Autopromocja

Wygoda: Przyłębskiemu nie udowodniono kłamstwa lustracyjnego

11 września 2017

Aby uznać, że Andrzej Przyłębski popełnił kłamstwo lustracyjne, nie wystarczy samo podpisane przez niego zobowiązanie współpracy ze służbami, trzeba dowieść, że rzeczywiście dostarczał informacji - mówi PAP były szef pionu lustracyjnego IPN Jacek Wygoda.

W sierpniu IPN zdecydował, że nie skieruje do sądu sprawy oświadczenia lustracyjnego ambasadora Polski w Berlinie Andrzeja Przyłębskiego, tym samym oczyszczając go z zarzutu kłamstwa lustracyjnego. Przyłębski podpisał zobowiązanie do współpracy, ale Instytut uznał, że nie współpracował on ze służbami PRL-u.

Jacek Wygoda, były szef pionu lustracyjnego IPN, odniósł się do wypowiedzi prof. Andrzeja Friszke, który na łamach "Rzeczpospolitej" z 11.09 w wywiadzie "Samobójcza polityka historyczna PiS" nazwał tę decyzję "kompromitacją IPN". Prof. Friszke powiedział: "Pan Przyłębski sam odręcznie napisał zobowiązanie do współpracy, a tego typu sprawy były kierowane do sądu jako kłamstwo lustracyjne. Ustawa o lustracji nie ma odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo szkodliwym agentem był dany człowiek. Jeśli jest rozbieżność między oświadczeniem lustracyjnym przyjmowanym w tym przypadku przez MSZ, a zachowaną dokumentacją, to sprawa zawsze była kierowana do sądu. Kłamstwo lustracyjne w przypadku pana Przyłębskiego zostało dokonane, a sprawa powinna znaleźć się w sądzie. Sprawa Przyłębskiego jest kompromitacją i radykalnym podważeniem wiarygodności IPN. Nagięto prawo i procedury, żeby chronić swojego towarzysza. Co teraz mają zrobić ludzie, których sprawy przy analogicznym stanie dokumentacji zostały skierowane do sądów lustracyjnych?".

Jacek Wygoda, odnosząc się do wypowiedzi historyka, powiedział PAP: "Nie znam materiałów zgromadzonych przez IPN na temat pana Przyłębskiego, ale mogę powiedzieć, że stwierdzenie prof. Friszke jest za daleko idące. Prof. Friszke powinien pamiętać z czasów, gdy był członkiem Rady IPN, że jeszcze od czasów starej ustawy lustracyjnej z 1998 roku utrwaliło się stanowisko, potwierdzone orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego z 2007 roku oraz całego szeregu orzeczeń Sądu Najwyższego i Sądów Apelacyjnych, że w oparciu jedynie o zachowane zobowiązanie do współpracy, nawet własnoręcznie napisane, nie można kierować wniosku o stwierdzenie o niezgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego. W ustawie z 2006 roku uznano, że sam fakt zadeklarowania współpracy nie pozwala na stwierdzenie, że ktoś istotnie tym współpracownikiem był" - mówił Wygoda.

"Postępowanie lustracyjne winno wykazać, że zobowiązanie do współpracy jakoś się zmaterializowało poprzez dostarczanie konkretnych informacji do ówczesnych organów bezpieczeństwa" - mówił Wygoda. Przypomniał, że stan zachowanych archiwaliów jest bardzo różny. "Czasami zachowała się teczka personalna, która zawierała m.in. zobowiązanie do współpracy, a nie zachowała się teczka pracy, w oparciu o którą można było ustalić, że ktoś przekazał jakieś informacje. Były też sytuacje, że zachowały się obie teczki. Czasami, mimo że w teczce personalnej było podpisane zobowiązanie o współpracy teczka pracy była pusta, bo dana osoba uchylała się od współpracy" - mówił Wygoda.

"Samo odkrycie, że ktoś podpisał zobowiązanie do współpracy ze służbami PRL, a potem deklarował, że nigdy nie był ich współpracownikiem, nie świadczy o popełnieniu kłamstwa lustracyjnego. Aby go dowieść, należy wykazać, że dana osoba rzeczywiście podjęła współpracę, że dostarczała informacje" - dodał Wygoda.

Agata Szwedowicz (PAP)

Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png