny brak zaufania. Tak w krótkich słowach można podsumować medialne reakcje wobec mieszkańców Górnego Śląska po tym, jak o niepodległość zaczęła się upominać... Katalonia. Wystarczyło, że o swym istnieniu przypomniał RAŚ. W oświadczeniu Ruchu Autonomii Śląska, popierającym katalońskich separatystów, postuluje on, by Unia Europejska wypracowała: „zasady i procedury rozwiązywania podobnych konfliktów”, a polski rząd: „twardo stanął w obronie zasad demokracji”. Aktywność RAŚ wzbudziła taki niepokój, jakby Ślązacy gremialnie domagali się niepodległości. A przecież w ostatnich wyborach samorządowych organizacja otrzymała tylko 97 tys. głosów i w swym mateczniku została wyprzedzona nawet przez SLD. Marginalność RAŚ oraz jego postulatów wcale nie umniejsza współczesnych lęków. Budują je media oraz powszechna świadomość kulturowej, a także językowej odrębności rdzennych Górnoślązaków. Przez to zatarciu ulegała pamięć o rzeczach najistotniejszych. Przecież są to ziemie, które nie zostały siłą przyłączone do Rzeczpospolitej. Wręcz przeciwnie, u progu niepodległości ich mieszkańcy wykazali się ogromną determinacją, by wbrew państwu niemieckiemu, wspieranemu przez Wielką Brytanię, zostać obywatelami II RP. Autonomia stanowiła jedynie narzędzie służące mobilizowaniu ich do oporu, dając nadzieję na dużo lepszą przyszłość. Dziś, jeśli państwowe władze serio zajmą się zwalczaniem urojonego śląskiego separatyzmu, mogą w końcu go wykreować, wraz z wiarygodnymi liderami. Inicjując samosprawdzającą się przepowiednię, na którą najlepszą receptą jest szacunek i zaufanie.
W Ślązakach nadzieja